Z jakim wózkiem na wakacje?

Planujecie intensywną rodzinną wycieczkę? Zabieracie ze sobą potomstwo, które nie wyrosło jeszcze z dzieciowozu? Zatem musicie poważnie przeanalizować temat wózka. Tysiące modeli, które są dostępne na rynku wcale nie ułatwią Wam wyboru.

Lecąc do  Kanady mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby zabrać ze sobą naszego wielkiego Stokke Trailz, ponieważ wiedzieliśmy, że na miejscu będziemy się  przemieszczać głównie samochodem. Naszym jedynym zmartwieniem było to, czy wózek na pewno zmieści się do bagażnika.

W przypadku wyjazdu do Japonii sprawa wyglądała inaczej. W związku z tym, że mieliśmy zamiar poruszać się tylko i wyłącznie publicznymi środkami transportu, wielkość wózka miała dla nas istotne znaczenie. Niektórzy mogą w tym miejscu pomyśleć: „Cóż to za problem. Wystarczy zabrać zwykłą spacerówkę typu parasolka”. Otóż wcale nie jest to takie proste, zwłaszcza jeżeli chcemy zapewnić dziecku i sobie komfort podczas jazdy. Nie zapominajmy, że na urlopie mali podróżnicy spędzają sporo czasu w swoich powozach.

Jak udało nam się wybrać idealny model?

Wypracowaliśmy kilka kryteriów, które powinien spełnić nasz nowy dzieciowóz, aby sprawdził się podczas wycieczki. Oprócz wspomnianych już wymiarów należą do nich:

·   waga – Podczas takiego wyjazdu trzeba nie tylko nosić bagaż, ale również wózek. Czy to po schodach, czy w niektórych atrakcjach, czy na nieprzejezdnej drodze. Im mniejsza waga pojazdu, tym mniej się umęczycie.

·   szerokość rozstawu kół – Dlaczego ten punkt jest istotny? W niektórych miejscach można się po prostu nie zmieścić, gdy wózek jest zbyt szeroki. Może się wtedy okazać, że wejście do windy, a nawet do mieszkania stanie się problematyczne i konieczne będzie złożenie pojazdu. W Japonii nawet nasz idealny model nie podołał w niektórych japońskich autobusach i mieliśmy czasem problem przy wysiadaniu. Poza tym w zatłoczonych miejscach łatwiej przejechać wąskim wózkiem. Ma się także większą szansę na znalezienie kawałka miejsca w metrze w godzinach szczytu.

·   nieskomplikowany i intuicyjny sposób składania wózkaWózek musi być prosty w obsłudze. Jeżeli macie problemy ze złożeniem go przy zakupie jeszcze w sklepie (po tym jak już Wam pokazano, jak to zrobić), to znaczy, że z podobnym problemem będziecie się zmagać także na wakacjach. Szkoda tracić czas na nerwy. W sytuacjach, kiedy trzeba szybko wysiąść z pociągu czy taksówki,  nie można sobie pozwolić sobie na walkę z dzieciowozem. Istotne jest także, aby wózek po złożeniu zajmował jak najmniej miejsca. Przydaje się to m.in. w zatłoczonych miejscach. Będąc w Japonii nie raz mieliśmy się okazję przekonać o tym, że dokonaliśmy dobrego wyboru. W tym kraju większość  restauracji, pokoi hotelowych czy mieszkań jest raczej niewielka i składnie naszego trzykołowca było nie do uniknięcia. W 2006 podczas naszej podróży po Chinach mieliśmy problem, aby wejść z plecakami w godzinach szczytu do pekińskiego metra. Pomyślcie sobie, jakie szanse mają w takim momencie osoby z wózkiem?

·   odchylane siedzisko do odpoczynkuDziecko powinno mieć możliwość nie tylko komfortowo siedzieć, ale również przyjąć wygodną pozycję podczas drzemki. Zapewni mu to tylko taki wózek, w którym można odchylić siedzisko do odpoczynku. Moje serce pęka, gdy widzę, jak niektórym dzieciaczkom w spacerówkach bez tej funkcji zwisa głowa.

·   materiał siedziskaUwagę warto zwrócić również na materiał, z którego wykonane jest siedzisko. Wiemy, że większość wykonana jest ze sztucznych tkanin, ale wśród nich można wyróżnić takie, przez które dziecko będzie się pocić dwa razy bardziej. Oczywiście można kupić wózek, którego tapicerka wykonana jest z przewiewnej tkaniny, jak np.: Quinny Yezz Air. Jednak sprawdzać się on będzie najlepiej tylko w tropikach, ponieważ przewiewna struktura tkaniny nie  idzie w parze z niższymi temperaturami.

