Comics Station w Antwerpii

Jakiś czas temu zastanawialiśmy się, w jaki sposób uczcić drugie urodziny naszego dziecka. Doszliśmy do wniosku, że tym razem odpuścimy sobie  imprezę z tortem w rodzinnym gronie.  Ciotki i wujkowie zadbali jednak o to, aby osobiście złożyć życzenia naszej córce.

Zamiast klasycznych urodzin wybraliśmy wycieczkę do Beneluxu. Niektórzy z Was na pewno pomyślą, że święto naszego dziecka było tylko pretekstem, aby znowu gdzieś pojechać. Nie, to nieprawda. Podczas tego wyjazdu mieliśmy w planie głównie atrakcje tylko dla naszej małej podróżniczki, które ostatecznie okazały się świetną zabawą również dla nas.

Dziś przedstawiamy Wam Comics Station.

WP_20171001_14_44_40_Rich[3021] (2)

Comics Station to  czteropiętrowy park rozrywki o powierzchni 6200 m2. Znajduje się w centrum miasta przy, a raczej w budynku dworca głównego w Antwerpii.

W tym miejscu macie szansę poznać postaci z belgijskich bajek, bo to właśnie one są motywem przewodnim tej atrakcji.

WP_20171001_16_28_39_Rich[3023] (2)

Przykładowo możecie wybrać się na przejażdżkę ze Smerfami lub z nimi zatańczyć oraz pomóc Lucky Luke`owi schwytać złodziejaszków.

WP_20171001_16_41_11_Rich[3025] (2)

Oprócz typowych bawialni, zjeżdżalni i kosmicznych pojazdów znajdziecie tam tzw. strefy tematyczne, w których testowane będą wasze umiejętności np.: strzelanie do celu, poczucie rytmu czy zwinność.

Myśleliśmy, że nasze dziecko zainteresowana będzie głównie ślizgawkami i basenem z kulkami. Ku naszemu zaskoczeniu wymienione wyżej strefy również sprawiły jej wiele radości.

WP_20171001_16_32_55_Rich[3024] (2)

Dodatkową rozrywką jest kino 4d. Nasza córka miała okazje pierwszy raz wybrać się do kina i założyć okulary 3d. Z zafascynowaniem obejrzała cały film. Przyznam, że nie sądziłam, że wytrzyma do końca. Dzieciaki zaskakują nas na każdym kroku, nieprawdaż? A w podróży jeszcze bardziej.

Starsze dzieci i dorośli nie odmówią sobie zapewne zjazdu największą na świecie zjeżdżalnią znajdującą się w zadaszonym pomieszczeniu. Powiem w ramach ostrzeżenia tylko tyle: przetestujcie najpierw sami, a potem zadecydujecie, czy Wasi mali towarzysze powinni na niej zjechać.

Ostatnie piętro to raj dla wszystkich głodomorów. Oczywiście nie oznacza to, że w pozostałych częściach tego parku rozrywki nie znajdziecie nic do jedzenia. Drobne przekąski zakupić można wszędzie. Przy bawialni dla najmłodszych odwiedzających stoi nawet automat z kawą.

Przy wyjściu znajduje się sklep, gdzie nabyć można pamiątki z bohaterami bajek, np. długopisy, kredki, bajki itp. Wszystko w bardzo rozsądnych cenach.

Na terenie Comics Station znajdują się przewijaki, krzesełka dla dzieci oraz szafki na torby czy kurtki. Uwaga! Do schowka wrzucić trzeba monetę o nominale dwóch euro. To nie jest kaucja. Gdy otworzycie szafkę pieniążek zostanie „połknięty”. Zanim zamkniecie drzwiczki  przemyślcie więc, czy macie ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy.

Bilet wstępu kosztuje 19,50 € i warto zakupić go wcześniej na stronie internetowej. Ucieszy to Wasz portfel, bo będzie grubszy o 2 euro oraz oszczędzi stania w kolejce. Poza tym w internecie można zobaczyć, w które dni park jest mniej oblegany. Uwaga: Dzieci poniżej 3 roku życia nie płacą za wstęp!

Każdy odwiedzający musi zarejestrować swój bilet w odpowiednim automacie, które znajdują się przy przebieralni. Po rejestracji otrzymuje się opaskę z chipem, która aktywuje interaktywne atrakcje. Gdybyście sobie z czymś nie mogli poradzić, śmiało proście o pomoc personel parku.

W Comics Station podobało nam się szczególnie to, że mogliśmy towarzyszyć naszej córce podczas każdej zabawy. Nie było miejsc „tylko dla dzieci”. Dzięki temu spędziliśmy czas w 100% razem jako rodzina. Nie będę też ukrywać, że pobyt sprawił również nam wiele przyjemności.

666F72EA-CEFF-42BC-B869-F20977512B4D.jpg

Comics Station to idealne miejsce dla całej rodziny. Każdy odwiedzający znajdzie dla siebie coś ciekawego. Patrząc na uśmiech Pana Męża, który nie schodził z jego buzi podczas szaleństw na wszelkich atrakcjach, przyznaję, że również dorośli nie zaznają tu nudy.

Ze względu na jego położenie łatwo się do niego dostać również osobom bez samochodu.

Jeżeli zatem macie własne dzieci, małych kuzynów, chrześniaków lub znajomych z potomstwem, to  zabierzcie ich w to miejsce. Na pewno Wam za to podziękują!

Szczegóły:
Comics Station
Kievitplein, 2018 Antwerp
https://www.comicsstation.be/en

 

Z perspektywy rodzica- Japonia

Dziś w ramach artykułu z serii „Z perspektywy rodzica” prezentujemy Wam Japonię. Ten azjatycki kraj od zawsze zajmował jedną z czołowych pozycji na naszej liście marzeń. Co prawda jeszcze parę lat temu wyobrażałam sobie, że polecimy tam we dwójkę, a nie jako rodzina. Jednak im więcej czytałam o tej części świata, tym bardziej byłam o tym przekonana, że podróżowanie z dzieckiem po tym państwie nie jest żadną czarną magią. Przyznam szczerze, że to co zastaliśmy na miejscu przerosło nasze oczekiwania. 

CZY WARTO WYBRAĆ KRAJ KWITNĄCEJ WIŚNI JAKO CEL RODZINNEJ WYCIECZKI?

  • Udogodnienia

Udogodnień, które oferuje Japonia dla podróżujących rodzin nie spotkaliśmy dotąd w Europie.  Wszystkie toalety, które mieliśmy okazję „odwiedzić” posiadały przewijaki. Nieważne, czy było to na dworcu, w pociągu, w parku, czy na terenie kompleksu świątynnego. Po pewnym czasie przestaliśmy się zastanawiać nad tym, czy w danym miejscu będzie WC i czy będzie, jak wygodnie zmienić pieluchę. Co ciekawe, przewijaki znaleźć można było także w większości męskich toalet oraz w pomieszczeniach dla niepełnosprawnych. Najwyraźniej Japończycy, tak samo jak Kanadyjczycy wpadli na to, że ojciec też jest w stanie przebrać dziecku pampersa.

Dodatkowym punktem zasługującym na wyróżnienie jest siedzonko toaletowe (Przynajmniej ja to tak nazywam. Nie wiem, czy ma jakąś oficjalną nazwę). Co to takiego? To żaden kosmiczny wynalazek.  To krzesełko, które przymontowano do ściany  kabiny, aby rodzic mógł posadzić w nim dziecko. Pozwala to opiekunowi małej pociechy na bezstresowe załatwienie swoich potrzeb. Nie trzeba się zastanawiać nad tym, gdzie postawić wózek albo   jak utrzymać malucha na rękach tak, żeby móc się w miarę komfortowo skorzystać z toalety. Banalne, a jakie praktyczne, prawda?

toaleta

W każdym kraju, który odwiedzamy napotykamy mniejsze lub większe problemy. W Kraju Kwitnącej Wiśni to właśnie podróżowanie z wózkiem stanowi pewnego rodzaju wyzwanie. Nie wszędzie się z nim zmieścicie, np.: w restauracjach ze względu na wąskie wejście lub brak miejsca w środku. Osoby z wózkami mogą zapomnieć o przejażdżce autobusami w Kioto w godzinach szczytu.  Na szczęście to nie jedyny środek transportu w tym mieście. Istnieje jeszcze metro i pociągi. Inaczej nie dotarlibyśmy do Arashiyama.

W dużych japońskich miastach na peronach głównych stacji dostępne są windy lub ruchome schody. W niektórych kompleksach świątynnych znaleźć można rampy. Zdarzały się jednak dni, kiedy musieliśmy nosić wózek. Wtedy zawsze nie wiadomo skąd pojawiała się przy nas jakaś dobra dusza, która była chętna nam pomóc.

Przed wyjazdem warto zastanowić się nad wyborem odpowiedniego dzieciowozu. O tym, jak wybrać odpowiedni model dowiecie się tutaj.

W większości restauracji wieczorem ciężko znaleźć wolne miejsce. Zadanie to jest utrudnione, gdy jest się w towarzystwie dziecka w dzieciowozie. Trzeba to mieć na uwadze planując porę kolacji.  W niektórych miastach (nie dotyczy to Tokio i Osaki) między 14:00 a 17:00 nie serwuje się jedzenia. W Japonii nie grozi Wam jednak ani głód ani pragnienie.

japonia stoiska.jpg

Liczne sklepy czy stoiska z przekąskami oraz automaty z napojami pozwolą w każdej chwili zaspokoić pierwsze potrzeby Waszych małych towarzyszy.

Automat.jpg

  • Środki transportu

O środkach transportu moglibyśmy napisać wiele. Doceniliśmy punktualność i czystość  pojazdów, częstotliwość połączeń oraz toalety z przewijakami na stacjach i w pociągach. Pamiętajcie jednak, że poruszanie się z wózkiem w godzinach szczytu może nie być łatwe. Kilka razy nie mogliśmy wyjść z autobusu, ponieważ nie zmieściliśmy się z wózkami w przejściu. Wywołaliśmy tym złość u kierowcy. Powód: przyczyniliśmy się do 30 sekundowego opóźnienia względem rozkładu jazdy! Jednak z wyjątkiem paru takich sytuacji, nie mieliśmy większych problemów.

Komunikacja publiczna zarówno między miastami jak i w mieście spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników. Turyści nie tracą czasu na transport z punktu A do punktu B, co pozwala na zwiedzenie wielu zakątków Japonii w dość krótkim czasie.

