Szlakiem Cabot´a – część III

Następnego dnia pogoda nie mogła się zdecydować, czy chce nam zafundować trochę słońca czy postraszyć deszczem. Warunki były jednak o wiele przyjemniejsze i zachęcały do aktywności na zewnątrz.  W planie mieliśmy m.in.: przejechanie ostatniego odcinka Cabot Trail aż do Cheticamp.

Po drodze odwiedziliśmy rybacką wioskę Pleasant Bay, w której mieszka ok. 150 osób. Mieszkańcy cenią sobie życie z dala od zgiełku dużych metropolii.

DSCN3375.JPG

Oprócz dziewiczej natury w tej okolicy znajduje się buddyjski klasztor Gampo Abbey. Założony został w 1983 roku przez buddyjskiego mnicha Chögyam Trungpa. Niestety nie załapaliśmy się na wycieczkę po jego wnętrzach.

DSCN3376

Udało nam się obejrzeć jedynie budowlę z zewnątrz.  Zwiedziliśmy również stupę, która symbolizuje przebudzony umysł Buddy.  Sam budynek klasztoru wyobrażaliśmy sobie trochę inaczej. Spodziewaliśmy się budowli podobnych do tych, które widzieliśmy w Azji. W to miejsce jednak warto przyjechać, aby zobaczyć z bliska życie mnichów, dowiedzieć się czegoś o buddyzmie oraz ze względu na rewelacyjne położenie klasztoru. Więcej informacji o Gampo Abbey znajdziecie tutaj: https://gampoabbey.org/tours-2/.

Pleasant Bay słynie również z najlepszego  wielorybowego safari na Cape Breton. Nie skorzystaliśmy jednak z tej opcji. Po pierwsze siedzenie na łodzi w deszczu to średnia przyjemność, a po drugie wieloryby udało nam się zobaczyć kilka tygodni wcześniej w Les Bergeronnes, w prowincji Quebec.

Nie zabawiliśmy długo w tej części wyspy. Ze względu na niewielką ilość turystów i kiepską pogodę za wiele się w tym miejscu nie działo, a leżenie na plaży z wiadomych względów nie wchodziło  w grę.

Postanowiliśmy pojechać dalej w kierunku Parku Narodowego Cape Breton Highlands. Niestety nie mieliśmy przy sobie żadnej mapy parku, w której zaznaczone byłyby szlaki, ich długość oraz stopień trudności. Pierwszego dnia naszego pobytu na Wyspie Cape Breton zapomnieliśmy o to zadbać przejeżdżając obok informacji turystycznej. Stwierdziliśmy, że prędzej czy później trafi się ponownie jakaś okazja na jej zdobycie.

DSCN3345.JPG

Za nim się taka szansa nadarzyła wypatrzeliśmy po drodze jedną z pieszych tras parku, która prowadzić miała do Beulach Ban Falls. Jako fani wodospadów stwierdziliśmy, że robimy tutaj kolejny stop naszej samochodowej wycieczki i idziemy.

DSCN3317.JPG

Spacer do celu okazał się niestety zbyt krótki.  Postanowiliśmy więc podążyć jeszcze innym szlakiem, który znajdował się w tym miejscu. Oczywiście nie znaleźliśmy jego długości przez co nie mogliśmy oszacować ile czasu potrzebujemy na tę wędrówkę. Droga wyglądała jednak na dość łatwą i szeroką, więc stwierdziliśmy, że zaryzykujemy hiking bez informacji o szlaku.

Błąd! Jeżeli nie wiesz, ile kilometrów masz do przejścia, jaki poziom trudności ma trasa, nie dysponujesz odpowiednią ilością wody pitnej, a dodatkowo w nosidle niesiesz dziecko, nie wybieraj się na hiking.

Szkoda, że wtedy tacy mądrzy nie byliśmy. Dziś wiemy, że droga, którą szliśmy to 10 kilometrowy Aspy Trail, a wędrówka po nim nie jest zwykłym spacerem.

