Z perspektywy rodzica- Japonia

Dziś w ramach artykułu z serii „Z perspektywy rodzica” prezentujemy Wam Japonię. Ten azjatycki kraj od zawsze zajmował jedną z czołowych pozycji na naszej liście marzeń. Co prawda jeszcze parę lat temu wyobrażałam sobie, że polecimy tam we dwójkę, a nie jako rodzina. Jednak im więcej czytałam o tej części świata, tym bardziej byłam o tym przekonana, że podróżowanie z dzieckiem po tym państwie nie jest żadną czarną magią. Przyznam szczerze, że to co zastaliśmy na miejscu przerosło nasze oczekiwania. 

CZY WARTO WYBRAĆ KRAJ KWITNĄCEJ WIŚNI JAKO CEL RODZINNEJ WYCIECZKI?

  • Udogodnienia

Udogodnień, które oferuje Japonia dla podróżujących rodzin nie spotkaliśmy dotąd w Europie.  Wszystkie toalety, które mieliśmy okazję „odwiedzić” posiadały przewijaki. Nieważne, czy było to na dworcu, w pociągu, w parku, czy na terenie kompleksu świątynnego. Po pewnym czasie przestaliśmy się zastanawiać nad tym, czy w danym miejscu będzie WC i czy będzie, jak wygodnie zmienić pieluchę. Co ciekawe, przewijaki znaleźć można było także w większości męskich toalet oraz w pomieszczeniach dla niepełnosprawnych. Najwyraźniej Japończycy, tak samo jak Kanadyjczycy wpadli na to, że ojciec też jest w stanie przebrać dziecku pampersa.

Dodatkowym punktem zasługującym na wyróżnienie jest siedzonko toaletowe (Przynajmniej ja to tak nazywam. Nie wiem, czy ma jakąś oficjalną nazwę). Co to takiego? To żaden kosmiczny wynalazek.  To krzesełko, które przymontowano do ściany  kabiny, aby rodzic mógł posadzić w nim dziecko. Pozwala to opiekunowi małej pociechy na bezstresowe załatwienie swoich potrzeb. Nie trzeba się zastanawiać nad tym, gdzie postawić wózek albo   jak utrzymać malucha na rękach tak, żeby móc się w miarę komfortowo skorzystać z toalety. Banalne, a jakie praktyczne, prawda?

toaleta

W każdym kraju, który odwiedzamy napotykamy mniejsze lub większe problemy. W Kraju Kwitnącej Wiśni to właśnie podróżowanie z wózkiem stanowi pewnego rodzaju wyzwanie. Nie wszędzie się z nim zmieścicie, np.: w restauracjach ze względu na wąskie wejście lub brak miejsca w środku. Osoby z wózkami mogą zapomnieć o przejażdżce autobusami w Kioto w godzinach szczytu.  Na szczęście to nie jedyny środek transportu w tym mieście. Istnieje jeszcze metro i pociągi. Inaczej nie dotarlibyśmy do Arashiyama.

W dużych japońskich miastach na peronach głównych stacji dostępne są windy lub ruchome schody. W niektórych kompleksach świątynnych znaleźć można rampy. Zdarzały się jednak dni, kiedy musieliśmy nosić wózek. Wtedy zawsze nie wiadomo skąd pojawiała się przy nas jakaś dobra dusza, która była chętna nam pomóc.

Przed wyjazdem warto zastanowić się nad wyborem odpowiedniego dzieciowozu. O tym, jak wybrać odpowiedni model dowiecie się tutaj.

W większości restauracji wieczorem ciężko znaleźć wolne miejsce. Zadanie to jest utrudnione, gdy jest się w towarzystwie dziecka w dzieciowozie. Trzeba to mieć na uwadze planując porę kolacji.  W niektórych miastach (nie dotyczy to Tokio i Osaki) między 14:00 a 17:00 nie serwuje się jedzenia. W Japonii nie grozi Wam jednak ani głód ani pragnienie.

japonia stoiska.jpg

Liczne sklepy czy stoiska z przekąskami oraz automaty z napojami pozwolą w każdej chwili zaspokoić pierwsze potrzeby Waszych małych towarzyszy.