Zastanawiacie się pewnie, jak wyglądała nasza podróż  pociągiem. O dziwo odległości między fotelami pozwalają na bezproblemowy przejazd wózkiem przez wagon oraz ustawianie go  w rzędzie, w którym siedzimy. Oczywiście to też zależy od szerokości Waszego wózka. Nasz Quinny dawał radę.

Więcej o tym, jak wygląda przejazd pociągiem z dziećmi w Japonii dowiecie się z kolejnego postu.

  • Asortyment dziecięcy

Produktów dla dzieci nie znajdziemy ani w małych sklepach typu 7-eleven ani drogeriach (w nielicznych widzieliśmy pieluchy).

Słoiczki i innego rodzaju przysmaki dla małych podróżników dostępne są w większych supermarketach, np. Seiyu. W Japonii nie brakuje również sieciówek typu Babies r us lub ich japońskich odpowiedników. O niektórych z nich nie można powiedzieć, że są to  zwykłe sklepy. Byliśmy w takich, które wyglądały jak mini parki rozrywki  z automatami do gier, kącikami zabaw i  basenami z kulkami. Wasze dzieci na pewno nie będą się tam nudzić. 

WP_20170531_10_11_10_Rich_LI.jpg

W wymienionych sklepach nadaremnie możecie szukać znanych marek słoiczków. Dostępne są tylko lokalne produkty. Niestety ich jakość nie zachwyca. Nasza szkrab wolał kurczaka lub ośmiornicę z naszego talerza. Oczywiście nie oznacza to wcale, że Wasze pociechy nie pokochają japońskich przetworów. Córka naszych przyjaciół zjadała dzielnie wszystko, co jej podano.

Jako fani praktycznych gadżetów dla dzieci również podczas tego wyjazdu rozglądaliśmy się za jakimś ciekawym produktem. Osobiście spodziewaliśmy się większego wyboru, ale być może trafiliśmy do nie najlepiej wyposażonego sklepu. Naszym highlightem były specjalne pałeczki do nauki posługiwania się nimi.  

Ceny niektórych produktów (np.: mleka modyfikowanego) wypadają zdecydowanie niekorzystnie. Pieluszki w przeliczeniu na sztukę również wychodzą drożej niż w Polsce. Natomiast przystępne ceny zabawek zachęcają do przywiezienia jednej z nich w ramach pamiątki lub prezentu, np. zabawkowy pociąg shinkansen.

  • Atrakcje dla całej rodziny

Japonia ma do zaoferowania wiele atrakcji, które znajdują się na łonie natury. Należą do nich położone w urokliwych parkach lub sąsiadujące z pięknymi ogrodami świątynie czy zamki.

Dla oszałamiających widoków i świeżego powietrza warto wybrać się w japońskie Alpy.

japonia widoku.JPG

Polecamy przeprawę szlakiem Tateyama Kurobe Alpine Route.  Dla starszych dzieci dodatkową atrakcją będzie przejazd różnymi środkami lokomocji, które oferowane są na tej trasie.

DSCN5687.JPG

W Osace warto wybrać się do Kaiyukan. To jedno z największych oceanariów na świecie, gdzie każdy członek rodziny będzie się dobrze bawił. Natomiast w Tokio rozrywką dla Was i Waszych pociech będzie odwiedzenie Kawaii Monster Café. Więcej o tym miejscu przeczytacie tutaj.

Nara oferuje bliskie spotkanie z nachalnymi sarenkami na zielonej łące. Szczerze powiedziawszy nie pochwalamy tej atrakcji.  Szkoda mi tych zwierzątek, za którymi uganiają się turyści, a gdy tylko zwierzaki stają się zbyt natarczywe i role się odwracają, to człowiek przejawia wobec nich niezbyt miłe zachowanie… Dla samych zwierzaków byśmy nie odwiedzili tego miejsca. Kto wie, może akurat Wam się spodoba 😊.

sarenki.JPG

Dopiero sarenki napotkane w lesie wzdłuż ścieżki do kompleksu świątynnego robią wrażenie i pozwalają na spokojne przyjrzenie się tym mieszkańcom Nary. One z odpowiednim dystansem obserwują przechodniów spomiędzy drzew i tylko od czasu do czasu wychodzą odwiedzającym naprzeciw.

DSCN6316.JPG

Do tej miejscowości wybrać się jednak warto głównie ze względu na zachwycającą świątynie Tōdai-ji.

W miastach znajduje się wiele parków oraz placów zabaw. To idealne miejsce, aby odpocząć od zgiełku ulic oraz poobserwować, jak spędzają czas japońskie rodziny.  Chętnie piknikują w cieniu drzew. W sumie spożywają posiłki zawsze, kiedy tylko nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. W końcu jedzenie to również japońska rozrywka. Gdy tylko skosztujecie pierwszych dań, zrozumiecie Japończyków. Zapomnieć nie można również o licznych wesołych miasteczkach.

  • Nastawienie wobec dzieci

Japończycy nie tylko nie przewracają oczami, gdy wchodzisz z dziećmi do restauracji, sklepu czy muzeum, ale wręcz nie mogą powstrzymać zachwytu na ich widok.  Są zawsze uśmiechnięci i próbują stanąć na głowie, aby zadbać o komfort małej pociechy i jej opiekunów. Ta wypowiedź nie dotyczy tylko pracowników danego miejsca, ale także innych gości. To powoduje, że człowiek nie siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na oburzone spojrzenia, gdy dziecko krzyknie, zapłacze lub będzie zachowywało się głośniej niż inni. Zresztą nawet płaczący szkrab jest dla nich kawaii (pol. urocze).                                                                                

W niektórych restauracjach obsługa ma przygotowany zestaw miseczek i sztućców dla najmłodszych gości, które przynosi zawsze bez względu na to, czy zamówiony został dla nich posiłek. Poza tym często podarowuje dzieciom małe upominki. Konduktorzy w pociągach rozdają naklejki najmłodszym pasażerom.  

Kraj Kwitnącej Wiśni to naszym zdaniem idealna destynacja na rodzinne wakacje. Nie trzeba się zastanawiać nad jakością wody czy spożywanych posiłków ani obawiać ewentualnych nachalnych naganiaczy czy oszustów. Nie musząc martwić się o dodatkowe stresogenne faktory podczas wycieczki mamy więcej siły na „walkę” z małymi towarzyszami, które nie każdego dnia dostałaby dyplom za wzorowe zachowanie. Po Japonii podróżuje się łatwo i przyjemnie. Wszelkiego rodzaju udogodnienia ułatwiają zwiedzanie z małymi podróżnikami, a liczne atrakcje nie pozwalają na nudę. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to odpowiedni wózek, aby nie utknąć w jakimś przejściu… 😊.

 

Podoba Ci się ten tekst? Zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

Podróż to dla mnie…?

Każdy z nas ma jakieś hobby. Jedni uprawią sport, drudzy piszą wiersze, a jeszcze inni zbierają znaczki. Ja z zapałem zwiedzam świat. Czy traktuję nasze wyprawy tylko i wyłącznie jako hobby? Nie, dla mnie są czymś więcej.

Podróże to przygoda

Zwiedzanie z plecakiem nieznanego kraju, którego języka się nie rozumie. Niepewność tego co wydarzy się jutro i czy dotrzemy do wybranego celu. Testowanie dotychczas nieznanych dań, o których składzie nie ma się pojęcia. (W przypadku Pana Męża wybieranie potrawy to wielka loteria, podczas której w 95% trafi mu się coś niezjadliwego.) Bycie zdanym tylko na siebie bez telefonu do przyjaciela w postaci biura podróży, które jest odpowiedzialne za wycieczkę. Co to jest? Przygoda!

Podczas naszej pierwszej podróży nie towarzyszyły nam ani smartphony ani dostęp do internetu na każdym kroku, czyli udogodnienia, bez których dziś większość z nas nie potrafi funkcjonować. Mieliśmy za to plecak pełen do niczego niepotrzebnych konserw. Przez te 10 lat od naszej pierwszej wyprawy w 2006 roku wiele się zmieniło, a my wiele się nauczyliśmy  – w większości na własnych błędach. Nasze wyprawy pozostały jednak w pewnej części bez zmian. Nadal dają nam zastrzyk energii z domieszką adrenaliny  i są niezapomnianą przygodą, a moja druga połówka dalej dokonuje fatalnego w wyboru w zakresie kulinarnych doznań…;-).

Podróże to sprawdzian

Podczas naszej pierwszej wyprawy przekonaliśmy się o tym, że wspólny wyjazd to także wielka próba dla związku. Wynika to z tego, że podróże nie zawsze są łatwe i przyjemne oraz pełne zapierających dech w piersiach widoków. To czasem kilkunastogodzinna jazda rozklekotanym pociągiem lub busem na twardym siedzeniu, które dzielisz z większą ilością osób niż ustawa przewiduje. To też dni, kiedy dostajesz takiego rozstroju żołądka, że jedyne z czego się cieszysz to fakt, że drzwi do łazienki się zamykają lub, że w ogóle są. Trudne warunki czy niespodziewane sytuacje, którym trzeba wspólnie stawić czoła są niekończącym się testem na kompatybilność i umiejętność współpracy.

Podróże składają się z chwil, kiedy w kryzysowych sytuacjach pokrzyczycie na siebie, aby za chwilę stać się najbardziej zgranym zespołem, który będzie w stanie szybko  rozwiązać napotkany problem. To momenty, gdy trzeba pomóc partnerowi zmierzyć się z własnymi lękami, np. podczas ataku klaustrofobii po środku jaskini. To czasem dni, kiedy nie wyglądasz ładnie, nie masz dostępu do prysznica i zamiast seksownego negliżu śpisz w warstwach ubrań i czapce, aby nie zamarznąć. Gorzej, gdy jest to twoja podróż poślubna 😉 .

To warunki, które znacznie odbiegają od scenerii randek czy weekendowych wyjazdów, prawda? ;-). Właśnie dlatego każdy wyjazd to próba naszych charakterów i idealny czas, aby się dobrze poznać. Z doświadczenia wiem, że warto podejść do tego egzaminu jeszcze zanim zaczniecie planować wspólną przyszłość. Jeżeli przetrwacie miesiąc poza domem spędzając ze sobą 24 na dobę, to wierzcie mi, jesteście dla siebie stworzeni.

Zawsze mówiłam, że zanim moje dziecko weźmie ślub będę je namawiała do zamieszkania z jego drugą połówką, aby mieli okazję się dobrze poznać i później niczego nie żałowali. Teraz trafniejszym pomysłem wydaje mi się wspólna samodzielnie zorganizowana wyprawa z ograniczonym budżetem.