·   jakośćWózek musi być dobrze wykonany, aby przetrwał każdą przygodę.  Pamiętajmy, że pojazd małych szkrabów jest podczas urlopu o wiele bardziej eksploatowany niż podczas codziennego użytku. Jeżeli chcemy, aby dłużej nam posłużył, powinniśmy się przyjrzeć jakości wykonania danego modelu.

·   cenaJeżeli ciężko podjąć nam decyzję, bo znaleźliśmy parę podobnych produktów, to nasze wątpliwości może rozwiać cena. Jak ze wszystkim, trzeba zachować zdrowy umiar. Jeżeli nie jest to jedyny lub główny wózek dla dziecka, to nie dajmy się zwariować…cena nie zawsze świadczy o jakości.

Wśród oferowanych na rynku wózków znaleźliśmy trzy, które wzbudziły nasze zainteresowanie: Quinny Zapp Xtra2, Quinny Yezz oraz Babyzen Yoyo.

Quinny Yezz należy do kategorii bardzo lekkich wózków, które można nosić na ramieniu jak torbę. Jednak patrząc na jego wykonanie naszym zdaniem raczej nie przetrwa intensywnej wycieczki. Chyba, że zamierzacie spędzać czas głównie przy basenie. Niestety brak w nim regulacji siedziska, więc dziecko siedzi, śpi i odpoczywa cały czas w tej samej pozycji. To zdyskwalifikowało ten model.

Babyzen Yoyo ma idealną wagę, jest zwrotny, a dziecko może się w nim wygodnie zdrzemnąć. Nie przekonało nas jednak siedzisko, ponieważ starszy maluch nie będzie miał gdzie położyć nóg. Zwisają w powietrzu…  Poza tym i przede wszystkim – cena. Spora jak za zwykłą spacerówkę, która nie posiada żadnych magicznych funkcji.  

Jak się już domyślacie ostatecznie zdecydowaliśmy się na Quinny Zapp Xtra2. Przyznajemy, że mógłby być ciut lżejszy. Poza tym aspektem spełnił większość naszych oczekiwań. Dlatego szybko wybaczyliśmy mu te dodatkowe kilogramy. Dobrze się go prowadzi –  jest zwrotny i stabilny. Chyba, że zawiesicie na nim  7 kg torbę…wtedy się przewraca…  :-). Siedzisko jest regulowane, nie tylko pod kątem nachylenia, ale również i kierunku jazdy. Tapicerkę można wyprać w pralce, więc żadna plama nie została z nami na dłużej. Łatwo i szybko się go składa, a koszyk zaskakuje pojemnością.  Dodatkowo składa się tak jak spacerówka typu parasolka. Transportować można go w specjalnej torbie, którą można zawiesić na ramieniu. Cena Quinny nie przeraża i nie sieje spustoszenia w portfelu. Wózek wrócił z naszej wycieczki po Japonii w jednym kawałku i czeka na kolejne wyjazdy w najbliższych tygodniach.

wozek japonia.jpg

Uważamy, że Quinny Xtra Zapp2 jest idealnym wózkiem na wycieczkę po Azji i nie tylko. Wiedzą też o tym Japończycy. Często mijali nas na ulicy prowadząc ten trzykołowiec. Modele sprzedawane w kraju kwitnącej wiśni są jednak zdecydowanie bardziej „kawaii” (urocze) niż u nas w Europie.   

Mamy nadzieję, że ten tekst pomoże Wam przy wyborze idealnego wózka na Wasz wyjazd.

 

Gdy zwykły śliniak to za mało…

Ostatnie miesiące nauczyły nas tego, że wraz ze wzrostem dziecka, zwiększa się również powierzchnia, którą jest ono w stanie zabrudzić w trakcie spożywania posiłku. Gdy małe szkraby zaczynają na poważnie przygodę z samodzielnym jedzeniem,  wtedy śliniak nie do końca spełnia swoją rolę. Dzieci interesuje wtedy nie tylko smak, ale również konsystencja serwowanych im dań. Poza tym co czwarta łyżka nie trafia tam gdzie powinna.  Nagle sterta prania rośnie, a podłoga staje się najczęściej czyszczoną powierzchnią w całym mieszkaniu. Oczywiście żadne plamy nam niestraszne, gdy dziecko wcina obiad w domu.  Wszystko zmienia się, gdy jesteśmy w podróży. Wiadomo, nikt nie chce, aby jego pociecha chodziła w zaplamionych ubrankach,  niestety liczba ciuchów, które można spakować do bagażu jest ograniczona. Na szczęście mądrzy ludzie wpadli na pomysł, który rozwiązuje ten problem. Śliniak z rękawkami! 

