Sofia na weekend – co zwiedzić?

Ze względu na ilość atrakcji Sofia świetnie sprawdzi się jako miejsce wypadowe na krótki, kilkudniowy urlop. Ponadto jest jedną z najtańszych stolic Europy, więc nie zrujnuje żadnej, nawet najbardziej dziurawej kieszeni.

dscn3957

Zwiedzanie miasta warto zacząć od spaceru z Free Sofia Tour. Jest to organizacja non-profit oferująca darmowe piesze wycieczki po centrum Sofii. Pracujący dla niej przewodnicy w ciągu dwóch godzin pokazują najbardziej interesujące i najważniejsze zabytki miasta. Wycieczka nie sprowadza się tylko do podziwiania budowli. Podczas spaceru usłyszeć można m.in. o historii Bułgarii i architekturze Sofii. Nie zabraknie też informacji o lokalnych zwyczajach. Wycieczka z Free Sofia Tours na pewno pomoże przełamać pierwsze lody w obcowaniu z  miastem. Dzięki zgromadzonym informacjom łatwiej zaplanować resztę pobytu w Sofii. Osobom, które chciałyby się dowiedzieć czegoś więcej o stolicy Bułgarii, polecam płatne wycieczki tematyczne, takie jak np.: wycieczka szlakiem komunistycznej Sofii. Zniżki na nie rozdawane są podczas darmowego zwiedzania.

45f01882-aa5b-4979-826c-7dee54a611561

Przewodnicy Free Sofia Tour spotykają się z turystami pod Pałacem Sprawiedliwości, a żegnani są wielkimi brawami przy kościele św. Sofii. Będąc w tym miejscu warto udać się na drugą stronę ulicy, gdzie znajduje się mały targ. To właśnie tam polecałabym zakupić pamiątki. Wybór jest co prawda dość ograniczony, ale ceny są za to najniższe w całym mieście.

Z atrakcji, które widzieliśmy zdecydowanie najbardziej przypadła nam do gustu cerkiew Alexandra Newskiego. Budowla robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, zachwyca również swoim bogatym i pięknie wykonanym wnętrzem. W związku z tym, że robienie zdjęć w środku jest zabronione, musicie uwierzyć nam na słowo.

91c2eb15-96c5-4abe-add2-42e4c841b2d71

„Serdika to mój drugi Rzym”  mawiał rzymski cesarz Konstantyn Wielki o swoim ulubionym mieście. To właśnie ruiny rzymskiego miasta są naszym zdaniem jednym z najbardziej interesujących zabytków stolicy Bułgarii. Pozostałości po Imperium Rzymskim znaleźć można w wielu zakątkach dzisiejszej Sofii. Na szczególne wyróżnienie zasługuje archeologiczny kompleks Serdika, który znajduję się w przejściu podziemnym przy stacji metra o tej samej nazwie oraz na Placu Tolerancji. Odkryto go podczas budowy drugiej linii metra. Oczywiście przez prace archeologiczne z tym związane projekt przeciągnął się w czasie. Myślę jednak, że mieszkańcy Sofii ostatecznie nie mieli nic przeciwko, bo w końcu niecodziennie odkrywa się ruiny miast z innego stulecia. Budowa drugiej nitki warszawskiego metra też trwała wiecznie i bynajmniej nie dlatego, że lokalne władze znalazły jakieś antyczne ruiny…;).

dscn39381

Polecamy również odwiedzić pięciogwiazdkowy hotel Arena di Serdica, który został wybudowany ponad fragmentami ruin amfiteatru Serdika. Jego arena jest mniejsza od rzymskiego Koloseum tylko o 10 metrów i należy do jednych z największych na świecie tego typu budowli.

Interesującą częścią Sofii jest Plac Tolerancji. Stojąc na nim ujrzymy świątynie różnych religii: kościół, cerkiew, meczet i synagogę. Mimo, że większość mieszkańców tego miasta należy do bułgarskiego kościoła prawosławnego, to również obiekty sakralne innych wyznań znajdują się w samym centrum stolicy Bułgarii. W ten sposób ukazany został szacunek do  współistniejących w Sofii czterech wielkich religii , a tym samym wszystkich mieszkańców miasta.  To idealne miejsce, aby na chwilę zwolnić i zastanowić się nad pytaniem: „Co oznacza bycie tolerancyjną osobą w dzisiejszych czasach?”.