Czym podróże są dla mnie dzisiaj, odkąd jestem żoną i matką?

Gdy byłam w ciąży moja Mama powtarzała mi, abym pamiętała o następującej zasadzie: „Nie zatrać siebie – najpierw bądź sobą, potem żoną, a dopiero na końcu matką.” Nie zrozumcie mnie źle, miłość do dziecka jest bezwarunkowa i przychodzi nam najłatwiej. Ono zawsze będzie stało dla nas na pierwszym miejscu.  Musimy jednak zachować zdrowy balans. Jeżeli nie zadbamy o poczucie samospełnienia, to pozostałe sfery naszego życia również będą kuleć. Zaczniemy zaniedbywać nie tylko siebie, ale i partnera / partnerkę. Oczywiście nikt nie twierdzi, że znalezienie złotego środka jest łatwe. Wręcz przeciwnie, to ciężka codzienna praca. Jednym z moich sposobów na życie w zgodzie z tą matczyną mądrością są podróże.

Podróże to możliwość zachowania balansu

Ja -> Ja

Nasze wycieczki dają mi możliwość realizowania moich pasji: odkrywania świata, rozwijania organizacyjnego talentu, poznawania nowych ludzi oraz uzupełniania listy potraw, których na pewno nigdy nie zjem.

Ja -> Matka

Patrząc z perspektywy matki podróże to dla mnie czas dla rodziny. To idealna okazja do tego, aby nauczyć dziecko przystosowywania się  do zmieniających się warunków. To także możliwość dostarczenia mu nowych bodźców, które wesprą jego rozwój i ukształtują charakter. To moja szansa na poznawanie naszej córki z innej, oderwanej od codzienności perspektywy.  Podczas wyjazdów również proste rodzicielskie obowiązki wymagają dodatkowej dozy kreatywności i są ciekawym urozmaiceniem, np: zmiana pieluchy na spuszczonej desce klozetowej. Nawet płacz dziecka brzmi na wakacjach jakoś inaczej.  

Ja -> Żona

Z Mężem podróżujemy razem od samego początku. Wyjazdy stanowią nieodłączny element naszego życia. Kształtują nie tylko nas, ale i nasz związek. Przede wszystkim dają nam możliwość poznania się ze strony, o której nawet sami nie wiedzieliśmy, że istnieje. To okazja do snucia marzeń, planów i dyskusji na zupełnie nowe tematy, czas, podczas którego delektujemy się wspólnymi chwilami, nie myśląc w ogóle o codziennych obowiązkach. Kiedy dziecko zaśnie, my przestajemy być choć na chwilę rodzicami i jesteśmy znowu tylko dwojgiem zakochanych w sobie osób. Gdy dziecię smacznie śpi w wózeczku, my mamy szansę na spokojnie poobserwować otaczający nas świat trzymając się za ręce. Po prostu jesteśmy sobą.

W życiu codziennym, które wypełnione jest obowiązkami, pracą i terminami ciężko o zachowanie balansu między tymi trzema ważnymi rolami. Mam wrażenie, że każdego dnia, na którąś z nich muszę niestety poświęcić mniej czasu. W trakcie wyjazdów jesteśmy razem przez 24 godziny na dobę i mamy możliwość nacieszyć się sobą równocześnie spełniając nasze własne marzenia.   Z tego powodu zawsze będę dążyć do tego, abyśmy nasz urlop spędzali wspólnie jako rodzina. Przynajmniej dopóki nasze dziecko będzie chciało z nami jeździć ;-).

Zwiedzanie świata to dla mniej o wiele więcej niż tylko hobby. Dla mnie podróże mają o wiele głębsze znaczenie. To pasja, z której nie potrafiłabym zrezygnować. Coś co sprawia, że czuję się spełniona, co ma wpływ na to kim jestem.

Wakacje z bobasem:  10 rzeczy, które warto zabrać ze sobą.

Pakując się na rodzinne wakacje warto pamiętać o trzech zasadach:

  1. Zabierz ze sobą wór cierpliwości – pewnie przyda się już w trakcie pakowania.
  2. Nie próbuj odtworzyć pokoju swojego szkraba w miejscu, w którym nocujesz i nie zabieraj zbędnych rzeczy. Nowe otoczenie będzie dla małego podróżnika wystarczająco fascynujące.
  3. Jedzenie i pieluchy zabierz ze sobą zależnie od celu podróży. Uwzględnij cenę i jakość produktów dostępnych w miejscu destynacji, ewentualne alergie dziecka i miejsce w bagażu.

Na bazie naszego rocznego doświadczenia w podróżowaniu z małym dzieckiem przygotowałam listę gadżetów, które naszym zdaniem przydadzą się podczas tego typu wyjazdów.

I. Podczas posiłków

Nie wszędzie, gdzie pojedziemy znajdziemy krzesełka dla dzieci. Chcąc uniknąć trzymania pociechy na kolanach i jej wiercenia się podczas posiłków, warto pomyśleć o przenośnym krzesełku do karmienia. Na rynku dostępnych jest parę różnych rodzajów krzesełek. Jeżeli wybieramy się w podróż samolotem lub mamy mało miejsce w bagażniku, polecam wybrać takie, które można zwinąć i schować do torby. W ten sposób pozbędziemy się problemów typu: jak je transportować i gdzie spakować. Jego recenzję znajdziecie tutaj.

  • Silikonowy śliniak 

Sterta brudnych śliniaków nie jest atrakcyjnym widokiem, nie tylko na urlopie. Na szczęście jest na to proste rozwiązanie. Nie, nie mówię tutaj o śliniakach jednorazowego użytku. Nimi można sobie co najwyżej wydmuchać nos. Do karmienia w terenie, kiedy głowa dziecka obraca się we wszystkie strony i z co trzeciej łyżeczki skierowanej w stronę bobasa coś spada, trzeba sięgnąć po bardziej praktyczne rozwiązanie.

wp_20160706_17_11_32_rich_li

Szczerze polecamy śliniaki wykonane z silikonu.  Wystarczy nam tylko woda, aby je umyć.  „Krewni z Ameryki” podarowali nam ten ułatwiający życie wynalazek na poprzednie Święta. Muszę przyznać , że był to jeden z najlepszych prezentów, jakie otrzymaliśmy. Więcej o nich tutaj.

  • Siateczka do pokarmów dla niemowląt

Siateczka do pokarmów dla niemowląt to idealny przedmiot dla wszystkich przeciwników podawania dzieciom jedzenia w samochodzie. Dzięki niej maluchy przebywające z nami  w trasie mogą skosztować stałego pokarmu, który akurat mamy pod ręką. Koniec z wygłodniałymi spojrzeniami naszych pociech w restauracji. Siateczka ułatwia podanie smakołyków z naszego talerza bez potrzeby rozgniatania ich widelcem. Nie ukrywam, że za pomocą tego gadżetu zyskamy również chwilę spokoju przy stole. Po więcej szczegółów zapraszam tu.

WP_20160504_13_14_06_Pro 11.jpg

  • Silikonowy talerzyk-podkładka

O tym wynalazku wspominałam już przy okazji wpisu dotyczącego naszego wyjazdu do Kanady. Jest to silikonowy talerzyk kształtem przypominający podkładkę, który dzięki umieszczonym od spodu przyssawką nie ześlizgnie się ze stołu. Możemy go położyć na blacie krzesełka lub na stoliczku w samolocie.

WP_20160814_17_01_14_Pro_LI1.jpg

Dzięki niemu upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Dziecko straci możliwość zrzucania talerzyka na ziemię, a my nie będziemy się musieli martwić ilością bakterii na wszelkiego rodzaju stoliczkach dostępnych  w miejscach publicznych. Dodatkowo mały szkrab będzie mógł razem z nami podjadać smakołyki, które akurat podrzucimy na jego talerz. O tym cudeńku dowiecie się więcej we wpisie „Podczas posiłku„.

  • Podgrzewacz i sterylizator w jednym

Przydatność tego sprzętu zależy od tego, gdzie będziemy nocować. U znajomych czy w wynajętych mieszkaniach istnieje zazwyczaj możliwość  podgrzania słoiczka czy wyparzenia butelek. Jeżeli jednak planujemy nocleg w guesthouse´ach czy hotelach, to proponuje mieć go ze sobą. W takich miejscach nie zawsze będziemy mieli dostęp do wrzątku czy mikrofali. Warto wybrać małe modele 2 w 1. My zdecydowaliśmy się akurat na produkt firmy Nüby. Nie zajmuje dużo miejsca, do tego jest lekki i szybko podgrzewa jedzenie.

  • Etui na łyżeczki

Pomysł genialny w swojej prostocie. Ten niepozorny kawałek plastiku przyda się nie tylko na wyjazdach, ale też w domu.  Zamiast korzystać z niepraktycznych jednorazowych reklamówek w celu przechowania łyżeczek, warto zaopatrzyć się w specjalne etui, do którego można schować potrzebne sztućce. Producenci często dołączają je jako gratisy do innych swoich produktów. Wypatrujcie promocji marki Hipp. Kilka miesięcy temu udało się nam wymienić etykietki  z jej produktów na taki właśnie  zestaw turystyczny. Bądźcie czujni.

II. Na dobranoc

  • Elektroniczna niania

Podejrzewam, że każdy rodzic posiada elektroniczną nianię, więc wystarczy ją tylko spakować do torby.  My korzystamy z niej tylko w podróży. Nie po to jeździmy na wakacje, aby nerwowo nasłuchiwać, czy dziecko obudziło się i czy płacze. Urządzenie zapewnia rodzicom komfort psychiczny i pozwala miło spędzić wieczór bez konieczności ciągłego doglądania śpiącego malucha. Słyszeliśmy też historię o tym, jak rodzice na urlopie zostawili dziecko w pokoju i poszli do baru po drugiej stronie ulicy. Tak się składa, że zasięg elektrycznej niani wystarczył…Ludzka wyobraźnia nie zna granic:-).

  • Turystyczne łóżeczko

Wiadomo, że małe dzieci gdyby miały wybór, to najchętniej spałyby w łóżku rodziców. Nie każdy ma na to ochotę. Dlatego wyjeżdżając warto zabrać ze sobą łóżeczko turystyczne. W internecie znajdziemy  wiele różnych wariantów, które dobrać można w zależności od swoich potrzeb. Jedne nadają się, aby zabrać je  w podróż samolotem, inne nie. We wpisie „Łóżeczko turystyczne” dowiecie się, który model my wybraliśmy.