WP_20170424_15_43_42_Pro.jpg

Pozwala  zachować „czystość i suchość” dziecka od szyi do kolan. Produkt marki Close Parent wykonany jest z poliestru z membraną TPU laminat. Materiał nie nasiąka, dzięki czemu resztki jedzenia czy ślady zabaw np.: farbkami można bez problemu zmyć wodą. Co ważne, śliniak nie wymaga prania po każdym użyciu. Na rynku dostępne są różne rozmiary i kolory.

Ten ułatwiający życie gadżet jest z nami dopiero od trzech tygodni i bardzo żałuję, że nie towarzyszył nam już podczas wcześniejszych wyjazdów. Jednak jak to mówią „lepiej później niż wcale”. Mam przeczucie, że przez najbliższe 1,5 roku będziemy często po niego sięgać. Dziękujemy Cioci Ali za dobry tip ;-).

O tym jakie inne gadżety warto zabrać w podróż z bobasem przeczytacie na:

https://bodychtravellers.com/2016/12/09/wakacje-z-bobasem-10-rzeczy-ktore-warto-zabrac-ze-soba/

Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

Przenośne krzesełko do karmienia

Znacie ten problem, kiedy próbujecie zjeść kolację w restauracji, a wasze dziecko, które co prawda opanowało sztukę siedzenia, zaczyna się wiercić? Często pojawia się wtedy pytanie, czy tym razem uda nam się dokończyć posiłek bez przygód lub czy w ogóle coś zjemy?

W pewnym momencie dzieci są już zbyt ciekawe świata, aby mogły w spokoju wysiedzieć w wózku. Trzymanie ich na kolanach też przestaje się sprawdzać, gdyż stają się zbyt ruchliwe. Rodzic zaczyna się wtedy zastanawiać jak nakarmić  swoją pociechę poza domem bez większych akrobacji? Zazwyczaj na ratunek przychodzą wtedy restauracyjne krzesełka dla maluchów. Jak  wiemy rzeczywistość często odbiega jednak od naszych wyobrażeń.  Meble te niestety nie wszędzie są ogólnie przyjętym standardem. Cóż począć, gdy nie ma gdzie posadzić dziecka? Kolana zawsze są opcją. Jednak wtedy możemy zapomnieć o spokojnym posiłku, kiedy maluch kręci się na wszystkie strony i próbuje zrzucić jedzenie z naszego talerza. Jeżeli na kolacje czy obiad wybraliśmy się w towarzystwie, to możemy spróbować zagrać w grę „Podaj dalej”.  Wtedy szkraba przekazuje się kolejno z rąk do rąk do osoby, która już skończyła posiłek. Gorzej tylko, gdy nikt nam nie towarzyszy lub gdy wybraliśmy się właśnie na danie, które spożywa się wspólnie. W takich sytuacjach idealnym rozwiązaniem jest przenośne krzesełko do karmienia. Przyznać jednak muszę, że na rynku nie ma zbyt dużego wyboru. My zdecydowaliśmy się na produkt Mobiseat marki Totseat.

Jak wygląda?

Określanie tego produktu mianem krzesełka uważam za lekką przesadę. Tak naprawdę jest to kawałek materiału, który przymocowuje się do prawdziwego krzesła.

wp_20170212_16_19_55_rich_li111

Po odpowiednim przygotowaniu siedziska dziecko siedzi w taki sposób, jakby zostało przypięte pasem do oparcia. 

WP_20170212_11_50_02_Rich_LI11.jpg

Wygląda to bezpiecznie, ale lepiej nie zostawiajmy dziecka bez nadzoru. Jak zresztą w przypadku każdego innego fotelika.

Co je wyróżnia?

Dobra jakość wykonania, łatwe zapięcie, rozmiar oraz kształt, który pasuje do wielu rodzajów krzeseł. Produkt zrobiony został z przyjemnej w dotyku bawełny i sprawia wrażenie wytrzymałego. Mamy więc nadzieję, że trochę nam posłuży. Jego „montaż” trwa ok. 30 sekund, pod warunkiem, że wiemy, jak to zrobić. Dlatego dla bezpieczeństwa własnego dziecka przeczytajcie wcześniej instrukcje obsługi. Gadżet został tak zaprojektowany, że pasuje do różnych modeli krzeseł, o czym przekonaliśmy się podczas ostatniego wyjazdu. Moim osobistym highlight´em jest zdecydowanie jego rozmiar. Po złożeniu i wsadzeniu do specjalnie przeznaczonego dla niego worka zamienia się w malutki tobołek, który zmieści się nawet do najmniejszej damskiej torebki. Idealnie nadaje się na wszelkiego rodzaju wyjścia czy wyjazdy.

WP_20170217_09_33_22_Rich_LI 1.jpg

Dodatkowe plusy

To „krzesełko” z powodzeniem można prać w pralce! Bez wyrzutów sumienia możemy pozwolić dziecku na samodzielne próbowanie potraw, nawet jeżeli będzie jadło całym sobą. Kawałki jedzenia mogą bezkarnie lądować na otaczającym go materiale. Krzesełko jest poza tym niezwykle lekkie, więc ograniczenia bagażowe nie stanowią dla  niego problemu.