DSCN3333

Trasa z początku bardzo nam się podobała. Delektowaliśmy się ciszą i zapachami lasu.

DSCN3334.JPG

Co prawda brakowało jakichkolwiek oznaczeń, jak to w Kanadzie, ale za to co jakiś czas widzieliśmy ławeczki,  na których można było sobie spocząć.DSCN3340

Im dalej w las, tym ścieżka robiła się węższa. Po jakimś czasie dotarliśmy do małej chatki, która służyła jako schronienie dla osób, które się zgubiły, źle oszacowały czas lub chcą się ukryć przed niedźwiedziem. Na szczęście żaden z tych przypadków nie dotyczył nas.

W środku znaleźliśmy zarys trasy. Wyczytaliśmy z niego, że do końca mamy jeszcze 4 km. Zdecydowaliśmy się więc na dalszą wędrówkę. Niestety od tego momentu zmienił się poziom trudności. Ścieżka zaczęła prowadzić w górę i była coraz węższa.

DSCN3342.JPG

Jak na złość zaczął padać deszcz. Poza tym informacja dotycząca długości szlaku na mapie w chatce okazała się fałszywa lub my ją źle odczytaliśmy, więc jak się zapewne domyślacie do przejścia mieliśmy więcej niż 4 kilometry. Na naszej drodze coraz częściej zaczęły pojawiać się odchody zwierząt. Nie jestem ekspertem od zwierzęcych „numerów dwa”, więc nie wiem kto zostawił dla nas taką niespodziankę. Nawet gdyby był to łoś, to w tych okolicznościach nie miałabym ochoty na bliskie spotkanie. Wtedy albo musielibyśmy uciekać w las albo turlać się w dół po stromym, zalesionym zboczu. Rajcujące opcje, nieprawdaż? Miejscami wędrówka zmieniała się we wspinaczkę, połączoną ze ślizganiem na błocie. Zastanawialiśmy się, w jakim stanie będzie trasa, gdy będziemy wracali do samochodu. Oczywiście nadal deklarowaliśmy chęć dojścia do końca trasy.

DSCN3343

Jednak  wraz z zagęszczającą się mgłą i zwiększającymi się opadami zaczął odzywać się w nas głos rozsądku, który kazał nam zawracać. W pamięci mieliśmy też naszą przygodę sprzed paru lat. Podczas schodzenia z wulkanu Concepción na wyspie Ometepe w deszczu wywróciłam się i wybiłam sobie nadgarstek.  Przez resztę trasy byłam skazana na asystę Pana Męża. Teraz towarzyszyła nam nasza córka, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na takie dodatkowe wrażenia. Przecież jesteśmy rodzicami i to odpowiedzialnymi…ponoć. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że musimy podjąć „męską” decyzję: iść dalej czy zawracać.

Stwierdziliśmy, że wolimy być żywymi leszczami niż wrócić z podróży jako kaleki i idioci, którzy wybrali się na hiking bez informacji o trasie. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe selfie na wypadek, gdyby to miałoby być nasze ostatnie wspólne zdjęcie i zaczęliśmy zawracać. Schodząc w dół modliliśmy się o to, aby ścieżka jeszcze istniała. Powrót przebiegł na szczęście bez przygód. Trafiliśmy bez przeszkód na parking, gdzie czekał na nasz nas samochód i woda pitna.

Tego dnia nie mieliśmy już więcej ochoty na spacery i obiecaliśmy sobie, że bez mapki nie chodzimy na piesze wędrówki. Grzecznie pojechaliśmy dalej, zatrzymując  się od czasu do czasu przy kolejnym punkcie widokowym.

DSCN3369

Ścieżek dla pieszych minęliśmy sporo, ale trzymaliśmy się umowy, choć pokusa była duża. Największa, gdy przejeżdżaliśmy obok Skyline Trail. Doszliśmy jednak do wniosku, że w taką pogodę i w przemoczonych ciuchach hiking nawet po najładniejszej trasie nie ma sensu. Na szczęście pod koniec dnia, gdy dojechaliśmy do Cheticamp wypogodziło się.