Automat.jpg

  • Środki transportu

O środkach transportu moglibyśmy napisać wiele. Doceniliśmy punktualność i czystość  pojazdów, częstotliwość połączeń oraz toalety z przewijakami na stacjach i w pociągach. Pamiętajcie jednak, że poruszanie się z wózkiem w godzinach szczytu może nie być łatwe. Kilka razy nie mogliśmy wyjść z autobusu, ponieważ nie zmieściliśmy się z wózkami w przejściu. Wywołaliśmy tym złość u kierowcy. Powód: przyczyniliśmy się do 30 sekundowego opóźnienia względem rozkładu jazdy! Jednak z wyjątkiem paru takich sytuacji, nie mieliśmy większych problemów.

Komunikacja publiczna zarówno między miastami jak i w mieście spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników. Turyści nie tracą czasu na transport z punktu A do punktu B, co pozwala na zwiedzenie wielu zakątków Japonii w dość krótkim czasie.

Zastanawiacie się pewnie, jak wyglądała nasza podróż  pociągiem. O dziwo odległości między fotelami pozwalają na bezproblemowy przejazd wózkiem przez wagon oraz ustawianie go  w rzędzie, w którym siedzimy. Oczywiście to też zależy od szerokości Waszego wózka. Nasz Quinny dawał radę.

Więcej o tym, jak wygląda przejazd pociągiem z dziećmi w Japonii dowiecie się z kolejnego postu.

  • Asortyment dziecięcy

Produktów dla dzieci nie znajdziemy ani w małych sklepach typu 7-eleven ani drogeriach (w nielicznych widzieliśmy pieluchy).

Słoiczki i innego rodzaju przysmaki dla małych podróżników dostępne są w większych supermarketach, np. Seiyu. W Japonii nie brakuje również sieciówek typu Babies r us lub ich japońskich odpowiedników. O niektórych z nich nie można powiedzieć, że są to  zwykłe sklepy. Byliśmy w takich, które wyglądały jak mini parki rozrywki  z automatami do gier, kącikami zabaw i  basenami z kulkami. Wasze dzieci na pewno nie będą się tam nudzić. 

WP_20170531_10_11_10_Rich_LI.jpg

W wymienionych sklepach nadaremnie możecie szukać znanych marek słoiczków. Dostępne są tylko lokalne produkty. Niestety ich jakość nie zachwyca. Nasza szkrab wolał kurczaka lub ośmiornicę z naszego talerza. Oczywiście nie oznacza to wcale, że Wasze pociechy nie pokochają japońskich przetworów. Córka naszych przyjaciół zjadała dzielnie wszystko, co jej podano.

Jako fani praktycznych gadżetów dla dzieci również podczas tego wyjazdu rozglądaliśmy się za jakimś ciekawym produktem. Osobiście spodziewaliśmy się większego wyboru, ale być może trafiliśmy do nie najlepiej wyposażonego sklepu. Naszym highlightem były specjalne pałeczki do nauki posługiwania się nimi.  

Ceny niektórych produktów (np.: mleka modyfikowanego) wypadają zdecydowanie niekorzystnie. Pieluszki w przeliczeniu na sztukę również wychodzą drożej niż w Polsce. Natomiast przystępne ceny zabawek zachęcają do przywiezienia jednej z nich w ramach pamiątki lub prezentu, np. zabawkowy pociąg shinkansen.

  • Atrakcje dla całej rodziny

Japonia ma do zaoferowania wiele atrakcji, które znajdują się na łonie natury. Należą do nich położone w urokliwych parkach lub sąsiadujące z pięknymi ogrodami świątynie czy zamki.

Dla oszałamiających widoków i świeżego powietrza warto wybrać się w japońskie Alpy.

japonia widoku.JPG

Polecamy przeprawę szlakiem Tateyama Kurobe Alpine Route.  Dla starszych dzieci dodatkową atrakcją będzie przejazd różnymi środkami lokomocji, które oferowane są na tej trasie.

DSCN5687.JPG

W Osace warto wybrać się do Kaiyukan. To jedno z największych oceanariów na świecie, gdzie każdy członek rodziny będzie się dobrze bawił. Natomiast w Tokio rozrywką dla Was i Waszych pociech będzie odwiedzenie Kawaii Monster Café. Więcej o tym miejscu przeczytacie tutaj.