  • Mała poduszka

wp_20160720_20_33_12_moment

Czy do spania w łóżeczku, w samolocie czy do wygodnej jazdy wózkiem warto mieć ze sobą małą poduszkę dla najmłodszego towarzysza wyjazdu.  My zdecydowaliśmy się na podusię podróżną firmy Mammilla, która towarzyszy nam podczas naszych wycieczek. Jest nie tylko praktyczna, również atrakcyjnie się prezentuje ze względu na gustowny wzór i ładny kolor.

III. W drodze

  • Nosidło

Wózek wózkiem, ale na wakacjach zdarzają się takie momenty, kiedy czterokołowiec musi zostać w domu. W takich sytuacjach sprawdza się nosidło. Osobiście nie jestem fanem  zastępowania nosidłem dziecięcego wózka. Jednak podczas pieszych wycieczek po górach, kamienistym terenie czy wąskiej ścieżce lub trekkingu przez dżunglę jest to dla nas niezbędny sprzęt.

DSCN19971.JPG

Mamy nadzieję, że rodzice, którzy właśnie zastanawiali się nad pytaniem: „Co zabrać na wakacje z dzieckiem”, znaleźli tutaj kilka przydatnych wskazówek. To tylko parę małych gadżetów, ale wpłyną one znacząco na komfort podróży z bobasem. Wiadomo, dalibyśmy radę bez nich, tylko po co?

Jakie są wasze ulubione podróżnicze gadżety? Może wśród Waszych pomysłów znajdziemy jakiś wymarzony prezent dla siebie :).

Podczas posiłku

Posiłki bobasów stanowią bardzo istotną część ich dnia. Pierwszy etap życia, kiedy dziecko karmione jest tylko piersią lub mlekiem modyfikowanym nie wymaga od nas zbyt intensywnego planowania. Schody zaczynają się wtedy, gdy do diety naszych małych głodomorów zaczynamy wprowadzać urozmaicone posiłki. Jak poradzić sobie z tym w podróży? Na rynku dostępnych jest wielu „pomocników”, z których pomocy sama chętnie korzystam i które z czystym sumieniem mogę polecić.

  • Siateczka do pokarmu dla niemowląt

Siateczka do pokarmów dla niemowląt przypomina wyglądem smoczek. Jednak zamiast gumowej części, którą dziecko wsadza do buzi, wyposażono ją w siateczkę. Ze spokojem można wsadzić do niej większe kawałki np.: owoców czy warzyw. Dziadkowie będą zachwyceni możliwością podania pierwszego stałego pokarm swoim ukochanym wnukom bez ryzyka zakrztuszenia się nim przez bobasy. Produkt idealnie sprawdzi się podczas pierwszych prób podawania stałego pokarmu. Docenią go także fani BLW, a także rodzice dzieci, których pierwsze zęby nie spieszą się z pojawieniem się na świecie. Polecam wybrać taki model, który do zestawu oferuje specjalny kapsel chroniący siateczkę przed zabrudzeniem.

wp_20160504_13_14_06_pro-11

Siateczkę zaczęliśmy używać w  5 m. ż. córki. Głównie dostawała w niej owoce i warzywa. Nie stwierdziliśmy żadnych wad tego produktu. Ostrzegam jednak przed podawaniem w siateczce banana, ciężko ją potem domyć.

U nas bardzo dobrze sprawdził się produkt firmy Munchkin. Przydał się przede wszystkim w sytuacjach, gdy dziecko domagało się tego samego jedzenia, które widziało na naszych talerzach, a także podczas jazdy samochodem oraz w restauracjach.

  • Silikonowy talerzyk-podkładka z przyssawkami

Kolejny na liście jest silikonowy talerzyk  z funkcją podkładki, który umieszcza się na stole za pomocą odpowiednich przyssawek. Świetnie sprawdza się także jako nakładka na blaty krzesełek dla dzieci czy stoliki w samolocie.  Dzięki niemu zadbamy o higieniczne i bezpieczne podanie  naszemu malcowi przekąsek. Talerzyk-podkładka nie zajmuje dużo miejsca- po zwinięciu zmieści się prawie w każdej torebce. Również łatwo o utrzymanie jego czystości – wystarczy trochę wody i płyn do naczyń. Ze względu na swoją poręczność i małą wagę jest idealnym towarzyszem posiłków w trakcie podróży.

WP_20161127_21_16_37_Pro1.jpg

Praktyczne zastosowanie ma też w domu. Nakładając ten produkt na blat krzesełka naszego dziecka unikniemy mycia całego stolika. Zmniejszymy także ilość naczyń – jedzenie (pod warunkiem, że nie będzie to zupa) można ułożyć bezpośrednio na podkładce. My wybraliśmy produkt firm Summer Infant i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

  • Silikonowy śliniak z rynienką

Nie wiem jak to wygląda u Waszych dzieci, ale nasza córka przechodziła etapy, gdy jadła całą sobą. Karmienie jej bez odpowiedniego zabezpieczenia w ogóle nie wchodziło w grę. Średnio po każdym posiłku śliniak lądował w praniu. Jest to dosyć problematyczne, gdy jesteśmy z dala od domu. Kto ma na wakacjach ochotę i czas na codzienne pranie?! Nie mówiąc już o tym, że nie wszędzie znajdziemy pralkę, a przecież nie wypakujemy naszego bagażu tylko śliniakami. Na pomoc przychodzą nam produkty wykonane z silikonu. W naszym przypadku świetnie sprawdza się śliniak firmy Baby Björn. Towarzyszy nam zawsze – czy w terenie czy w domowym zaciszu, a także  podczas weekendu u Dziadków. Jest lekki i nieduży, a gdy się zabrudzi można go umyć w zmywarce lub  pod bieżącą wodą. Wyposażony jest ponadto w rynienkę, do której spada wszystko, co nie trafiło do buziaka naszego maleństwa.  Nie sugerujcie się ceną. Ten śliniak wart jest  każdych pieniędzy. Jako jedyny mankament wytknąć mu można zbyt sztywne zapięcie, które może być dla niektórych dzieciaczków dość niewygodne. Silikonowy śliniak to „must have” każdego rodzica.

wp_20160706_17_11_32_rich_li

Łóżeczko turystyczne

Jedno z moich ulubionych pytań kierowanych do nas, kiedy jedziemy na wakacje jest: „Gdzie będzie spała wasza córka?”

Jeżeli udajemy się w podróż samochodem, to bierzemy ze sobą tradycyjne łóżeczko turystyczne. Gdy środkiem transportu jest samolot, to wybieramy łóżeczko-namiocik.

  • Tradycyjne łóżeczko turystyczne  

Na rynku jest dostępnych tak wiele rodzajów łóżeczek turystycznych, że nasz wybór nie kończy się na kolorze. My zdecydowaliśmy się na produkt firmy Baby-Coo, model Malibu. Po ponad roku intensywnego używania mogę powiedzieć, że był to bardzo dobry zakup. Łóżeczko nadal wygląda jak nowe. Nie należy ono może do najlżejszych, bo waży aż 14 kg, jest za to bardzo praktyczne. Przede wszystkim jest ono dwupoziomowe, co daje możliwość dopasowania wysokości do wieku dziecka. Dzięki temu rodzice nie muszą nadwyrężać kręgosłupa podczas wyjmowania go ze środka.   Dodatkowo posiada dwa kółka, które ułatwiają jego przemieszczanie. Ja korzystam z nich przede wszystkim podczas usypiania malucha, gdy ten się przebudzi. Łóżeczko rozkłada/ składa się w dość łatwy sposób, jednak chwilę to trwa. Do zestawu dołączony jest oprócz moskitiery i daszka z zabawkami, usztywniany przewijak. Nie należy on do najwygodniejszych, ale spełnia swoją funkcję. Korzystaliśmy z niego wielokrotnie.  Jak w przypadku wszystkich łóżeczek turystycznych w modelu tym brakuje porządnego materaca. Dlatego też zdecydowaliśmy się na zakup innego materaca, aby zwiększyć komfort snu naszego dziecka. Łóżeczko traktujemy również jako kojec, gdy musimy np.: spakować nasze bagaże i chcemy uniknąć w tym czasie jakiejś niespodziewanej akcji w wykonaniu malucha. Niestety ze względu na jego wagę oraz nieporęczność, która wynika z osobno pakowanego materaca nie nadaje się na ono do podróży samolotem.

img-20161115-wa0003-21

  • Łóżeczko namiocik

Wiedząc o tym jak nieporęczne jest nasze łóżeczko turystyczne, przed wylotem do Kanady intensywnie rozglądaliśmy się za jakąś alternatywą. W cenie biletu mieliśmy wózek i fotelik samochodowy, nie chcieliśmy dopłacać za kolejny sprzęt. Poza tym nie przekonywała mnie wizja targania ze sobą kolejnej niekoniecznie najlżejszej torby. Przez rozkładanie i składanie  co drugi dzień tego posłania uciekałyby cenne minuty naszych wakacji. Musieliśmy wymyśleć coś innego. Wtedy znajomi ze Stanów zasugerowali nam produkt KidCo. Co to takiego? Łóżeczko w kształcie mini namiotu. Sprawdza się świetnie podczas aktywności na świeżym powietrzu (oferuje idealne schronienie przed słońcem), jak i noclegów w hotelu.  Nasza córka chętnie bawi się w nim, wkładając do niego swoje zabawki i wyciągając je z powrotem…Najważniejsze jest to, że ten wynalazek waży tylko 1,4 kg, a jego rozłożenie/ złożenie zajmuje sekundę. Namiocik wyposażony jest w materacyk, dzięki któremu dziecko nie leży bezpośrednio na ziemi. Całość wykonana jest z wytrzymałego materiału. Do zestawu dołączona jest ponadto specjalna torba, dzięki której łóżeczko można doczepić do plecaka lub transportować na ramieniu. Po złożeniu mieści się w walizce. Podstawowy wariant przeznaczony jest dla maluchów do lat trzech, wersja plus pomieści nawet pięciolatka.

sleep

Łóżeczko-namiocik  stanowi idealne rozwiązanie w przypadku bagażowych i kilogramowych ograniczeń lub wycieczki w terenie . Na polskim rynku alternatywą do firmy KidCo jest produkt marki Deryan.

Z perspektywy rodzica – Sofia

Dziś kolejny wpis z cyklu ” Z perspektywy rodzica” (ostatnio było TU o Kanadzie). Tym razem na celowniku znalazła się Sofia.