WP_20160815_17_21_27_Rich_LI

Zanim udaliśmy się do naszej noclegowni w Margaree Harbour pozwoliliśmy więc sobie na krótki spacer po plaży i po Cheticamp.

WP_20160815_17_20_22_Rich_LI.jpg

Końcowy odcinek Cabot Trail nas zachwycił. Ustaliliśmy więc, że następnego dnia przejedziemy ten odcinek jeszcze raz  i wrócimy do parku, aby przejść się Skyline Trail. Poza tym nie spotkałam jeszcze łosia, a bez tego doświadczenia nie miałam zamiaru wyjeżdżać z Kanady.

Czytaj dalej tu.

10 rzeczy, które warto zrobić w Panamie!

Jeżeli marzy Ci się wycieczka do Ameryki Centralnej, proponujemy zacząć obcowanie z tą częścią świata od Panamy.

Mniej turystyczna i przyjaźniejsza niż sąsiadująca z nią Kostaryka, a z drugiej strony bezpieczniejsza (chyba, że wybieracie się do Darien) od jeszcze trochę dzikiej, lecz pięknej Nikaragui (to nasze drugie ulubione państwo tego regionu).

Wiele osób kojarzy ten kraj głównie z Kanałem Panamskim. Pytanie o inne atrakcje zazwyczaj wprawia rozmówce w zakłopotanie. Czy Panama oferuje coś więcej? Czy jest w stanie zapewnić wytrawnemu podróżnikowi wystarczającą ilość atrakcji?  Tak, i to w dodatku cały wachlarz! Co warto zobaczyć, gdzie pójść i co zjeść wyczytacie w przewodnikach i na różnych portalach internetowych. My przedstawiamy Wam 10 highlight´ów, które sprawią, że Wasza wycieczka po tym pięknym państwie będzie niezapomniana.

1.  Park Narodowy Coiba

Do Parku Narodowego Coiba  należy 38 wysp, w tym także sama Coiba – największa bezludna wyspa na świecie. Tak naprawdę nie jest całkowicie bezludna. Mieści się na niej baza strażników parku, którzy pracują dla rządowej organizacji na rzecz ochrony środowiska AMAN. Do ich zadań należy m.in.: wydawanie pozwoleń na wejście na teren parku. Gorąco polecamy nocleg na wyspie, który jest możliwy właśnie na terenie tej bazy.

W celu  skorzystania ze wszystkich atrakcji Parku Narodowego Coiba jest się skazanym na usługi lokalnego przewodnika. Nie uważam jednak, żeby było to coś złego. W przeciwnym wypadku to wyjątkowe miejsce zostałoby zadeptane przez turystów. Na rynku dostępnych jest sporo ofert. To w naszych rękach leży dobór odpowiedniego biura.

Jeżeli szukacie wyjątkowego przeżycia i chcecie spędzić nocleg na bezludnej wyspie w otoczeniu małpek, aguti oraz  aligatorów, to jest to właśnie to miejsce!  Znajdziecie tutaj dużo unikatowej fauny i flory – m.in. 760 gatunków ryb, płaszczki, żółwie, wieloryby i delfiny. Istny raj dla fanów snorkeling´u i nurkowania. Nam udało się zobaczyć większość żyjątek parku!

IMG_8723.JPG

Osoby preferujące „suche” atrakcje wybrać się mogą na hiking przez las tropikalny lub na wycieczkę łodzią przez las namorzynowy.

P1180716.JPG

Wiele lokalnych biur podróży oferuje tylko jednodniową wycieczkę dla osób zainteresowanych nurkowaniem lub parodniowy wyjazd na wyspę Coiba, ale z noclegiem na łodzi. My polecamy małżeństwo z Holandii, które oferuje fantastyczne kilkudniowe wycieczki dla małych grup. Współpracują z profesjonalnymi przewodnikami. Wierzcie mi, są warci każdych pieniędzy. Kontakt do nich znajdziecie na: http://tanagertourism.com/ .