Nara oferuje bliskie spotkanie z nachalnymi sarenkami na zielonej łące. Szczerze powiedziawszy nie pochwalamy tej atrakcji.  Szkoda mi tych zwierzątek, za którymi uganiają się turyści, a gdy tylko zwierzaki stają się zbyt natarczywe i role się odwracają, to człowiek przejawia wobec nich niezbyt miłe zachowanie… Dla samych zwierzaków byśmy nie odwiedzili tego miejsca. Kto wie, może akurat Wam się spodoba 😊.

sarenki.JPG

Dopiero sarenki napotkane w lesie wzdłuż ścieżki do kompleksu świątynnego robią wrażenie i pozwalają na spokojne przyjrzenie się tym mieszkańcom Nary. One z odpowiednim dystansem obserwują przechodniów spomiędzy drzew i tylko od czasu do czasu wychodzą odwiedzającym naprzeciw.

DSCN6316.JPG

Do tej miejscowości wybrać się jednak warto głównie ze względu na zachwycającą świątynie Tōdai-ji.

W miastach znajduje się wiele parków oraz placów zabaw. To idealne miejsce, aby odpocząć od zgiełku ulic oraz poobserwować, jak spędzają czas japońskie rodziny.  Chętnie piknikują w cieniu drzew. W sumie spożywają posiłki zawsze, kiedy tylko nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. W końcu jedzenie to również japońska rozrywka. Gdy tylko skosztujecie pierwszych dań, zrozumiecie Japończyków. Zapomnieć nie można również o licznych wesołych miasteczkach.

  • Nastawienie wobec dzieci

Japończycy nie tylko nie przewracają oczami, gdy wchodzisz z dziećmi do restauracji, sklepu czy muzeum, ale wręcz nie mogą powstrzymać zachwytu na ich widok.  Są zawsze uśmiechnięci i próbują stanąć na głowie, aby zadbać o komfort małej pociechy i jej opiekunów. Ta wypowiedź nie dotyczy tylko pracowników danego miejsca, ale także innych gości. To powoduje, że człowiek nie siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na oburzone spojrzenia, gdy dziecko krzyknie, zapłacze lub będzie zachowywało się głośniej niż inni. Zresztą nawet płaczący szkrab jest dla nich kawaii (pol. urocze).                                                                                

W niektórych restauracjach obsługa ma przygotowany zestaw miseczek i sztućców dla najmłodszych gości, które przynosi zawsze bez względu na to, czy zamówiony został dla nich posiłek. Poza tym często podarowuje dzieciom małe upominki. Konduktorzy w pociągach rozdają naklejki najmłodszym pasażerom.  

Kraj Kwitnącej Wiśni to naszym zdaniem idealna destynacja na rodzinne wakacje. Nie trzeba się zastanawiać nad jakością wody czy spożywanych posiłków ani obawiać ewentualnych nachalnych naganiaczy czy oszustów. Nie musząc martwić się o dodatkowe stresogenne faktory podczas wycieczki mamy więcej siły na „walkę” z małymi towarzyszami, które nie każdego dnia dostałaby dyplom za wzorowe zachowanie. Po Japonii podróżuje się łatwo i przyjemnie. Wszelkiego rodzaju udogodnienia ułatwiają zwiedzanie z małymi podróżnikami, a liczne atrakcje nie pozwalają na nudę. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to odpowiedni wózek, aby nie utknąć w jakimś przejściu… 😊.

 

Podoba Ci się ten tekst? Zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

Z perspektywy rodzica-Rumunia

Dziś w ramach wpisu z cyklu „Z perspektywy rodzica” (ostatnio było TU o Sofii) prezentujemy Rumunię.

Niektórzy będą się może zastanawiali, dlaczego zdecydowaliśmy się na tę część kontynentu i to zimą. Jak w przypadku większości naszych krótszych wyjazdów, także i tym razem wybór miejsca uzależniony był od promocji na bilety lotnicze. I tak kusząca oferta taniego przelotu do Bukaresztu pokierowała nas ponownie na Bałkany.  Jak wiecie jesteśmy rodziną, która lubi zwiedzać „na pieszo”. Jednak tym razem zrobiliśmy wyjątek. Ze względu na towarzyszącą nam liczbę osób postanowiliśmy wynająć samochód. Przy czteroosobowej grupie jest to dosyć opłacalne, pozwala zaoszczędzić czas, a także pieniądze, które trzeba byłoby wydać na pociągi Dzięki temu w ciągu czterech dni udało nam się zobaczyć więcej niż tylko najtańszą stolicę Europy.