Dlaczego zdecydowaliśmy sie na stolicę Bułgarii? A dlaczego nie? Tak naprawdę nie mieliśmy żadnego konkretnego powodu. Po pierwsze, jeszcze nas tam nie było. Po drugie, znaleźliśmy dość tanie bilety lotnicze do Sofii  i stwierdziliśmy, że grzechem byłoby nie skorzystać z tej oferty. Pewnie niektórzy pomyśleli w tym momencie: „Serio, to jedyne kryteria?”. Tak, serio. Czego chcieć więcej w przypadku krótkiego wypadu?

Nawet gdy pomysł okaże się fatalny, to mamy przed sobą perspektywę szybkiego powrotu do domu. Planowanie krótszego wyjazdu ma tę zaletę, że właśnie nie trzeba go jakoś szczególnie planować. To oznacza, że ustalanie kryteriów, jakie powinien spełniać cel naszej wycieczki nie jest tak  kluczowe jak w przypadku dłuższej podróży. Nawet ewentualne niedogodności nie będą specjalnie problematyczne, gdyż będziemy musieli się z nimi zmagać tylko przez kilka dni.

Ciocia Kasia, która się wybrała razem z nami, wspomniała przed wylotem, że czytała o utrudnieniach dla ludzi na wózkach i z wózkami w stolicy Bułgarii. Postanowiliśmy się sami o tym przekonać.

SOFIA PRZYJAZNA TURYSTOM Z DZIEĆMI?

WP_20161127_21_26_49_Pro1.jpg

  • Udogodnienia

Jakie udogodnienia??? 😉 W Sofii głównym zmartwieniem rodziców nie jest szukanie przewijaka w toalecie, bo tam go po prostu nie ma. Większym problemem jest znalezienie lokalu, w którym nie można palić lub chociażby takiego, w którym jest  osobne pomieszczenie dla niepalących. Naprawdę nie miałam pojęcia, że Bułgarzy tak chętnie trują się dymem nikotynowym.  Zapach papierosów przebija się nawet w toaletach na lotnisku. Brak palarni zmusza ludzi do palenia w pomieszczeniach przeznaczonych do innych celów. Chyba zapomniałam już, jak wyglądał świat przed wprowadzeniem zakazu.

Z kolei miłym zaskoczeniem na lotnisku był specjalny pokój, w którym znajdowały się dwa łóżeczka, toaleta oraz umywalka. W tym miejscu rodzice mieli możliwość, aby spokojnie nakarmić czy uśpić swoją pociechę. Oczywiście przewijaka brak ;).

Jeżeli chodzi o krzesełka dla dzieci, to zdarzają się w niektórych restauracjach, ale nie jest to ogólnie przyjęty standard. W wielu lokalach ciężko postawić wózek przy stole, więc mali towarzysze kończą często na kolanach opiekunów.

Problem dla rodziców z wózkiem stanowi na pewno samo poruszanie sie po Sofii. Ze względu na duży ruch zbudowano w nim bardzo dużo przejść podziemnych. Można byłoby pomyśleć, że przecież to nie problem, bo pewnie wyposażono je w odpowiednie rampy lub windy. Niestety, w tym wypadku rzeczywistość odbiega od naszych wyobrażeń. Windy zdarzają się rzadko, a rampy które nadają sie do bezpiecznego zjazdu wózkiem widziałam raz lub dwa. Większość „ramp” to dwie metalowe szyny ułożone w takiej odległości, która często nie pasowała do rozstawu kół naszego wózka.  Wózek trzeba było albo wnieść/ znieść lub bardzo powoli nim zjechać. Zastanawia mnie, jak radzą sobie  z tym ludzie na wózkach inwalidzkich. Jeżeli nie jeżdżą na nich wyczynowo, to nie wiem, jak mogą skorzystać z przejść podziemnych nie robiąc sobie przy tym krzywdy.

  • Środki transportu

Mieszkańcy Sofii nie mogą narzekać na  komunikacje miejską: tramwaje, trolejbusy, 2 linie metra i autobusy. Wszystkie kursują dość często, więc można się dzięki nim dość swobodnie poruszać po mieście. Dojazd na lotnisko także nie stanowi problemu – metro dowozi pasażerów na terminal 1. Na większości stacji są ruchome schody, a czasem można nawet napotkać windy. Turyści z wózkiem muszą jednak uważać, gdy planują przejażdżkę autobusem. Stare modele maja schody i poręcz po środku wejścia, która może uniemożliwić wsiadanie z szerokim czterokołowym pojazdem. Nasz wózek jest dość duży, przez co istniało ryzyko, że nie zmieścimy się w drzwiach. Raz przed przyjazdem autobusu złożyliśmy wózek, abyśmy nie mieli problemu przy wsiadaniu. Jak na złość podjechał nowy model z niską podłogą i cała akcja poszła na marne.

Dodatkowym atutem tego miasta są taksówki w przystępnych cenach. Nie ma zwyczaju zapinania pasów w samochodach, więc chyba nie muszę dodawać, że nie ma co liczyć na foteliki dla dzieci. Szanse na to mamy chyba jedynie na lotnisku, jeżeli zamówimy taksówkę bezpośrednio w okienku dyspozytora. Wtedy na żądanie dostaniemy siedząco samochodowe.

  • Jedzenie dla bobasów

W sklepach dostępne są te same produkty dla dzieci co w naszej części Europy. Muszę jednak przyznać, że ich ceny są wyższe. Jeżeli jedziemy do Sofii tylko na kilka dni, to myślę, że kaszki i mleko warto zabrać ze sobą.

  • Atrakcje

Nie zaobserwowałam żadnych szczególnych atrakcji dla starszych dzieci, ale też takich nie szukałam. Na pewno miłą odskocznią od zgiełku ulic są liczne parki. Nie spodziewajmy się w nich jednak super placów zabaw, ale jakaś pojedyncza huśtawka czy zjeżdżalnia na pewno się znajdzie. Dodatkową atrakcją, która zagospodaruje nam cały dzień jest masyw górski Witosza.  To miejsce jest idealne na spacery, podczas których można delektować się piękną naturą i wspaniałym widokiem. Z kolei zimowa porą   fani sportów zimowych znajdą tutaj trasy narciarskie. Na górę można dostać się autobusem o nr 66, taksówką lub gondolą (nie jest czynna przez cały rok).

Wokół większości zabytków, które można zwiedzić znajdują się schody. Niestety ciężko uniknąć w tym mieście noszenia wózka.

  • Krawężniki, chodniki

Krawężniki i chodniki zasługują na umieszczenie w osobnym punkcie. Przez chwilę wahałam się nawet, czy nie dodać ich do kategorii „atrakcje”. Jazda wózkiem, rowerem czy nawet chodzenie po nich to wyzwanie. Chyba nie skłamię, gdy powiem, że każda osoba z naszej 5-osobowej grupy potknęła się przynajmniej raz… Naprawdę… już dawno  nie widziałam tak nierównych chodników. Nasz wózek ma wielkie dmuchane kółka, takie „mini terenówki”. Do tej pory ich zalety docenialiśmy głównie w lesie czy na nierównym terenie. Jednak w Sofii przydały się podczas zwykłego spaceru po mieście. Zwykłe plastikowe kółka w niektórych miejscach mogłyby nie przetrwać takiej wycieczki. Same krawężniki mają natomiast wysokość ok. 20 cm…czasami nawet więcej. Na pewno polecam je wszystkim fanom wyczynowej jazdy na deskorolce, rodzice z wózkiem będą jednak mniej zachwyceni.

  • Nastawienie wobec dzieci

Nie zaobserwowałam żadnego wrogiego nastawienia Bułgarów ani też przesadnej radości okazywanej małym podróżnikom.  Myślę, że nastawienie wobec dzieci określić można jako umiarkowanie dobre. Na pewno nie trzeba się obawiać niemiłych spojrzeń ze strony pracowników miejsc, do których się udamy. Na lotnisku pracownicy kontroli bagażowej uśmiechali się tylko do naszej córki. Reszta naszej grupy spotkała się natomiast z brakiem sympatii z ich strony.

Niestety potwierdzamy, że Bułgaria nie jest zbytnio przystosowana do poruszania się po niej na wózku lub z wózkiem.

Do Sofii  warto udać się w ramach krótkiego rodzinnego wyjazdu. Polecam je również miłośnikom gór, którzy chcieliby połączyć miejski urlop ze spacerem po górskich szlakach.  Jednak podróżowanie po tym mieście może być ciężkie dla osoby, która zdecyduje się na przyjechać do Sofii sama z dwójką dzieci.                                                                                    Nie powiedziałabym, że jest to miasto przygotowane na turystów z dziećmi. Jednak brak wyżej wymienionych udogodnień nie spowoduje, że nasza wycieczka będzie nieudana. Wnoszenie wózka jeszcze nikogo nie zabiło.  Natomiast rodzice przebierają swoje pociechy w tak różnych miejscach, że poradzą sobie bez przewijaka.  Jednak stolica Bułgarii nie wygrałaby plebiscytu na miejsce przyjazne turystom z dziećmi.

PS. Wszystkim zainteresowanym odwiedzeniem stolicy Bułgarii sugerowałabym zabranie lekkiej spacerówki niż dużego/ciężkiego wózka lub super wujka, który pomoże w przenoszeniu „dzieciowozu”.

Z perspektywy rodzica- Kanada

Każdy rodzic prędzej czy później będzie musiał zadać sobie pytanie: „Dokąd udać się z dziećmi na wakacje?” Nie ma znaczenia, czy wybierzemy miejsce znajdujące się 20, 200 czy 2000 km od domu. Najważniejsze, że spędzimy ten czas razem. Oczywiście musimy być świadomi tego, że istnieją państwa bardziej przyjazne rodzinnym wyjazdom i takie, do których  może niekoniecznie leciałabym w pierwszą w podróż z bobasem. Przykładowo na Indie czy Birmę przyjdzie jeszcze czas…

Jeżeli możemy sobie jednak pozwolić na luksus w postaci wyboru dowolnego miejsca na ziemi,  warto byłoby zastanowić się nad kryteriami, jakie powinien spełniać cel naszej wycieczki. Nie, nie zachęcam nikogo do tworzenia listy za i przeciw ani prowadzenia wielogodzinnych analiz. Wystarczy wybrać kilka punktów, które ułatwią nam podjęcie decyzji i pozwolą z miliona cudownych miejsc na świecie wybrać to jedno, które w danym momencie naszego życia, będzie idealne. Kryteria te nie zagwarantują nam niestety, że wyjazd będzie  w 100% udany, ale przynajmniej dadzą nam poczucie świadomego wyboru. Muszę przyznać,  że lista, którą stworzyliśmy przed pierwszą daleką podróżą z naszą córką była bardzo krótka. To wynikało z braku doświadczenia w wyprawach z potomstwem oraz z tego, że decyzje zakresie wycieczek podejmujemy zazwyczaj dość spontanicznie. Chcieliśmy wykluczyć państwa, które ze względu na rozwój cywilizacyjny, stopień bezpieczeństwa, utrudniony dostęp do czystej wody i brak możliwości korzystania z wózka (nasze dziecko nie jest fanem nosidełek) mogłyby wywołać u nas pewną frustrację (o tym pisałam już  w wpisie „Lecimy do Kanady„). Innych aspektów nie braliśmy pod uwagę. Jesteśmy jednak świadomi tego, że nasze wymagania będą się zmieniały wraz z wiekiem naszej córki.  Natomiast dzięki wycieczce do Kanady przekonaliśmy się, co wpływa na komfort podróży z dzieckiem..