2. Get lost in the villages of Veraguas and rescue the turtles!

Jeżeli znajdziecie się w prowincji Veraguas, dajcie pochłonąć  się atmosferze półwyspu Azuero. Małe wioski, które otoczone są rozległymi zielonymi terenami i  zamieszkałe przed dumnych, kochających swój kraj Panamczyków to idealne miejsce, aby zejść z ubitego turystycznego szlaku. Autostopem lub lokalnym minibusem z Santiago można dojechać do małych miejscowości półwyspu, m.in.: do Maleny.

P1180612.JPG

Znajduję się tam ochronka dla żółwi wodnych. Prowadzona jest przez miłe małżeństwo, którym nie jest obojętny los zwierząt. Marzyliście o tym, aby zobaczyć wylęg żółwi? Koniecznie odwiedźcie to miejsce. Obserwowanie, jak o własnych siłach próbują  dostać się do oceanu jest niezapomnianym przeżyciem. Można  tutaj także wziąć udział w  poszukiwaniu jaj, które ma na celu zabezpieczenie ich przed psami  i handlarzami. Najlepszym momentem na odwiedziny Maleny jest październik. PS. Zabierzcie ze sobą czołówki lub latarki.   

3.  Wjazd jeep´em na wulkan Baru

Jak można w oryginalny sposób dostać się na najwyższy szczyt Panamy? Jeepem! Wjazd na wulkan Baru w specjalnie przystosowanym do tego pojeździe oraz z profesjonalnym kierowcą, któremu niestraszne są leżące na drodze ogromne kamienie i kręte ścieżki, jest wspaniałą przygodą. Co prawda rzuca na boki i trzęsie ile wlezie, ale jaka to frajda! Adrenalina i uśmiech od ucha do ucha gwarantowany. Absolutnie nie polecamy osobom z chorobą lokomocyjną i  małym dzieciom.

DSCF4873.JPG

Nie zapominajmy  o cudownych widokach na wysokości  3477 m.n.p.m., ale to chyba oczywiste.

Zainteresowanym polecamy skorzystanie z usług firmy Boquete Safari: www.boquetesafari.com. Świetny serwis. Pracownicy mówią po angielsku oraz organizują wszystko zgodnie z umową, a nawet lepiej.

4.      Trekking na wulkan Baru

Alternatywną dla bardziej aktywnych jest możliwość zdobycia tego szczytu podczas samodzielnego trekking na wulkan. To bardziej męczący sposób, ale bogaty w piękne krajobrazy i bliski kontakt z naturą. Usatysfakcjonuje osoby, które lubią wyzwania. Dokładne i aktualne informacje na ten temat otrzymacie w Boquete, więc nie będę sie rozwodzić w temacie. Powiem tylko, że warto, ale ubierzcie się ciepło i zaplanujcie odpowiednią ilość czasu. Istnieje również możliwość wynajęcia przewodnika, m.in. przez Boquete Safari.

5. Rafting

Stęskniliście się za wodnymi atrakcjami będąc w B0quete? Co powiecie na rafting? Widoki, adrenalina i dobra zabawa! Dodatkowym bonusem jest pyszny lunch w lesie. Czego chcieć więcej. Ponownie polecamy Boquete Safari.