Sercem miasta, które skupia wiele restauracji i kawiarni jest deptak, znajdujący się za cerkwią św. Nedelya. Jego atmosfera niczym nie różni się od klimatu innych europejskich miast. Ta zamknięta dla ruchu samochodowego droga prowadzi do wielkiego placu, przy którym znajduje się hala koncertowa, tzw. Bulgaria Hall. Tak jak inne socjalistyczne budowle zbudowana została z wielkim rozmachem. Muszę przyznać, że robi wrażenie.

dscn39501

Poszukującym miejsca na klimatyczny obiad  zdecydowanie NIE polecamy skorzystania z ofert „deptakowych” restauracji. Wystarczy skręcić w jedną z bocznych uliczek. Gwarantujemy, że będzie ciszej, taniej i bardziej lokalnie.

Zmęczeni zgiełkiem dużego miasta powinni zaplanować jeden dzień na wycieczkę na masyw Witosza. Na szczyt dostać się można na kilka sposobów. Jeden z nich to przejazd autobusem 123 (podróż trwa ok. 30 min w jedną stronę) ze stacji metra Dimitrov. Obok pętli autobusu znajduję się gondola Simeonovo, która za 10 lewów wwiezie nas na górę. Alternatywnie wybrać się można z Dragalevtsi autobusem 66  lub taksówką do Aleko.  Na szczycie czekają na turystów piękne widoki i piesze szlaki. Więcej informacji tutaj: http://freesofiatour.com/blog/how-to-get-to-vitosha-mountain.

dscn39591

Dla poszukujących lokalnego folkloru oraz smacznego posiłku punktem obowiązkowym na liście to-do jest kolacja w restauracji, w której oprócz dobrej kuchni podziwiać można bułgarskie tańce i śpiewy. My trafiliśmy do lokalu Chevermeto. Gorąco zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca, również rodziny z dziećmi. W celu uniknięcia niespodzianki przy płaceniu ostrzegamy, że restauracja dolicza opłatę za wstęp w wysokości 5 bułgarskich lewów.

wp_20161127_21_26_49_pro1

Ze względu na obecność na tym wyjeździe naszej córki zrezygnowaliśmy ze zwiedzania muzeów czy galerii. Zamiast tego resztę czasu przeznaczyliśmy na spacery.

Podczas naszych podróży zazwyczaj nabijamy kilometry na licznikach naszego obuwia, ponieważ w ten sposób najłatwiej poczuć atmosferę miasta. Stolica Bułgarii idealnie się do tego nadaję. Z metra korzystaliśmy głównie, gdy planowaliśmy jakąś dalszą wycieczkę.  Komunikacja miejska była dobrą alternatywą również wtedy, gdy temperatura na zewnątrz i odległość do miejsca, w którym nocowaliśmy sprawiały, że kolejny spacer nie wydawał się już tak atrakcyjny.

dscn39311

Spacerując sofijskimi ulicami mieliśmy miejscami wrażenie, ze przenieśliśmy się do Szczecina lat 90-tych. Spacerując codziennie m.in.: bulwarem Madrid i spoglądając na budynki i układ ulic  wydawało nam się, że przenieśliśmy się na ul. Wojska Polskiego. Niesprawiedliwym byłoby jednak wysnucie wniosku, że czas się u nich zatrzymał po upadku komunizmu. To państwo się zmienia. Jednak Bułgarzy potrzebują trochę więcej czasu na dogonienie zachodniej Europy. Może nie są 100 lat za Murzynami, ale na pewno jakieś 30 za Polakami.

Sofia to miasto, do którego warto zawitać. Nie trzeba tu spędzać tygodnia, jak w przypadku innych europejskich stolic, ale sofijskie atrakcje wypełnią nam na pewno miło parę dni.  Nie oczekujmy jednak, że wybierając się w te rejony w listopadzie czy w grudniu uciekniemy przed niskimi temperaturami w naszej części Europy. Tam też znają zimę ;-).

 

„Dlaczego Chiny? A dlaczego nie?” II

W 2006 roku Chiny wydawały się nam tak odległym, egzotycznym i nieznanym państwem, że nie mieliśmy z nim żadnych konkretnych skojarzeń.  Może z wyjątkiem niechlubnego okresu rewolucji kulturalnej lub tego, że jest to kraj komunistyczny. Wstyd się przyznać, ale myśląc wtedy o Chinach przed oczami miałam jedynie Mur Chiński i obrazy z Korei Płn.. Tak to jest, gdy nie wie się o kraju zbyt wiele.