CZY WARTO WYBRAĆ KRAJ SYROPU KLONOWEGO JAKO CEL RODZINNEJ WYCIECZKI?

  • Udogodnienia

Po pierwsze Kanada to państwo przygotowane na turystów z dziećmi. Niemalże w każdej restauracji (nawet w tych obskurnie wyglądających) dostępne są krzesełka dla maluchów lub specjalne nakładki na normalne krzesła. Oprócz tego ponad 80% toalet (za wyjątkiem toi toi) posiada przewijaki. W dodatku znajdują się one nie tylko w damskich, ale także w męskich toaletach!!! Kanadyjczycy wpadli najwyraźniej na to, że ojciec też jest w stanie przebrać dziecku pieluchę. Na szczęście nie wszędzie na świecie rozumiane jest to wyłącznie jako obowiązek matki. Z drugiej strony zawsze zastanawiało mnie, jak problem zmiany pieluchy u dzieci w miejscu publicznym rozwiązują mężczyźni. Wyobrażam sobie wszystkie kreatywne rozwiązania (Panowie, ucieszą mnie Wasze komentarze w tym temacie) .  W Kanadzie nikt nie musi kombinować.   Moim osobistym highlight´em w tym zakresie są tzw. pomieszczenia rodzinne, do których  mogą wejść oboje rodzice. W środku znajdują się zarówno przewijak, jak i toaleta. Dużym zaskoczeniem były też place zabaw, przy których wybudowane były toalety. Rozwiązanie to oszczędza stresu rodzicom odpieluchowanego potomstwa, a dzieciom zapewnia szybki powrót do przerwanej zabawy. W Europie to jednak melodia przyszłości.

DSCN03501.JPG

Oczywiście trzeba też przyznać, że nie wszystko jest idealne i są momenty, kiedy podróżowanie z wózkiem może być uciążliwe. W Toronto niewiele stacji metra było wyposażonych w windę, więc i wózek było trzeba wnosić po schodach. Z drugiej strony zawsze znalazł się ktoś chętny do pomocy lub podziwiający nasze samozaparcie.

  • Środki transportu

Na pewno nie jest to kraj na wyprawę autostopem, jeżeli ma się ograniczony czas. Po pierwsze nie jest to dość rozpowszechniona forma podróżowania, a po drugie w niektórych miejscach tak rzadko przejeżdża jakiś samochód, że parogodzinne czekanie z dziećmi na pustkowiu może przerodzić nawet najbardziej udane wakacje w horror. Przemieszczanie się po dużych miastach jest w miarę komfortowe, niestety transport między miejscowościami nie powala na kolana swoją ofertą. W dodatku jest dość drogi. Jeżeli wybieramy się do Kanady z rodziną lub nawet w dwójkę, to wynajęcie samochodu jest praktycznym i ekonomicznym rozwiązaniem. Dla podróżników z dobrą kondycją, których (starsze) dzieci kochają poruszanie się na dwóch kółkach ciekawym pomysłem może być przemieszczanie się rowerem.

DSCN22461.JPG

  • Asortyment dziecięcy

Zdecydowanie niekorzystnie wypadają ceny mleka modyfikowanego oraz jakość słoiczkowego jedzenia dla bobasów. W sklepach sprzedają głównie  produkty firmy Heinz. Przepraszam za porównanie, ale niektóra zawartość słoiczków pachniała tak, że zastanawialiśmy się, czy nasze dziecko ponownie zrobiło w pieluchę…To nie to co dobry Hipp. Na lotnisku w drodze powrotnej spotkaliśmy rodzinę ze Szkocji, która  częściej bywa w Kanadzie. Zauważyliśmy, że mieli przy sobie słoiczek tej marki. Zapytaliśmy ich, czy udało im się go zakupić to w Kanadzie. Odpowiedzieli, że nie i że zawsze wożą ze sobą zapas jedzonka Hipp, bo ich syn nie cierpi lokalnych słoiczków…także to chyba nie tylko nasza opinia.

Miłym zaskoczeniem okazały się przystępne ceny zabawek oraz szeroki wachlarz gadżetów dziecięcych. My zakupiliśmy tam np.. talerzyk-nakładkę na stół, który można łatwo umyć, zwinąć i schować do torebki. W podróż do Kanady nie trzeba zatem  zabierać worka zabawek i warto uzupełnić zapas na miejscu. Bardzo dobrym przykładem jest szczeniaczek uczniaczek firmy Fisher Price, który w Pl kosztuje średnio 0k 100 zł. My kupiliśmy go w Walmarcie za ok 23 kanadyjskie dolary, co jest odpowiednikiem 70 zł według dzisiejszego kursu. Uważać trzeba natomiast przy gadająco-grających zabawkach. Należy pamiętać o tym, w której części kraju się przebywa. W prowincji Quebec wszystkie zabawki mają zaprogramowany język francuski. Pewnego razu zdarzyło się nam o tym zapomnieć, gdy kupowaliśmy prezent dla naszego dziecka. W drodze do kasy nowy gadżet przez przypadek się włączył (na szczęście) i uratował nas przed zakupem zabawki gadającej w niezrozumiałym dla nas języku. Nie będziemy tego ukrywać, nie  jesteśmy fanami  języka francuskiego.

WP_20160814_17_01_14_Pro_LI1.jpg

  • Atrakcje

Kanada oferuje ponadto wiele możliwości oudoorowych. Jeżeli dziecko  nie pozwala na rundki po galeriach czy muzeach, a marsze po ulicach miast też nie przypadną mu do gustu to w tym kraju na pewno można znaleźć inne atrakcje.  Zaczynając od ogromnej ilości Parków Narodowych, w których można również nocować pod namiotami lub  w kamperach, przez pięknie położone forty oraz  parki miejskie, na licznych placach zabaw kończąc.

DSCN20851.JPG

Także duża miasta posiadają urokliwe miejsca z dala od zgiełku ulic. Przykładowo w stolicy prowincji Ontario prawdziwą oazą spokoju są wyspy Toronto. Jest to idealne miejsce na przejażdżkę rowerową z najmłodszymi członkami rodziny, które nie czują się jeszcze pewnie na ulicach miast. Osobom zmęczonym restauracyjnym jedzeniem proponuję zrobienie tutaj rodzinnego pikniku. Wybór tej lokalizacji  jest oczywisty, kiedy jest się świadomym istnienia tego miejsca. Oprócz koca i koszyka z jedzeniem warto zabrać ze sobą strój kąpielowy, jeżeli lubimy kąpiel w 12 stopniowej wodzie…    15 minut drogi na północ z centrum Ottawy znajduje się Park Gatineau, który świetnie nadaje się krótkie i dłuższe wypady. Duża ilość szlaków pieszych, rowerowych oraz dostępność miejsc campingowych i piknikowych, a także  jezior i punktów widokowych wypełniłaby nawet miesiąc naszych wakacji. Tutaj można znaleźć rozrywkę dla potomstwa w każdym  wieku.  W samym Montrealu także można znaleźć  wiele malowniczo położonych parków. Dla młodych fanów sportu trafionym pomysłem będzie spacer po  parku olimpijskim, a wizyta w  parku rozrywki przypadnie do gustu poszukiwaczom adrenaliny. Myślę, że nawet najbardziej wymagające dzieci znajdą również w dużych aglomeracjach coś dla siebie.

DSCN03061.JPG

Dodać też trzeba, że Kanada to młode państwo o prawie 150 letniej historii. Ten kraj oferuje na pewno o wiele mniej typowych punktów zwiedzania tzw. „must see” niż np.  Paryż czy Ateny. Dzięki temu rodzice-podróżnicy nie muszą się obawiać, że w trakcie wyjazdu będą musieli zrezygnować z obejrzenia wielu wyjątkowych wystaw muzealnych czy zabytków.  Idealnym połączeniem lekcji historii ze zwiedzaniem z dziećmi są forty. Maluchy będą miały szanse wybiegania się na świeżym powietrzu i zrobić zdjęcie a armatą, podczas gdy dorośli będą mogli dowiedzieć się paru nowych faktów historycznych. Muzeum Historii w Ottawie jest godne polecenia. Nadaję do odwiedzenia podczas urlopu z rodziną. Dlaczego? Przy nim znajduje się specjalne muzeum dla młodszych turystów,  dla których przygotowany jest odpowiedni interaktywny program. Ze starszymi dziećmi, które są  świadome problemów otaczającego je świata zajrzeć można do Kanadyjskiego Muzeum Imigracji  – Pier 21 –  w Halifax. W dość łatwy sposób, ale równocześnie trafiający do serca  przedstawiony jest temat imigracji i jego konsekwencji. Ciekawe rekwizyty na pewno zainteresują również młodsze pociechy. Świetnym miejscem do zwiedzania razem z dziećmi są żyjące muzea, jak np. wioska Upper Canada lub akadyjska wioska historyczna w okolicach Caraquet, które ukazują życie w latach 1770-1949 z wieloma atrakcjami dla małych podróżników.                                                                                                                                  Tutaj warto wspomnieć jeszcze o tzw. bilecie Parks Canada Discovery Pass, który jest ważny dla  grupy do 7 osób jadącej w jednym samochodzie. W ostatecznym rozrachunku bardziej opłaca się zainwestować w jeden bilet niż kupować za każdym razem pojedyncze wejściówki  dla każdego uczestnika wyprawy.

DSCN0954 1.JPG

  • Możliwość i jakość postojów w trasie

Każde nawet najbardziej cierpliwe dziecko zada w końcu pytanie „Daleko jeszcze?”. Prędzej czy później będziemy zmuszeni zrobić postój, aby zająć potomstwo czymś innym niż myśleniem o celu podróży. Przerwa np.na tankowanie czy krótką wizytę w toalecie nie będzie wystarczająco  satysfakcjonująca. Dlatego ważne jest, aby znaleźć  komfortowe miejsce na postój.

