Szlakiem Cabot´a – część IV

Ostatni dzień naszego pobytu na Wyspie Cape Breton zapowiadał się dobrze już od samego rana. Wyjątkowo nie obudził nas dźwięk kropel deszczu uderzających o parapet okna, a niebo było niebieskie.  Po sytym śniadaniu i miłych rozmowach z innymi gośćmi w naszym Bed & Breakfast w Margaree Harbour ruszyliśmy na ostatnią przejażdżkę po Cabot Trail. Ta trasa skąpana w promieniach słońca prezentowała się jeszcze piękniej, więc przez większość drogi zbieraliśmy szczęki z ziemi.

Głównym celem tego dnia była wędrówka po Skyline Trail w Parku Narodowym Cape Breton Highlands. Ten pieszy szlak słynie z oszalamiających widoków i dużej ilości gatunków zwierząt, które można spotkać po drodze. Nie marzyłam o bliskim spotkaniu z niedźwiedziem, ale liczyłam, ze chociaż zza drzew wypatrzę łosia. Los sprawił, że spotkałam tego zwierzaka w tym dniu dwa razy. 

Gdy dojechaliśmy na parking chwilę po nas podjechało kolejne auto. Wyskoczyła z niego pani, która oznajmiła wszem i wobec, że łosie właśnie przeszły przez szosę. Pewnie zmierzały do tej części parku, więc szansa, że zaraz znajdą się blisko nas była bardzo duża.  Chwilę później naszym oczom ukazały się urocze stworzenia. 

DSCN3412.JPG

Pani łoś wraz ze swoimi dziećmi próbowała przejść przez parking. Jedyną przeszkodą byliśmy my, ludzie. Bylo nas więcej, więc zwierzęta widziały w nas zagrożenie.  Niektóre osoby zamiast stanąć z boku i się na chwilę uciszyć, to biegały za nimi z aparatami wzdłuż ścieżki pokrzykując przy tym wesoło. Zwierzęta nie mogły wejść na drogę. Stwierdziłam, że nie mogę na to patrzeć. Powiedziałam więc zgromadzonym, że łosie próbują przejść na drugą stronę, a nasza obecność i krzyki je stresuje. Podziałało. Spragniona wrażeń gromadka uspokoiła się, zwierzaki udały się w wybrane miejsce, a ja zobaczyłam je z bliska w najmniej spodziewanym momencie. Czekałam na to parę tygodni. Byłam więc usatysfakcjonowana. Na szlaku mogłam zatem spokojnie skupić sie na pięknym krajobrazie oraz  na tym , aby NIE spotkać niedźwiedzia. Po tym, jak w moje ręce wpadła ulotka parku, która dotyczyła sposobów postępowania na wypadek bliskiego spotkania z drapieżnikami, to ostatnie na co miałam ochotę to walka z „Mihem”, jakby to powiedziała  nasza córka. Złota rada kanadyjskich ekspertów na przeżycie spotkania z tym zwierzakiem brzmi:

Jeżeli wypatrzyłeś niedźwiedzia, a on Ciebie i nie było mu to obojętne, to sposób w jaki musisz się w takiej sytuacji zachować zależy od jego postawy. Jeżeli niedźwiedź nie chce Cię wyeliminować tylko jako ewentualnego niebezpieczeństwa, tylko jest to atak drapieżny, powinneś walczyć wszystkim, co przy sobie masz. Błędem jest kładzenie się na ziemi i udawanie trupa.

Jak u licha zwykły Kowalski ma w przeciągu paru sekund ocenić, czy zwierzę się tylko broni czy zobaczyło w nas smaczny kąsek? Poza tym wiedziałam, że z przedmiotami, które schowaliśmy do plecaka nasze szanse na zwycięstwo wynoszą O %, więc wynik tej bitwy był z góry przesądzony.  

Idąc szlakiem rozmawialiśmy głośno zgodnie z zaleceniami z ulotki, aby nie zaskoczyć kryjącej się w krzakach zwierzyny. Problem był w tym, że niezawsze chciało nam się prowadzić konwersacje. Widoki byly takie cudowne, że woleliśmy skupić  się na otaczającej nas przyrodzie. Przez jakiś odcinek drogi szliśmy więc w ciszy. No i stało się. Po lewej stronie ścieżki zza drzew usłyszeliśmy szelest. Następnie wypatrzeliśmy pana łosia z wielkim porożem, który był tak samo zaskoczony naszą obecnością, jak my jego. Zaczęliśmy powoli się wycofywać nie spuszczając go przy tym z oka. Pan łoś postanowił przyjrzeć się nam z bliska i powoli kierował się w naszym kierunku.