Trzeci Świat?

Nie ciężko wyobrazić sobie nasze zdziwienie, gdy dotarliśmy na miejsce. Wiele osób mówiło nam, abyśmy uważali na to czy na tamto, bo przecież jedziemy do „kraju Trzeciego Świata”. Szczerze powiedziawszy już w drodze z lotniska w Szanghaju transrapidem – super szybką koleją magnetyczną – do centrum  miasta, to ja czułam się jak przybysz z Państw Trzeciego Świata…Gdy trafiliśmy do serca Szanghaju, czyli dzielnicy Pudong przed naszymi oczami stanęła nowoczesna metropolia z drapaczami chmur ciągnącymi się wzdłuż linii brzegowej rzeki Huangpu.                                                                                                                                              Pod koniec dnia musieliśmy się jeszcze przeprawić na drugą stronę rzeki do naszego hostelu. Zmęczeni i w poszukiwaniu zimnego Tsingtao (chińskie piwo) wjechaliśmy na ostatnie piętro naszego Captain Hostel i o to naszym oczom ukazał się fantastyczny widok na pięknie oświetlony Pudong. Oh, to była wspaniała nagroda dla młodych podróżników po bardzo długim dniu, którą przez następne dni delektowaliśmy się z tarasu naszego hostelu.

DSCN05571.JPG

Ok, bądźmy szczerzy. Nie wszystko tego dnia było takie piękne. Zanim zdążyliśmy przekroczyć próg naszego hostelu widzieliśmy jak dziecko wypróżnia się na talerzyk po frytkach na środku chodnika…Trzeba jednak spojrzeć na to optymistycznie i dodać, że pełna kultura została zachowana, bo przecież zawsze mogło zrobić bezpośrednio na chodnik…

W drugiej połowie naszej wyprawy udaliśmy się do Pekinu. Miejscem, które nie najlepiej wspominam jest zdecydowanie plac Tiananmen (Niebiańskiego Spokoju).  Znajduje się naprzeciwko Zakazanego Miasta, co sprawia, że nawet jeżeli nie ma się ochoty na zwiedzanie tego placu i tak się tam trafi. Będąc na nim człowiek uświadamia sobie, że Chiny w dalszym ciągu są krajem komunistycznym. Ilość policji, która obserwuje i kontroluje osoby z ulotkami czy gazetami nie daje o tym zapomnieć.

DSCN11811.JPGStojąc na Placu Niebiańskiego Spokoju widziałam oczami wyobraźni przykre, a raczej makabryczne wydarzenia czerwca 1989, które miały tutaj miejsce, a ja znałam je tylko z lekcji historii.                                                                                                                                               To właśnie jest dla mnie zawsze niesamowite w podróżowaniu. Wyprawy pozwalają zobaczyć miejsca, o których słyszało się na geografii czy historii i które z perspektywy ucznia wydawały się niedostępne, a dzięki podróżom nagle są na wyciągnięcie dłoni.  W nawiązaniu do mojego wpisu „Lecimy do Kanady” (https://bodychtravellers.wordpress.com/2016/10/20/lecimy-do-kanady/) podróżowanie to również interaktywna lekcja historii.

Podczas tego wyjazdu udało się nam odwiedzić Szanghaj, Suzhou, Wuhan, Xian, Pekin, Guangzhou, Hong Kong, odbyć  kilkudniowy rejs po rzece Jangcy, pozdrowić pandy w Chengdu oraz nacieszyć się Wielki Murem Chińskim bez tłumu turystów.

DSCN12801.JPG

Każde z tych miejsc nas zachwyciło. Zaczynając od jedzenia, widoki na nowoczesności kończąc. Wszystko przerosło nasze oczekiwania. Zaskoczył nas fakt, że Pekin miał więcej linii metra niż Warszawa.  Stolica Polski dorobiła się w miedzy czasie drugiej nitki, Pekińczycy ok. 14…

Miłą niespodzianką była dla nas również łatwość komunikacji z obywatelami Chin, która na pewno nie wynikała z tego, że mówimy po chińsku…bo nie mówimy (pokładamy nadzieje w naszej córce). Powodem nie jest również świetna znajomość angielskiego ze strony Chińczyków. Brak wspólnego języka rekompensowała ich chęć  niesienia pomocy innym. Czasem wystarczyła mowa ciała. Alternatywnie szukali w pobliżu kogoś, kto mówi po angielsku lub po prostu brali nas za rękę i doprowadzali na miejsce. Obywatele Chin to bardzo ciepły i pomocny naród oraz wspaniali gospodarze, o czym napisze przy innej okazji.