CZY RUMUNIA JEST
PRZYJAZNA TURYSTOM Z DZIEĆMI?

Udogodnienia
W przeciwieństwie do Bułgarii w Rumunii dba się o komfort rodziców z dziećmi w miejscach publicznych.  Przewijak i krzesełko do karmienia to znane praktyczne ułatwienia, a nie żadne magiczne wynalazki. Nie twierdzę, że są dostępne wszędzie, ale znajdziecie je w głównych atrakcjach turystycznych i w
niektórych lokalach.

Zresztą odkąd mamy przenośne siedzonko do karmienia, to żadna restauracja nam niestraszna: https://bodychtravellers.com/2017/02/17/przenosne-krzeselko-do-karmienia/ .

Moim osobistym hitem było pomieszczenie do przewijania dzieci, które odkryliśmy w Pałacu Peles w rumuńskim mieście Sinaia. Zamiast typowego przewijaka zastaliśmy tam wielki stół przykryty białym prześcieradłem. Przypominał raczej stół operacyjny niż miejsce do przewinięcia pieluchy. Za to było to jedno z nielicznych odwiedzonych przeze mnie tego typu pomieszczeń, w którym było ciepło. Po raz pierwszy od dawna nie musiałam się martwić o to,  czy moje dziecko zmarznie. 

DSCN41921.JPG

Tak naprawdę rodzice małych dzieci nie znajdą zbyt wiele powodów do narzekania w Rumunii. Wszystkie nowoczesne toalety np.: te na lotnisku wyposażono w przewijaki. Liczne windy czy ruchome schody ułatwią poruszanie się po ulicach i w przeprawach przez przejścia podziemne. Dzięki temu tym razem nie musieliśmy tak często prosić wujka Krystiana o pomoc… w przeciwieństwie do naszej wycieczki po Sofii.


Środki transportu

Z tego względu, że poruszaliśmy się po mieście głównie pieszo, a za miasto jeździliśmy samochodem, nie mogę zbyt wiele powiedzieć na temat środków transportu. Mieszkańcy Bukaresztu, na pewno nie mogą narzekać na komunikację miejską: mają tramwaje, trolejbusy, autobusy i metro. W godzinach szczytu ciężko jednak poruszać się po centrum. Większość ulic jest zakorkowana. Warto o tym pamiętać w dniu wylotu, jeżeli planujemy dostać się na lotnisko autobusem lub taksówką. Należy odpowiednio zaplanować czas wyjazdu. W przypadku taksówki nie liczmy jednak na to, że dostaniemy fotelik dla dziecka. W celu uniknięcia korków można skorzystać z opcji dojazdu pociągiem na lotnisko. 


Jedzenie dla bobasów
W sklepach dostępne są te same produkty dla dzieci co w naszej części Europy. Muszę jednak przyznać, że w Rumuni ich ceny są znacznie wyższe. Dlatego na parodniową wycieczkę warto zabrać własny zapas.


Atrakcje
W Bukareszcie, jak w większości większych miast  znaleźć można sporo placów zabaw i parków, ale ze względu na temperatury i wszechobecny biały puch nie były celem naszych wędrówek.

Ciekawe dziecięce rozrywki znaleźć można przy atrakcjach turystycznych poza stolicą. W Braszowie można było wynająć quady. Miasteczko oferowało poza tym pokazy klaunów czy różne zabawy dla najmłodszych na starym mieście. W Rasnovie naszą uwagę zwróciły ciuchcie i kolorowe kolejki, które dowożą zainteresowanych do zamku. Są zatem idealnym wariantem dla leniwych turystów lub właśnie rodziców z dziećmi. Natomiast w Sinaii cała  rodzina może rozkoszować się wspaniałymi widokami podczas przejażdżki gondolą czy podczas spacerów po pięknych trasach pieszych.   