6.  W poszukiwaniu wielorybów…

Przyznaję, że wyprawa na wielorybie safari nie należy do najtańszych i w porównaniu do innych miejsc na świecie w Panamie jest zdecydowanie droższa. Wynika to z tego, że lokalni eksperci od turystki jeszcze nie zwęszyli w tym interesu, więc brakuje im konkurencji i zainteresowanych (dane z końcówki 2014 r). Zaletą tego stanu rzeczy jest możliwość odbycia wielorybiego safari w małej grupie i gwarancja, że będziemy jedynymi osobami w okolicy, które wypatrują tych tajemniczych zwierząt. Ann (www.whalewatchingpanama.com) – przewodniczka, która zorganizowała wycieczkę dla naszej czwórki – pochodzi ze Stanów. Bardzo wygodną motorówką zabrała nas na parogodzinną wyprawę na poszukiwanie wielorybów i delfinów oraz zwiedzanie wyspy Contadora. Misja zakończyła się sukcesem. Mieliśmy wiele zabawy wypatrując tych ogromnych ssaków, a jeszcze więcej, gdy pędziliśmy w ich kierunku, aby choć przez chwilę móc podziwiać je z bliska.         

7.  San Blas

Myśleliście, że w Panamie nie ma Indian? Nic bardziej mylnego! Jedno z plemion mieszka na cudownych wyspach San Blas i pozwala turystom zajrzeć do swojego odmiennego świata. Każda rodzina ma swoją własną wyspę. W zależności od tego, z którym z Indian z plemienia Kuna dobijesz targu, taka będzie Twoja wycieczka. Niezależnie od tego czy masz zamiar zostać na San Blas na noc czy nie, na pewno wyprawa w ten rejon Panamy będzie niezapomniana. Piękna natura, plaże pokryte muszlami, rozgwiazdy przy brzegu… Istny raj na ziemi. Na obiad zjesz to  co właśnie złapał Twój gospodarz. Niestety stan wody cały czas się podnosi, więc nie wiadomo czy w przyszłości te 365 wysp będzie jeszcze w ogóle istnieć.

P1180492.JPG

Jeżeli nie znasz języka lub nie masz czasu organizować wszystkiego sam, polecamy skorzystanie z pomocy biura Panama Travel. To firma, która współpracuje z jedną z rodzin z plemienia Kuna i pośredniczy między nią a zainteresowanymi wyprawą turystami.

8. Wycieczka na bezludną wyspę

Jak już jesteśmy w temacie dzikich wysp, to co powiecie na wycieczkę na taką, na której nikt nie mieszka? Z dala od imprezowego Bocas del Toro kryje się wyspa o nazwie Zapatillas. To istny raj na Ziemi. Myślę, że każdy dokładnie tak wyobraża sobie  Niebo.

DSCF5003.JPG

Popytajcie w Bocas del Toro w lokalnych biurach o możliwość dotarcia w to miejsce. Na wyspie Bastimentos udajcie się do właściciela TioTom´s Guesthouse (polecamy nocleg u Chrisa), który załatwi   Wam transport do wybranego przez Was zakątka tej części Panamy. Weźcie ze sobą zapas wody i jedzenia, ponieważ na wyspie nie ma nic oprócz natury.  Proszę, nie zostawcie śmieci w tym magicznym miejscu.

9.  Wycieczka na targ rybny

Z Panama City nie można wyjechać bez zjedzenia świeżych owoców morza w jednej z lokalnych knajpek przy targu rybnym. Głośna karaibska muzyka i zimne piwo są dopełnieniem tego pysznego i cenowo atrakcyjnego posiłku. Dla tego miejsca warto zrezygnować z odwiedzenia urokliwych (i drogich) restauracji w Casco Viejo.

10.  Tukany w Parku Narodowym Soberania

Osoby, które  zmęczył zgiełk miasta powinny się wybrać do Parku Narodowego Soberania na poszukiwanie Tukanów.  Bądźcie czujni i wypatrujcie ich na konarach drzew. Oczywiście spotkacie tam również inne zwierzęta. My trafiliśmy do parku jakimś nieoficjalnym wejściem i po tym, jak znaleźliśmy już ptaki o kolorowych dziobach musieliśmy przejść parę kilometrów, aby odnaleźć przystanek autobusowy.

Jeżeli zaciekawił Cię ten kraj lub  rozważasz wybranie się do tej części świata i  masz pytania m.in. co do trasy – pisz śmiało. Z chęcią pomożemy Ci ułożyć plan wycieczki lub podzielimy się informacjami dot. naszej trasy.