DSCN1381.JPG

W Kanadzie jest wiele możliwości stopów między miejscowościami nie tylko  na stacjach, ale także na łonie natury . W tym kraju jest to normalną praktyką, że podróżuje się z własną lodówką pełną jedzenia. Podczas postojów urządza się prawdziwe pikniki. Dzieci mają wtedy czas poszaleć, a dorośli rozprostować kości i zaspokoić głód. Nie spodziewajmy się stacji ze sklepem i McDonaldem co 10 km. Oczywiście takowe też istnieją, ale im dalej od większych miast, tym zdarzają się rzadziej. Z tego względu trzeba tankować  bak do pełna, gdy nadarza się ku temu okazja. Chyba, że ktoś jest fanem przygód i chce utknąć w środku lasu w samochodzie pełnym dzieci …  Zamiast McDonalda lepiej wybrać stacje z lokalem o nazwie Tim Hortons (takie połączenie Starbucks´a z fast food´em, ale po ich jedzeniu nie się wyrzutów sumienia, że się to zjadło i podało też dziecku)

  • Nastawienie wobec dzieci

Dodatkowo Kanadyjczycy nie przewracają oczami, gdy wchodzisz z dzieckiem do restauracji, sklepu czy muzeum.  Są zawsze uśmiechnięci i próbują stanąć na głowie, aby zadbać o komfort dziecka i jego opiekunów. Ta wypowiedź nie dotyczy tylko pracowników danego miejsca, ale także innych gości. To powoduje, że człowiek nie siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na oburzone spojrzenia, gdy dziecko krzyknie, zapłacze lub będzie zachowywało się głośniej przy stole niż inni.                                                                                 Dzięki naszej córce nie musieliśmy czekać w kolejce do stolika  w restauracji. Było to oczywiste, że jako rodzice z dzieckiem dostaniemy miejsce do siedzenia jako pierwsi. W niektórych lokalach obsługa sama z siebie przynosiła jakieś przekąski dla naszego małego towarzysza i czekała, czy coś z tego jemu zasmakuje. Obsługa Subway´a podarowała naszej córce nawet torebkę ich ciasteczek, które w sumie zjedliśmy my, ale cicho :-). Nie zapomnimy też jak w Halifax w restauracji z przepysznym sushi -Wasabi House- kelner z własnej inicjatywy zabawiał naszego szkraba, abyśmy mogli w spokoju zjeść posiłek. Oczywiście mieliśmy dziecko i kelnera na oku.

DSCN1843-Sylwia1.JPG

Kanada to kraj bogaty w różnego rodzaju atrakcje dostosowane dla turystów w każdym wieku. Na pewno nie spotkamy się tu z opinią, że pies w knajpie jest ok, a dzieci powinny siedzieć w domu. Podróż po tym państwie słynącym z syropu klonowego zapewnia wspaniałe widoki i wrażenia, ale też komfort dla podróżników z dziećmi. Nie musząc martwić się o dodatkowe stresogenne faktory mamy więcej siły na „walkę” z małymi towarzyszami, które nie każdego dnia dostałaby dyplom za wzorowe zachowanie. Jak każdy kraj również Kanada ma swoje drobne minusy. Jednak w mojej opinii nie są one aż tak istotne, aby miałyby mieć jakikolwiek wpływ na nasze zdanie. Wózek nieraz musimy wnosić po schodach i w naszym mieście. Ceny i jakość jedzenia zawsze będą różne w zależności od państwa, które zwiedzamy. Gdybyśmy chcieli, aby wszystko było takie samo jak w domu nie wyjeżdżalibyśmy.

Jeżeli możecie sobie pozwolić na luksus wyboru dowolnego celu wakacji, z czystym sumieniem polecamy Kanadę.  Szczególnie na pierwszą wyprawę z  małym bobasem.

Podróż z dzieckiem: Czy warto?

„Czy jest sens zabierać je w daleką podróż?”, „Przecież i tak nie będzie nic  pamiętać.”, „Dziecko nas ogranicza w trakcie wyjazdu.”,  ” Urlop z dzieckiem to nie jest wypoczynek”.

Wielu rodziców zadaje sobie pytanie, czy na urlop powinni pojechać z dzieckiem. W tym zakresie wyróżnić można 3 typowe postawy: pierwsza grupa zostawia swoją pociechę z opiekunką lub z dziadkami.  Druga grupa rodziców w ogóle się nad tym pytaniem  nie zastanawia i po prostu jedzie. Niestety często krąży wokół nich grupa (pseudo)doradców poddających w wątpliwość słuszność takiej decyzji. Rodzice należący do trzeciej grupy nie wyjeżdżają. Zostają w domu ze swoimi dziećmi.

I kto tu ma rację?

Na to pytanie nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że taka nie istnieje. Wyznaję zasadę, że każdy powinien postępować zgodnie ze swoim sumieniem, dokonując takich wyborów, które będą dla niego najlepsze. To co jest dobre dla mnie, nie oznacza, że spodoba się innym. My wiemy, że podróż z naszą córką sprawia nam ogromną przyjemność, dlatego odkąd pojawiła się na świecie jest nieodłącznym kompanem naszych wyjazdów. Na pytanie: „Urlop z dzieckiem?” krzyczymy głośno „TAK”.

WP_20160226_17_02_14_Pro_LI 1.jpg

Prawdą jest, że nasz szkrab jest zbyt mały, aby zrozumieć dokąd i dlaczego teraz lecimy lub jedziemy.  Prawdopodobnie niewiele też będzie pamiętać z naszych wypraw. Nie będzie pamiętać również tego, że zabieraliśmy ją na bawialnie, świętowaliśmy jej urodziny, czytaliśmy jej bajki i odwiedzaliśmy wspólnie Dziadków, ale mimo tego, to robimy. Zatem dlaczego nie mamy  zabrać jej  na wspólny wyjazd?                                                                                                                                                            Mój Mąż jako 6-latek towarzyszył swoim Rodzicom podczas 3-miesięcznego rejsu do Ameryki Południowej.  W tym czasie odwiedził połowę państw tego kontynentu. Ile z tego pamięta? Niewiele, tylko urywki. Szczególnie jaką zabawkę rodzice mu kupili w danym miejscu. Jednak gdy ogląda zdjęcia z tej podróży jest bardzo dumny, że miał szansę zwiedzić te odległe i egzotyczne miejsca jako dziecko.  Dodatkowo zaszczepiło to w nim chęć do odkrywania świata.

Sam fakt, że dziecko nie będzie pamiętało wspólnej wycieczki, nie oznacza, że taki wyjazd nie ma pozytywnego wpływu na jego rozwój. W trakcie naszej podróży po Kanadzie nasza córka codziennie obracała sie w nowym gronie osób, które ją zaczepiało, uśmiechało się do niej lub chciało się z nią bawić. To uczy otwartości i przyzwyczaja dziecko do osób, które wyglądają i mówią inaczej niż rodzice. Stwierdziliśmy, że jest to bardzo dobre przygotowanie na żłobek, do którego nasz bobas miał pójść po powrocie.                                                                                                                                                     Niestety w przypadku naszej córki to zainteresowanie jej osobą doprowadziło do tego, że już nikt nie mógł przejść obok niej obojętnie, ponieważ inaczej była oburzona i dawała temu wyraz wołaniem w kierunku osoby, która ją minęła…najwyraźniej wszystko może zaszkodzić w nadmiarze.

Nasze dziecko przez wakacyjną wyprawę nauczyło się również robić „pa pa” na pożegnanie lub odmachiwać do innych osób.W Kanadzie tyle ludzi do niej machało, że w sumie nie miała innego wyjścia niż nabyć tę umiejętność.  Nigdy  nie zapomnę zdziwionej miny naszej pediatry, która na koniec wizyty lekarskiej po naszym powrocie pomachała na pożegnanie małej pacjentce, a ona jej odmachała. Przyznam, że byłam z niej w tym momencie bardzo dumna. Kanado, jestem Ci wdzięczna!

WP_20160724_13_53_49_Pro_LI12.jpg

Zaskoczeni byliśmy również z jaką łatwością nasza  córka jest w stanie przystosować się do nowych lub ciągle zmieniających się warunków. Najwyraźniej wycieczki uczą małego podróżnika umiejętności zasypiania w każdych warunkach, nie tyko w domu. Już podczas wcześniejszych wyjazdów przekonaliśmy się o tym, że nasze dziecię jest niewzruszone zmianą miejsca i łóżka, w którym ma spać. Nawet gdy miała miesiąc, 5, 6 czy 8 miesięcy. Jednak nie wiedzieliśmy, jak zareaguje na zmianę miejsca pobytu co dwa dni.  Dla dorosłego człowieka może to być męczące, a co dopiero dla małej istoty. Z tego względu chcieliśmy dopasować tempo naszej podróży do niej i jej aktualnego samopoczucia. Przed wylotem zaplanowaliśmy mniej więcej tylko pierwsze dwa tygodnie z mniejszymi dystansami do przejechania i większą ilością przerw w drodze. O przebiegu reszty wyprawy mieliśmy decydować na bieżąco. Okazało się jednak, że niepotrzebnie się o to obawialiśmy. Nasze dziecko było bardzo elastyczne i pozwoliło nam ostatecznie odwiedzić więcej miejsc niż zakładaliśmy, a na koniec znaleźć jeszcze czas na relaksujące spotkania z przyjaciółmi.

Niesamowite było dla nas również to, że traktowała nasze co chwilę zmieniające się pokoje jako tymczasowy dom. Gdy wracaliśmy po całym dniu zwiedzania do naszego lokum (zarezerwowanego na portalu airbnb.com),  nasze dziecko w ogóle nie było skrępowane. Raczkowało wesoło z kąta w kąt, jakby myślało: „Acha, jesteśmy w domu”.