Jestem świadoma tego, że niecałe Chiny są piękne i nowoczesne. Wiem, że nie każde miasto wygląda jak Szanghaj czy Guangzhou. Np.: Północno-wschodnie Chiny to rejon typowo industrialny, a więc nie przypadnie do gustu każdemu. Istnieją także miejsca, gdzie bieda aż piszczy i nikt w te rejony przypadkowo nie trafi. Jednak w Polsce również nie wszędzie wygląda jak w Warszawie, a miejmy na uwadze, że Państwo Środka to ogromny kraj i o powierzchni zbliżonej do Europy.

Chiny mają wiele do zaoferowania. Od wielkich miast z drapaczami chmur po „małe wioski” z polami ryżowymi i typową chińską zabudową: każdy znajdzie tu coś dla siebie. Odnaleźć tu można ponadto  fantastyczne piesze szlaki oraz szerokie autostrady, riksze, a także ekskluzywne limuzyny. Nie można zapomnieć o wspaniałej, różnorodnej kuchni, która nikomu się chyba nie znudzi.                                                                                                                                                               Jak każdy kraj Państwo Środka ma również strony, które szokują lub odpychają. Ciężko było mi się np.: przyzwyczaić do głośnego mlaskania Chińczyków podczas jedzenia. Dość niecodziennym widokiem dla nas było także rzucanie śmieci pod stół w trakcie posiłku w lokalu. Natomiast gdy siedząc w restauracji słyszałam, że chińscy goście wołali na kelnerkę „fúwùyuán”, co dla nas brzmiało jak „fuja”, to nie mogłam sie powstrzymać od śmiechu. Obrazek chaosu pod stołem i słowa „fuja” bardzo dobrze tutaj do siebie pasowały. Także dziura w ziemi zamiast normalnej toalety była  czymś, do czego musieliśmy się najpierw przyzwyczaić.                                                                                                                                 Szokującym przeżyciem był dla mnie nasz przejazd autobusem do Wuhanu, podczas którego pod moimi nogami leżały dwa związane żółwie…Gdy już uświadomiłam sobie, że nie jadą one z nami w ramach prezentu jako zwierzątka domowe, a jako wkład do zupy nie mogłam zmrużyć oka. Zastanawiałam się, jak je uratować.

DSCN08511.JPG

Innym razem jechaliśmy autobusem akurat w dniu, kiedy cały czas padało. Do tego stopnia, że z otworów klimatyzacji autobusu zamiast świeżego powietrza leciał deszcz. Jeden z chińskich pasażerów, który najwyraźniej był przygotowany na taką ewentualność rozłożył nad sobą parasol. Nie wiedzieliśmy czy mamy w tym momencie podziwiać jego kreatywność czy śmiać się z tego widoku.

DSCN10271.JPG

Nasza wyprawa do Chin była bardzo udana i gdybyśmy mogli zostalibyśmy dłużej. O mały włos tak się nie stało. Przez ogromne korki, opóźniony lot do Pekinu i chęć maksymalnego skorzystania z pobytu prawie przegapiliśmy nasz lot powrotny do Europy.  Dzięki miłemu, ale szalonemu kierowcy taksówki, który wziął sobie za punkt honoru dowiezienie nas na czas na lotnisko oraz  obsłudze lotniska, która widząc nasze spanikowane twarze  przepuściła nas poza kolejką i  w bardzo sprawny sposób udzieliła nam informacji dokąd mamy teraz biec, nie przedłużyliśmy sobie wakacji.

Dwa lata później wróciliśmy do Chin i jestem przekonana, że będziemy tam wracać, gdy tylko nadarzy się taka szansa, bo pokochaliśmy ten kraj i jego naród. Tą miłością chcielibyśmy zarazić naszą córkę, bo jest to jak najbardziej ta część świata, którą warto pokazać swojemu dziecku.