 

Podróż to dla mnie…?

Każdy z nas ma jakieś hobby. Jedni uprawią sport, drudzy piszą wiersze, a jeszcze inni zbierają znaczki. Ja z zapałem zwiedzam świat. Czy traktuję nasze wyprawy tylko i wyłącznie jako hobby? Nie, dla mnie są czymś więcej.

Podróże to przygoda

Zwiedzanie z plecakiem nieznanego kraju, którego języka się nie rozumie. Niepewność tego co wydarzy się jutro i czy dotrzemy do wybranego celu. Testowanie dotychczas nieznanych dań, o których składzie nie ma się pojęcia. (W przypadku Pana Męża wybieranie potrawy to wielka loteria, podczas której w 95% trafi mu się coś niezjadliwego.) Bycie zdanym tylko na siebie bez telefonu do przyjaciela w postaci biura podróży, które jest odpowiedzialne za wycieczkę. Co to jest? Przygoda!

Podczas naszej pierwszej podróży nie towarzyszyły nam ani smartphony ani dostęp do internetu na każdym kroku, czyli udogodnienia, bez których dziś większość z nas nie potrafi funkcjonować. Mieliśmy za to plecak pełen do niczego niepotrzebnych konserw. Przez te 10 lat od naszej pierwszej wyprawy w 2006 roku wiele się zmieniło, a my wiele się nauczyliśmy  – w większości na własnych błędach. Nasze wyprawy pozostały jednak w pewnej części bez zmian. Nadal dają nam zastrzyk energii z domieszką adrenaliny  i są niezapomnianą przygodą, a moja druga połówka dalej dokonuje fatalnego w wyboru w zakresie kulinarnych doznań…;-).

Podróże to sprawdzian

Podczas naszej pierwszej wyprawy przekonaliśmy się o tym, że wspólny wyjazd to także wielka próba dla związku. Wynika to z tego, że podróże nie zawsze są łatwe i przyjemne oraz pełne zapierających dech w piersiach widoków. To czasem kilkunastogodzinna jazda rozklekotanym pociągiem lub busem na twardym siedzeniu, które dzielisz z większą ilością osób niż ustawa przewiduje. To też dni, kiedy dostajesz takiego rozstroju żołądka, że jedyne z czego się cieszysz to fakt, że drzwi do łazienki się zamykają lub, że w ogóle są. Trudne warunki czy niespodziewane sytuacje, którym trzeba wspólnie stawić czoła są niekończącym się testem na kompatybilność i umiejętność współpracy.

Podróże składają się z chwil, kiedy w kryzysowych sytuacjach pokrzyczycie na siebie, aby za chwilę stać się najbardziej zgranym zespołem, który będzie w stanie szybko  rozwiązać napotkany problem. To momenty, gdy trzeba pomóc partnerowi zmierzyć się z własnymi lękami, np. podczas ataku klaustrofobii po środku jaskini. To czasem dni, kiedy nie wyglądasz ładnie, nie masz dostępu do prysznica i zamiast seksownego negliżu śpisz w warstwach ubrań i czapce, aby nie zamarznąć. Gorzej, gdy jest to twoja podróż poślubna 😉 .

To warunki, które znacznie odbiegają od scenerii randek czy weekendowych wyjazdów, prawda? ;-). Właśnie dlatego każdy wyjazd to próba naszych charakterów i idealny czas, aby się dobrze poznać. Z doświadczenia wiem, że warto podejść do tego egzaminu jeszcze zanim zaczniecie planować wspólną przyszłość. Jeżeli przetrwacie miesiąc poza domem spędzając ze sobą 24 na dobę, to wierzcie mi, jesteście dla siebie stworzeni.

Zawsze mówiłam, że zanim moje dziecko weźmie ślub będę je namawiała do zamieszkania z jego drugą połówką, aby mieli okazję się dobrze poznać i później niczego nie żałowali. Teraz trafniejszym pomysłem wydaje mi się wspólna samodzielnie zorganizowana wyprawa z ograniczonym budżetem.