Nastawienie wobec dzieci

Muszę przyznać, że Rumunii to bardzo sympatyczny naród, a do tego pozytywnie nastawiony wobec dzieci. Gdziekolwiek nie poszliśmy nasza córka witana była uśmiechem. Przewodniczka w pałacu Peles wykazała zrozumienie dla najmłodszej uczestniczki wycieczki i nie miała nic przeciwko, abyśmy mogli odłączyć się od grupy, gdy naszą pociechę coś zaciekawiło. Umożliwiło nam to na bezstresowe zwiedzanie tego pięknego zabytku. Poza tym pani przewodnik, gdy tylko miała taką możliwość sama choć przez chwilę  bawiła się z naszym dzieckiem. Miła niespodzianka spotkała nas też na lotnisku. Ekspedientka ze sklepu wolnocłowego, w którym zrobiliśmy zakupy goniła nas tylko po to, aby dać naszej małej podróżniczce garść cukierków (Jak to było? Nie bierz słodyczy od obcych? Też Wam tak rodzice mówili? ;-)). 

Naszym zdaniem Rumunia to nie tylko kraj przyjazny turystom z dziećmi, ale również idealne miejsce na tani, aktywny, a przede wszystkim rodzinny urlop. Ten piękny kraj i jego mili obywatele bardzo przypadli nam do gustu. Jestem o tym przekonana, że jeszcze tam wrócimy w ramach dłuższego wakacyjnego wyjazdu.

PS. Jeżeli jesteście ciekawi naszych wrażeń z Bukaresztu, zapraszam do przeczytania wpisu: „Bukareszt naszymi oczami

 

Z perspektywy rodzica- Kanada

Każdy rodzic prędzej czy później będzie musiał zadać sobie pytanie: „Dokąd udać się z dziećmi na wakacje?” Nie ma znaczenia, czy wybierzemy miejsce znajdujące się 20, 200 czy 2000 km od domu. Najważniejsze, że spędzimy ten czas razem. Oczywiście musimy być świadomi tego, że istnieją państwa bardziej przyjazne rodzinnym wyjazdom i takie, do których  może niekoniecznie leciałabym w pierwszą w podróż z bobasem. Przykładowo na Indie czy Birmę przyjdzie jeszcze czas…

Jeżeli możemy sobie jednak pozwolić na luksus w postaci wyboru dowolnego miejsca na ziemi,  warto byłoby zastanowić się nad kryteriami, jakie powinien spełniać cel naszej wycieczki. Nie, nie zachęcam nikogo do tworzenia listy za i przeciw ani prowadzenia wielogodzinnych analiz. Wystarczy wybrać kilka punktów, które ułatwią nam podjęcie decyzji i pozwolą z miliona cudownych miejsc na świecie wybrać to jedno, które w danym momencie naszego życia, będzie idealne. Kryteria te nie zagwarantują nam niestety, że wyjazd będzie  w 100% udany, ale przynajmniej dadzą nam poczucie świadomego wyboru. Muszę przyznać,  że lista, którą stworzyliśmy przed pierwszą daleką podróżą z naszą córką była bardzo krótka. To wynikało z braku doświadczenia w wyprawach z potomstwem oraz z tego, że decyzje zakresie wycieczek podejmujemy zazwyczaj dość spontanicznie. Chcieliśmy wykluczyć państwa, które ze względu na rozwój cywilizacyjny, stopień bezpieczeństwa, utrudniony dostęp do czystej wody i brak możliwości korzystania z wózka (nasze dziecko nie jest fanem nosidełek) mogłyby wywołać u nas pewną frustrację (o tym pisałam już  w wpisie „Lecimy do Kanady„). Innych aspektów nie braliśmy pod uwagę. Jesteśmy jednak świadomi tego, że nasze wymagania będą się zmieniały wraz z wiekiem naszej córki.  Natomiast dzięki wycieczce do Kanady przekonaliśmy się, co wpływa na komfort podróży z dzieckiem..

CZY WARTO WYBRAĆ KRAJ SYROPU KLONOWEGO JAKO CEL RODZINNEJ WYCIECZKI?