WP_20160404_16_33_30_Pro_LI 1.jpg

W trakcie tego wyjazdu również  my nauczyliśmy się czegoś nowego. Nastąpiło to podczas bliskiego spotkania naszej córki z grupą turystów z Chin. Wszyscy rozpływali się nad jej wyglądem oraz próbowali jej za wszelką cenę dotknąć. Zastanawialiśmy się z Mężem co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji. Staliśmy akurat w kolejce na prom i nie chcieliśmy ryzykować, że nasze dziecko rozpłacze się w tym momencie przez zbyt intensywny kontakt z obcymi ludźmi. Tutaj trzeba przyznać, że ona cicho nie płacze i pewnie zmuszeni bylibyśmy uciec gdzieś w ustronne miejsce. Inaczej musielibyśmy później wypłacać wszystkim w kolejce odszkodowania za utratę słuchu i uszczerbki na zdrowiu.  Z jednej strony nie chcieliśmy zwracać im uwagi. Z drugiej strony wizja płaczącego dziecka i  ucieczki z kolejki też nam się nie uśmiechała . Okazało się, że nasza pociecha była uradowana całą uwagą, która była kierowana w jej stronę i zupełnie do niczego nie byliśmy jej potrzebni. Postanowiliśmy zatem dać jej możliwość zawiązania nowych znajomości bacznie nad nią czuwając. Po jakimś czasie zrobiła się jednak zmęczona i chyba też trochę znudzona. Widząc to chciałam wkroczyć do akcji i rozgonić towarzystwo. Nie musiałam. Nasze dziecko udowodniło nam, że nie potrzebuje ciągłej asysty  i radzi sobie samo w sytuacjach, kiedy jej się coś nie podoba lub ma dość. Potrafi to dość głośno i wyraźnie machając ręką zasygnalizować. Miła grupka zrozumiała przekaz, pomachała na pożegnanie i się oddaliła. Wtedy pomyślałam sobie, że nasza córka w  żłobku może jednak nie zginie. Dla nas była to lekcja o tym, że rolą rodzica jest bycie zawsze w pogotowiu, ale w taki sposób, aby dziecko nauczyło się  samo sygnalizować, że coś mu się nie podoba niekoniecznie wyciągając od razu ciężkiego działa w postaci płaczu.

Ostatni przykład, który przytoczę dotyczyć będzie języka obcego. Nasza córka słyszała przez 6 tygodni głównie angielski. Na początku wyjazdu, kiedy byliśmy pytani przez Kanadyjczyków, czy nasz mały towarzysz podróży rozumie po angielsku, musiałam powstrzymywać się od śmiechu. Nie mieliśmy pewności, czy nasz 9-miesięczny bobas rozumie wszystko po polsku lub choć trochę po niemiecku,  bo w końcu w Niemczech się wychowuje. To co tu dopiero mówić o języku obcym!  Przyznam jednak, że po 6 tygodniach to pytanie nie wydawało mi się już tak absurdalne. W końcu nasza wielotygodniowa podróż po Kanadzie była dla niej pasywną lekcją nauki angielskiego, której nie doświadczyłaby w tak młodym wieku zostając w domu. Pomyślałam, że jeżeli  słyszała język angielski codziennie przez 24h na dobę, to może jednak czegoś się nauczyła.   Pod koniec wyjazdu zastanawialiśmy się, ile z tego zostanie w jej umyśle i czy dzięki tej podróży kiedyś łatwiej  jej się będzie uczyć angielskiego.

Podróże to przygoda. Nie tylko pozwalają na zwiedzenie  nowych miejsc i zawiązywanie znajomości, ale i uczą m.in.: życia, otwartości, języka  i akceptacji.

WP_20160227_11_20_39_Rich_LI12.jpg

Jak daleko można pojechać z małym dzieckiem lub bobasem? Nie ma na to odpowiedzi. Granicą jest tylko nasza wyobraźnia i odwaga. Dziecku nie robi to różnicy czy będzie leżeć na kocu nad jeziorem 100 km czy w jakimś egzotycznym miejscu 2 tysiące kilometrów od domu.  Póki będziemy z nim i będziemy poświęcali mu uwagę będzie szczęśliwe niezależnie od miejsca.                                                                                                                                              Oczywiście nie myślcie, że zawsze jest pięknie i różowo.  Na każdym wyjeździe dziecko płacze i ma swoje humory, ale ma je również i w domu. Osobiście wolę walczyć z jego kaprysami w jakimś fajnym miejscu niż w czterech ścianach.  Przyznaję też, że podróżując z dzieckiem nie można korzystać ze wszystkich atrakcji danego miejsca. Wieczorne wypady na festiwale, koncerty lub odkrycie nocnego życia czy długie wycieczki po muzeach lub galeriach nie wchodzą w grę. Dla niektórych może to być ograniczeniem, dla innych rezygnacją ze zbędnej rozrywki, a dla innych dodatkowymi godzinami snu potrzebnymi na regeneracje, aby następnego dnia odkrywać miejsca, do których bez dzieci  nie trafiliby. Dużo zależy od naszego nastawienia.  Poza tym jeżeli traktujemy wycieczkę, jako ucieczkę od pieluch i butelek czy miliona pytań „a dlaczego?”, to wspólny wyjazd niekoniecznie wywoła  radość na naszych twarzach.

Dla nas wspólne wycieczki to czas, podczas którego możemy poświęcić sobie 100% uwagi, która na co dzień zostaje rozproszona przez wiele czynników typu praca czy domowe obowiązki.  W trakcie wyjazdu mamy  tylko siebie, ze wszystkimi tego zaletami i wadami.

Wiadomo, że  wyprawa z małym podróżnikiem wiąże się z różnymi obawami. Najpierw martwimy się, czy sprostamy logistycznemu wyzwaniu i spakujemy wszystkie tobołki malucha do bagażnika lub walizki. Potem dochodzi kwestia ilości godzin spędzonych w środkach transportu, ilości dziennie pokonywanych km, częstotliwości zmieniania miejsca, jedzenia, bezpieczeństwa itd …uwierzcie mi lista pytań i obaw zawsze będzie długa bez względu na wiek potomstwa. Wydaję mi się, że strach rodziców wyznacza czasem granicę wiary w możliwości i umiejętności własnego dziecka. Rodzinne wakacje to świetna okazja, aby te granice przełamać i wypróbować się w nowej sytuacji.                                                                                                                                                     Trzeba jednak być świadomym tego, że nigdy nie będzie idealnego momentu na wspólny urlop, a odpowiedzi na nurtujące nas, jako rodziców pytania nie poznamy dopóki się w taką podróż nie wybierzemy.

Czy na pytanie: „Urlop z dzieckiem?” teraz już krzyczysz głośno „TAK” razem z nami?

Po pierwsze: kochaj!

 

14706792_1778445382429776_5722177786125361377_o1

Kluczem do udanego wyjazdu z dzieckiem jest zasada 3 x KOCHAM.

Pierwsze KOCHAM tyczy się podróży. Żaden wyjazd nie ma sensu, jeżeli nie włożysz w niego swojego serca. Nigdy nie przekładaj miłości do kanapy nad miłość do przygody, ponieważ kanapa będzie zawsze czekać w tym samym miejscu, a przygoda może uciec nam z przed nosa.  Nie zrozumcie mnie źle. Te rzeczy się wzajemnie nie wykluczają. Jednak, jak to w każdej miłości, chwilowa rozłąka dobrze robi i pozwala nam spojrzeć świeżym okiem na nas samych i wszystko  wokół.

Nie mówię tutaj od razu o dalekich podróżach. Wystarczy spontaniczny wypad do znajomych lub wyjazd nad morze, jezioro, czy w góry. Jeżeli tego rodzaju wycieczkę traktujemy jak skomplikowaną logistycznie misję i szukamy powodów, dla których powinniśmy jednak zrezygnować z tego pomysłu, to oznacza to tylko jedno: dopadł nas tzw. „kanapowiec”. Jest to wirus, który najczęściej atakuje jesienią, gdy pogoda za oknem nie zachęca kompletnie do niczego.   Kanapowiec wywołuje wrażenie, że tak bardzo kochamy naszą kanapę i ulubione powycierane spodnie, że nie jesteśmy w stanie się z nimi rozstać, a każde choćby najkrótsze rozstanie z nimi spowoduje uszczerbki na ciele i umyśle. Zdiagnozowałeś u siebie „kanapowca”? Nie panikuj! Kanapowiec nie utrzymuje się zbyt długo, jeżeli wykażesz odpowiednią motywację do walki z nim. Prędzej czy później miłość do przygody bierze górę.   Na wszelki wypadek nie planuj od razu  dalekiej podróży, bo gwarantuję, że może to być nieudana wycieczka. W takiej sytuacji trzeba podejść do tematu spokojnie i małymi kroczkami dążyć do przełamania strachu z wyjścia poza swoją strefę komfortu.

Drugie KOCHAM należy się  dorosłemu kompanowi wycieczki (chłopakowi, mężowi, przyjaciółce, przyjacielowi itd.). Musicie lubić spędzać ze sobą czas, ponieważ wspólny wyjazd to praktycznie 24/h z tą samą osobą…Na wstępie trzeba ustalić wspólne cele i oczekiwania. W przypadku dużych rozbieżności to właśnie miłość do drugiej osoby ułatwi  nam osiągnięcie kompromisu.

Co prawda dorosłego współtowarzysza można zostawić na trochę samego, gdy widzimy, że sytuacja robi się napięta. Tej metody nie zastosujemy jednak wobec towarzyszącego nam dziecka.

W ten sposób dochodzimy do ostatniego KOCHAM.

Miłość do dziecka przychodzi nam najłatwiej i kochamy je bez względu na to czy płacze, rozrabia i utrudnia nam życie. W takich momentach lubimy je trochę mniej, ale trwamy niezłomnie w tej miłości. Jednak wyjazd z potomstwem to zupełnie nowy sprawdzian dla naszego rodzicielstwa. Po pierwsze nie będzie przedszkola, babci czy sąsiadki, która na chwilę zajęłaby się dzieckiem. Po drugie musimy przestać być egoistami. Przy tworzeniu planu lub podejmowaniu decyzji nie liczą się już głównie nasze zachcianki, a komfort małego człowieka. Z niektórych rzeczy trzeba zrezygnować. Po trzecie zachowajmy umiar w  spontanicznych inicjatywach  w trakcie wyjazdu. Decyzje w kluczowych sprawach powinny być odpowiednio przemyślane. Inaczej ucierpi na tym przede wszystkim nasza pociecha.  Podróż z dzieckiem zawsze będzie inna niż wszystkie. Wierzcie mi jednak, że ten wspólnie spędzony czas z dala od obowiązków domowych, pracy, komputera i innych przysłowiowych „rozpraszaczy” jest wart tych wyrzeczeń.

Myślę, że pamiętając o tej zasadzie 3 x KOCHAM stworzymy solidne podwaliny pod wspólną wycieczkę.

Nie oszukujcie się jednak, że dzięki niej unikniecie konfliktów i spięć. Każdy z nas jest inny. Ciężko o idealnie dobrane grono uczestników. Ważnym jest jednak, abyśmy spostrzegali naszą odmienność charakterów jako coś pozytywnego i się dzięki temu uzupełniali.