Co zrobić, gdy znajdziesz się w takiej sytuacji? Kanadyjski ekspert radzi:

Gdy zobaczysz łosia nie uciekaj w panice. Szansa, że uda się wtedy za Tobą w pogoń  jest bardzo duża. Zacznij powoli się cofać nie spuszczając go z oczu. Jeżeli ruszy w Twoim kierunku w przyspieszonym tempie zadbaj o to, aby między Wami znalazły sie drzewa. To spowoduje, że nie będzie on mógł wymachiwać porożem ani swobodnie się poruszać.  Ty w ten sposób zredukujesz ryzyko, że zostaniesz przez niego stratowany.

Byliśmy zatem gotowi w każdej chwili wskoczyć w głęboki las i ukryć się między drzewami. Dziecko mieliśmy w nosidle, zatem mogliśmy się całkiem sprawnie poruszać. Powoli oddaliliśmy się cały czas bacznie obserwując każdy jego ruch.

Łoś wszedł majestatycznie na ścieżkę i ukazał nam się w całej swojej okazałości. 

DSCN3422

Spojrzał się na nas, stwierdził: „Phi, żadne z Was zagrożenie“ i poszedł dalej. Uffff, odetchnęliśmy  z ulgą, a zastrzyk adrenaliny sprawił, że nawet nie wiem kiedy oddaliliśmy się od miejsca naprawdę bliskiego spotkania. Nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście  tego dnia.

DSCN3425.JPG

Dalej czekały już na nas tylko cudowne widoki, błękit oceanu i świergot ptaków. Na końcu trasy spoczęliśmy w specjalnie przygotowanych do tego miejscach (tak, Kanada to kraj ławek w lesie 😆) i razem z innymi turystami podziwialiśmy otaczającą nas naturę, a przy okazji chwaliliśmy się im jak dzieci, tym co nas spotkało.

DSCN3461.JPG

Gdybyśmy jeszcze ze znajdującej się tam platformy widokowej na wzgórzu wypatrzyli wieloryby, to ten dzień byłby więcej niż perfekcyjny. Wiadomo jednak, w życiu nie można mieć wszystkiego :P.

Z tego względu, że Skyline Trail spełnił wszystkie nasze oczekiwania, a ja mogłam zrealizować swoje marzenie,  nie mieliśmy juz potrzeby szukania dalszych wrażeń ani w parku ani na Cabot Trail.

Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy dalej.

DSCN3473.JPG

Po drodze pooglądaliśmy jeszcze trochę  krajobrazów z przydrożnych punktów widokowych. Następnie udaliśmy się  do naszej ostatniej atrakcji na Cape Breton. Zwiedziliśmy destylarnie whisky Glen Breton, gdzie również można skosztować tego trunku. Znajduje się ona w miejscowości  Glenville. Glen Breton  Rare to pierwsza single malt whisky wyprodukowana w Ameryce Północnej. Trochę na nią w tej części świata poczekali, bo udało się to dopiero w 2000 roku. Więcej informacji dostępnych jest na: http://www.glenoradistillery.com/glenora-whiskey/   

Zadowoleni z realizacji naszego planu w 200% w tej części Kanady i pełni wrażeń udaliśmy się w drogę powrotną w kierunku Toronto.

Wspólnie z Panem Mężem odwiedziliśmy już wiele zakątków świata. Ten zapiera dech w piersiach i dostarcza wielu wrażeń. W rankingu naszych ulubionych regionów Cape Breton zajął bardzo wysoką pozycję. To miejsce, które zdecydowanie przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć. W końcu nie bez powodu okrzyknięto  Cape Breton jedną z najpiękniejszych wysp na ziemi.

Wyspa Cape Breton

W związku z drugimi urodzinami naszej córki wzięło mnie na wspomnienia z naszych podróży w trójkę. Stwierdziłam, że na blogu nigdy nie wspomniałam szerzej o naszej podróży do Kanady w 2016 roku, a przecież to właśnie w tym kraju trafiliśmy do jednego z naszych ulubionych miejsc na ziemi.

W północno-wschodniej części Nowej Szkocji  znajduje się Wyspa Cape Breton. Głównym higlight´em tej części Kanady jest szlak John´a Cabot´a (tzw. Cabot Trail). To jedna z najładniejszych tras widokowych świata o 300 km długości, która prowadzi przez  Park Narodowy Cape Breton Highlands oraz zapierające dech w piersiach krajobrazy wyspy.  