  • Udogodnienia

Po pierwsze Kanada to państwo przygotowane na turystów z dziećmi. Niemalże w każdej restauracji (nawet w tych obskurnie wyglądających) dostępne są krzesełka dla maluchów lub specjalne nakładki na normalne krzesła. Oprócz tego ponad 80% toalet (za wyjątkiem toi toi) posiada przewijaki. W dodatku znajdują się one nie tylko w damskich, ale także w męskich toaletach!!! Kanadyjczycy wpadli najwyraźniej na to, że ojciec też jest w stanie przebrać dziecku pieluchę. Na szczęście nie wszędzie na świecie rozumiane jest to wyłącznie jako obowiązek matki. Z drugiej strony zawsze zastanawiało mnie, jak problem zmiany pieluchy u dzieci w miejscu publicznym rozwiązują mężczyźni. Wyobrażam sobie wszystkie kreatywne rozwiązania (Panowie, ucieszą mnie Wasze komentarze w tym temacie) .  W Kanadzie nikt nie musi kombinować.   Moim osobistym highlight´em w tym zakresie są tzw. pomieszczenia rodzinne, do których  mogą wejść oboje rodzice. W środku znajdują się zarówno przewijak, jak i toaleta. Dużym zaskoczeniem były też place zabaw, przy których wybudowane były toalety. Rozwiązanie to oszczędza stresu rodzicom odpieluchowanego potomstwa, a dzieciom zapewnia szybki powrót do przerwanej zabawy. W Europie to jednak melodia przyszłości.

DSCN03501.JPG

Oczywiście trzeba też przyznać, że nie wszystko jest idealne i są momenty, kiedy podróżowanie z wózkiem może być uciążliwe. W Toronto niewiele stacji metra było wyposażonych w windę, więc i wózek było trzeba wnosić po schodach. Z drugiej strony zawsze znalazł się ktoś chętny do pomocy lub podziwiający nasze samozaparcie.

  • Środki transportu

Na pewno nie jest to kraj na wyprawę autostopem, jeżeli ma się ograniczony czas. Po pierwsze nie jest to dość rozpowszechniona forma podróżowania, a po drugie w niektórych miejscach tak rzadko przejeżdża jakiś samochód, że parogodzinne czekanie z dziećmi na pustkowiu może przerodzić nawet najbardziej udane wakacje w horror. Przemieszczanie się po dużych miastach jest w miarę komfortowe, niestety transport między miejscowościami nie powala na kolana swoją ofertą. W dodatku jest dość drogi. Jeżeli wybieramy się do Kanady z rodziną lub nawet w dwójkę, to wynajęcie samochodu jest praktycznym i ekonomicznym rozwiązaniem. Dla podróżników z dobrą kondycją, których (starsze) dzieci kochają poruszanie się na dwóch kółkach ciekawym pomysłem może być przemieszczanie się rowerem.

DSCN22461.JPG

  • Asortyment dziecięcy

Zdecydowanie niekorzystnie wypadają ceny mleka modyfikowanego oraz jakość słoiczkowego jedzenia dla bobasów. W sklepach sprzedają głównie  produkty firmy Heinz. Przepraszam za porównanie, ale niektóra zawartość słoiczków pachniała tak, że zastanawialiśmy się, czy nasze dziecko ponownie zrobiło w pieluchę…To nie to co dobry Hipp. Na lotnisku w drodze powrotnej spotkaliśmy rodzinę ze Szkocji, która  częściej bywa w Kanadzie. Zauważyliśmy, że mieli przy sobie słoiczek tej marki. Zapytaliśmy ich, czy udało im się go zakupić to w Kanadzie. Odpowiedzieli, że nie i że zawsze wożą ze sobą zapas jedzonka Hipp, bo ich syn nie cierpi lokalnych słoiczków…także to chyba nie tylko nasza opinia.

Miłym zaskoczeniem okazały się przystępne ceny zabawek oraz szeroki wachlarz gadżetów dziecięcych. My zakupiliśmy tam np.. talerzyk-nakładkę na stół, który można łatwo umyć, zwinąć i schować do torebki. W podróż do Kanady nie trzeba zatem  zabierać worka zabawek i warto uzupełnić zapas na miejscu. Bardzo dobrym przykładem jest szczeniaczek uczniaczek firmy Fisher Price, który w Pl kosztuje średnio 0k 100 zł. My kupiliśmy go w Walmarcie za ok 23 kanadyjskie dolary, co jest odpowiednikiem 70 zł według dzisiejszego kursu. Uważać trzeba natomiast przy gadająco-grających zabawkach. Należy pamiętać o tym, w której części kraju się przebywa. W prowincji Quebec wszystkie zabawki mają zaprogramowany język francuski. Pewnego razu zdarzyło się nam o tym zapomnieć, gdy kupowaliśmy prezent dla naszego dziecka. W drodze do kasy nowy gadżet przez przypadek się włączył (na szczęście) i uratował nas przed zakupem zabawki gadającej w niezrozumiałym dla nas języku. Nie będziemy tego ukrywać, nie  jesteśmy fanami  języka francuskiego.