Czym podróże są dla mnie dzisiaj, odkąd jestem żoną i matką?

Gdy byłam w ciąży moja Mama powtarzała mi, abym pamiętała o następującej zasadzie: „Nie zatrać siebie – najpierw bądź sobą, potem żoną, a dopiero na końcu matką.” Nie zrozumcie mnie źle, miłość do dziecka jest bezwarunkowa i przychodzi nam najłatwiej. Ono zawsze będzie stało dla nas na pierwszym miejscu.  Musimy jednak zachować zdrowy balans. Jeżeli nie zadbamy o poczucie samospełnienia, to pozostałe sfery naszego życia również będą kuleć. Zaczniemy zaniedbywać nie tylko siebie, ale i partnera / partnerkę. Oczywiście nikt nie twierdzi, że znalezienie złotego środka jest łatwe. Wręcz przeciwnie, to ciężka codzienna praca. Jednym z moich sposobów na życie w zgodzie z tą matczyną mądrością są podróże.

Podróże to możliwość zachowania balansu

Ja -> Ja

Nasze wycieczki dają mi możliwość realizowania moich pasji: odkrywania świata, rozwijania organizacyjnego talentu, poznawania nowych ludzi oraz uzupełniania listy potraw, których na pewno nigdy nie zjem.

Ja -> Matka

Patrząc z perspektywy matki podróże to dla mnie czas dla rodziny. To idealna okazja do tego, aby nauczyć dziecko przystosowywania się  do zmieniających się warunków. To także możliwość dostarczenia mu nowych bodźców, które wesprą jego rozwój i ukształtują charakter. To moja szansa na poznawanie naszej córki z innej, oderwanej od codzienności perspektywy.  Podczas wyjazdów również proste rodzicielskie obowiązki wymagają dodatkowej dozy kreatywności i są ciekawym urozmaiceniem, np: zmiana pieluchy na spuszczonej desce klozetowej. Nawet płacz dziecka brzmi na wakacjach jakoś inaczej.  

Ja -> Żona

Z Mężem podróżujemy razem od samego początku. Wyjazdy stanowią nieodłączny element naszego życia. Kształtują nie tylko nas, ale i nasz związek. Przede wszystkim dają nam możliwość poznania się ze strony, o której nawet sami nie wiedzieliśmy, że istnieje. To okazja do snucia marzeń, planów i dyskusji na zupełnie nowe tematy, czas, podczas którego delektujemy się wspólnymi chwilami, nie myśląc w ogóle o codziennych obowiązkach. Kiedy dziecko zaśnie, my przestajemy być choć na chwilę rodzicami i jesteśmy znowu tylko dwojgiem zakochanych w sobie osób. Gdy dziecię smacznie śpi w wózeczku, my mamy szansę na spokojnie poobserwować otaczający nas świat trzymając się za ręce. Po prostu jesteśmy sobą.

W życiu codziennym, które wypełnione jest obowiązkami, pracą i terminami ciężko o zachowanie balansu między tymi trzema ważnymi rolami. Mam wrażenie, że każdego dnia, na którąś z nich muszę niestety poświęcić mniej czasu. W trakcie wyjazdów jesteśmy razem przez 24 godziny na dobę i mamy możliwość nacieszyć się sobą równocześnie spełniając nasze własne marzenia.   Z tego powodu zawsze będę dążyć do tego, abyśmy nasz urlop spędzali wspólnie jako rodzina. Przynajmniej dopóki nasze dziecko będzie chciało z nami jeździć ;-).

Zwiedzanie świata to dla mniej o wiele więcej niż tylko hobby. Dla mnie podróże mają o wiele głębsze znaczenie. To pasja, z której nie potrafiłabym zrezygnować. Coś co sprawia, że czuję się spełniona, co ma wpływ na to kim jestem.