DSCN31031

W 1497 roku dotarł w te okolice jako pierwszy Europejczyk włoski żeglarz John Cabot (Giovanni Caboto), któremu ta malownicza droga zawdzięcza swoje imię. Celem jego wyprawy była Azja. Los sprawił jednak, że wylądował on po przeciwnej stronie globu. Przypadek zaprowadził go w dziką część Ameryki Północnej, która znana była tylko rdzennej ludności wyspy, Indianom Mi´kmaq . Tak właśnie Cabot odkrył wyspę Cape Breton i otworzył furtkę do tej części świata mieszkańcom Europy. W 1734 Francuzi zbudowali na wyspie pierwszą latarnię w Kanadzie, która była również w tym czasie jedyną w całej w Ameryce Północnej. 

Ponad 200 lat później – w 1961 roku – miejscowości leżące na szlaku Cabot`a zostały połączone ok 300 km  odcinkiem utwardzanej drogi. To ułatwiło przemieszczanie się między miejscowościami zamieszkałym tam Indianom, jak i europejskim osadnikom. W tym samym czasie ruszyła promocja  tego regionu wśród turystów, a parędziesiąt lat później okrzyknięto go jednym z najładniejszych miejsc na ziemi.

DSCN3109

Obecny Cape Breton zdecydowanie odbiega od obrazu, który ukazał się oczom John Cabot´a w średniowieczu. Nadal mieszkają tu Mikmakowie, ale również potomkowie Szkotów, Irlandczyków, Brytyjczyków czy Francuzów. Doświadczyć tu można nie tylko indiańskich rytuałów, ale również celtyckiej muzyki. 

Cape Breton wraz z napływem turystów nie uniknął zmian spowodowanych działaniami ręki człowieka. Zaczęły się tu pojawiać hotele, restauracje, zadbane plaże, infrastruktura w parku. Przyznajemy jednak, że w tym przypadku nie osiągnięto takiego poziomu komercji, jak przy wodospadzie Niagara. Udogodnienia pojawiają się tam, gdzie odwiedzający potrzebuje odrobiny komfortu, a znikają, gdy tylko zejdzie się kawałek z utartego szlaku.

Większość osób przyjeżdża na Wyspę Cape Breton, aby w ciągu jednego dnia przejechać 300 km Cabot Trail. Odwiedzający mogą podziwiać cudowne krajobrazy z licznych punktów widokowych.

DSCN3360

Szlak Cabot´a rozpoczyna się w Cheticamp, a kończy się w Baddeck. My zwiedziliśmy go poruszając się  w przeciwnym kierunku. Skąd taka decyzja? Powód jest bardzo prosty. Chcieliśmy jak najdłużej delektować się niesamowitymi widokami. Przemierzając tę trasę niezgodnie z ruchem wskazówek zegara rowerzysta czy pasażer  w aucie ma szansę dłużej oglądać krajobraz za oknem, ponieważ całą drogę jedzie się wtedy po zewnętrznym pasie.

DSCN3403

Przejazd Cabot Trail trzyma w napięciu, każdy odcinek tej trasy jest inny. Raz jest szeroką szosą, a raz wąską drogą, na której ledwo mieszczą się dwa samochody. Za każdym zakrętem pojawić się może jakieś zwierzę, punkt widokowy w jakimś oszałamiającym miejscu lub nadjeżdżające z naprzeciwka auto 😊

DSCN3143.JPG

26 szlaków pieszych w Parku Narodowym, wielorybowe wycieczki, plażing czy odwiedzenie buddyjskiego klasztoru to jedne z atrakcji, które czekają na Was na szlaku Cabot`a. 

DSCN3461.JPG

Przyznajemy, że przeznaczenie na tą część świata tylko jednego dnia sprowadzi się do tego, że „przelecicie” tylko tę trasę bez delektowania się nią. Będziecie za to mogli odhaczyć kolejny punkt na Waszej liście podróżniczych marzeń. Jednak czy poznacie to magiczne miejsce w taki sposób na jaki zasługuje, czy poczujecie jego klimat? Czy uda Wam się wypatrzyć łosia lub niedźwiedzia? Raczej nie. Oczywiście piękne widoki towarzyszyć Wam będą od początku do końca, niezależnie jak długo tu zostaniecie.  Jednak im więcej czasu zainwestujecie w to miejsce, tym bardziej odpłaci się Wam ono niezapomnianymi wrażeniami. Im dalej od głównej trasy, tym piękniej i tajemniczo się robi. Na to wszystko potrzeba jednak dodatkowych dni.

O tym, jak my to zrobiliśmy dowiecie się w kolejnym poście.