WP_20160814_17_01_14_Pro_LI1.jpg

  • Atrakcje

Kanada oferuje ponadto wiele możliwości oudoorowych. Jeżeli dziecko  nie pozwala na rundki po galeriach czy muzeach, a marsze po ulicach miast też nie przypadną mu do gustu to w tym kraju na pewno można znaleźć inne atrakcje.  Zaczynając od ogromnej ilości Parków Narodowych, w których można również nocować pod namiotami lub  w kamperach, przez pięknie położone forty oraz  parki miejskie, na licznych placach zabaw kończąc.

DSCN20851.JPG

Także duża miasta posiadają urokliwe miejsca z dala od zgiełku ulic. Przykładowo w stolicy prowincji Ontario prawdziwą oazą spokoju są wyspy Toronto. Jest to idealne miejsce na przejażdżkę rowerową z najmłodszymi członkami rodziny, które nie czują się jeszcze pewnie na ulicach miast. Osobom zmęczonym restauracyjnym jedzeniem proponuję zrobienie tutaj rodzinnego pikniku. Wybór tej lokalizacji  jest oczywisty, kiedy jest się świadomym istnienia tego miejsca. Oprócz koca i koszyka z jedzeniem warto zabrać ze sobą strój kąpielowy, jeżeli lubimy kąpiel w 12 stopniowej wodzie…    15 minut drogi na północ z centrum Ottawy znajduje się Park Gatineau, który świetnie nadaje się krótkie i dłuższe wypady. Duża ilość szlaków pieszych, rowerowych oraz dostępność miejsc campingowych i piknikowych, a także  jezior i punktów widokowych wypełniłaby nawet miesiąc naszych wakacji. Tutaj można znaleźć rozrywkę dla potomstwa w każdym  wieku.  W samym Montrealu także można znaleźć  wiele malowniczo położonych parków. Dla młodych fanów sportu trafionym pomysłem będzie spacer po  parku olimpijskim, a wizyta w  parku rozrywki przypadnie do gustu poszukiwaczom adrenaliny. Myślę, że nawet najbardziej wymagające dzieci znajdą również w dużych aglomeracjach coś dla siebie.

DSCN03061.JPG

Dodać też trzeba, że Kanada to młode państwo o prawie 150 letniej historii. Ten kraj oferuje na pewno o wiele mniej typowych punktów zwiedzania tzw. „must see” niż np.  Paryż czy Ateny. Dzięki temu rodzice-podróżnicy nie muszą się obawiać, że w trakcie wyjazdu będą musieli zrezygnować z obejrzenia wielu wyjątkowych wystaw muzealnych czy zabytków.  Idealnym połączeniem lekcji historii ze zwiedzaniem z dziećmi są forty. Maluchy będą miały szanse wybiegania się na świeżym powietrzu i zrobić zdjęcie a armatą, podczas gdy dorośli będą mogli dowiedzieć się paru nowych faktów historycznych. Muzeum Historii w Ottawie jest godne polecenia. Nadaję do odwiedzenia podczas urlopu z rodziną. Dlaczego? Przy nim znajduje się specjalne muzeum dla młodszych turystów,  dla których przygotowany jest odpowiedni interaktywny program. Ze starszymi dziećmi, które są  świadome problemów otaczającego je świata zajrzeć można do Kanadyjskiego Muzeum Imigracji  – Pier 21 –  w Halifax. W dość łatwy sposób, ale równocześnie trafiający do serca  przedstawiony jest temat imigracji i jego konsekwencji. Ciekawe rekwizyty na pewno zainteresują również młodsze pociechy. Świetnym miejscem do zwiedzania razem z dziećmi są żyjące muzea, jak np. wioska Upper Canada lub akadyjska wioska historyczna w okolicach Caraquet, które ukazują życie w latach 1770-1949 z wieloma atrakcjami dla małych podróżników.                                                                                                                                  Tutaj warto wspomnieć jeszcze o tzw. bilecie Parks Canada Discovery Pass, który jest ważny dla  grupy do 7 osób jadącej w jednym samochodzie. W ostatecznym rozrachunku bardziej opłaca się zainwestować w jeden bilet niż kupować za każdym razem pojedyncze wejściówki  dla każdego uczestnika wyprawy.

DSCN0954 1.JPG

  • Możliwość i jakość postojów w trasie

Każde nawet najbardziej cierpliwe dziecko zada w końcu pytanie „Daleko jeszcze?”. Prędzej czy później będziemy zmuszeni zrobić postój, aby zająć potomstwo czymś innym niż myśleniem o celu podróży. Przerwa np.na tankowanie czy krótką wizytę w toalecie nie będzie wystarczająco  satysfakcjonująca. Dlatego ważne jest, aby znaleźć  komfortowe miejsce na postój.

DSCN1381.JPG

W Kanadzie jest wiele możliwości stopów między miejscowościami nie tylko  na stacjach, ale także na łonie natury . W tym kraju jest to normalną praktyką, że podróżuje się z własną lodówką pełną jedzenia. Podczas postojów urządza się prawdziwe pikniki. Dzieci mają wtedy czas poszaleć, a dorośli rozprostować kości i zaspokoić głód. Nie spodziewajmy się stacji ze sklepem i McDonaldem co 10 km. Oczywiście takowe też istnieją, ale im dalej od większych miast, tym zdarzają się rzadziej. Z tego względu trzeba tankować  bak do pełna, gdy nadarza się ku temu okazja. Chyba, że ktoś jest fanem przygód i chce utknąć w środku lasu w samochodzie pełnym dzieci …  Zamiast McDonalda lepiej wybrać stacje z lokalem o nazwie Tim Hortons (takie połączenie Starbucks´a z fast food´em, ale po ich jedzeniu nie się wyrzutów sumienia, że się to zjadło i podało też dziecku)

  • Nastawienie wobec dzieci

Dodatkowo Kanadyjczycy nie przewracają oczami, gdy wchodzisz z dzieckiem do restauracji, sklepu czy muzeum.  Są zawsze uśmiechnięci i próbują stanąć na głowie, aby zadbać o komfort dziecka i jego opiekunów. Ta wypowiedź nie dotyczy tylko pracowników danego miejsca, ale także innych gości. To powoduje, że człowiek nie siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na oburzone spojrzenia, gdy dziecko krzyknie, zapłacze lub będzie zachowywało się głośniej przy stole niż inni.                                                                                 Dzięki naszej córce nie musieliśmy czekać w kolejce do stolika  w restauracji. Było to oczywiste, że jako rodzice z dzieckiem dostaniemy miejsce do siedzenia jako pierwsi. W niektórych lokalach obsługa sama z siebie przynosiła jakieś przekąski dla naszego małego towarzysza i czekała, czy coś z tego jemu zasmakuje. Obsługa Subway´a podarowała naszej córce nawet torebkę ich ciasteczek, które w sumie zjedliśmy my, ale cicho :-). Nie zapomnimy też jak w Halifax w restauracji z przepysznym sushi -Wasabi House- kelner z własnej inicjatywy zabawiał naszego szkraba, abyśmy mogli w spokoju zjeść posiłek. Oczywiście mieliśmy dziecko i kelnera na oku.

DSCN1843-Sylwia1.JPG

Kanada to kraj bogaty w różnego rodzaju atrakcje dostosowane dla turystów w każdym wieku. Na pewno nie spotkamy się tu z opinią, że pies w knajpie jest ok, a dzieci powinny siedzieć w domu. Podróż po tym państwie słynącym z syropu klonowego zapewnia wspaniałe widoki i wrażenia, ale też komfort dla podróżników z dziećmi. Nie musząc martwić się o dodatkowe stresogenne faktory mamy więcej siły na „walkę” z małymi towarzyszami, które nie każdego dnia dostałaby dyplom za wzorowe zachowanie. Jak każdy kraj również Kanada ma swoje drobne minusy. Jednak w mojej opinii nie są one aż tak istotne, aby miałyby mieć jakikolwiek wpływ na nasze zdanie. Wózek nieraz musimy wnosić po schodach i w naszym mieście. Ceny i jakość jedzenia zawsze będą różne w zależności od państwa, które zwiedzamy. Gdybyśmy chcieli, aby wszystko było takie samo jak w domu nie wyjeżdżalibyśmy.

Jeżeli możecie sobie pozwolić na luksus wyboru dowolnego celu wakacji, z czystym sumieniem polecamy Kanadę.  Szczególnie na pierwszą wyprawę z  małym bobasem.