Krótko mówiąc: Polecamy! Więcej praktycznych gadżetów dla małych podróżników znajdziecie TU.

 

 

Wakacje z bobasem:  10 rzeczy, które warto zabrać ze sobą.

Pakując się na rodzinne wakacje warto pamiętać o trzech zasadach:

  1. Zabierz ze sobą wór cierpliwości – pewnie przyda się już w trakcie pakowania.
  2. Nie próbuj odtworzyć pokoju swojego szkraba w miejscu, w którym nocujesz i nie zabieraj zbędnych rzeczy. Nowe otoczenie będzie dla małego podróżnika wystarczająco fascynujące.
  3. Jedzenie i pieluchy zabierz ze sobą zależnie od celu podróży. Uwzględnij cenę i jakość produktów dostępnych w miejscu destynacji, ewentualne alergie dziecka i miejsce w bagażu.

Na bazie naszego rocznego doświadczenia w podróżowaniu z małym dzieckiem przygotowałam listę gadżetów, które naszym zdaniem przydadzą się podczas tego typu wyjazdów.

I. Podczas posiłków

Nie wszędzie, gdzie pojedziemy znajdziemy krzesełka dla dzieci. Chcąc uniknąć trzymania pociechy na kolanach i jej wiercenia się podczas posiłków, warto pomyśleć o przenośnym krzesełku do karmienia. Na rynku dostępnych jest parę różnych rodzajów krzesełek. Jeżeli wybieramy się w podróż samolotem lub mamy mało miejsce w bagażniku, polecam wybrać takie, które można zwinąć i schować do torby. W ten sposób pozbędziemy się problemów typu: jak je transportować i gdzie spakować. Jego recenzję znajdziecie tutaj.

  • Silikonowy śliniak 

Sterta brudnych śliniaków nie jest atrakcyjnym widokiem, nie tylko na urlopie. Na szczęście jest na to proste rozwiązanie. Nie, nie mówię tutaj o śliniakach jednorazowego użytku. Nimi można sobie co najwyżej wydmuchać nos. Do karmienia w terenie, kiedy głowa dziecka obraca się we wszystkie strony i z co trzeciej łyżeczki skierowanej w stronę bobasa coś spada, trzeba sięgnąć po bardziej praktyczne rozwiązanie.

wp_20160706_17_11_32_rich_li

Szczerze polecamy śliniaki wykonane z silikonu.  Wystarczy nam tylko woda, aby je umyć.  „Krewni z Ameryki” podarowali nam ten ułatwiający życie wynalazek na poprzednie Święta. Muszę przyznać , że był to jeden z najlepszych prezentów, jakie otrzymaliśmy. Więcej o nich tutaj.

  • Siateczka do pokarmów dla niemowląt

Siateczka do pokarmów dla niemowląt to idealny przedmiot dla wszystkich przeciwników podawania dzieciom jedzenia w samochodzie. Dzięki niej maluchy przebywające z nami  w trasie mogą skosztować stałego pokarmu, który akurat mamy pod ręką. Koniec z wygłodniałymi spojrzeniami naszych pociech w restauracji. Siateczka ułatwia podanie smakołyków z naszego talerza bez potrzeby rozgniatania ich widelcem. Nie ukrywam, że za pomocą tego gadżetu zyskamy również chwilę spokoju przy stole. Po więcej szczegółów zapraszam tu.

WP_20160504_13_14_06_Pro 11.jpg

  • Silikonowy talerzyk-podkładka

O tym wynalazku wspominałam już przy okazji wpisu dotyczącego naszego wyjazdu do Kanady. Jest to silikonowy talerzyk kształtem przypominający podkładkę, który dzięki umieszczonym od spodu przyssawką nie ześlizgnie się ze stołu. Możemy go położyć na blacie krzesełka lub na stoliczku w samolocie.

WP_20160814_17_01_14_Pro_LI1.jpg

Dzięki niemu upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Dziecko straci możliwość zrzucania talerzyka na ziemię, a my nie będziemy się musieli martwić ilością bakterii na wszelkiego rodzaju stoliczkach dostępnych  w miejscach publicznych. Dodatkowo mały szkrab będzie mógł razem z nami podjadać smakołyki, które akurat podrzucimy na jego talerz. O tym cudeńku dowiecie się więcej we wpisie „Podczas posiłku„.

  • Podgrzewacz i sterylizator w jednym

Przydatność tego sprzętu zależy od tego, gdzie będziemy nocować. U znajomych czy w wynajętych mieszkaniach istnieje zazwyczaj możliwość  podgrzania słoiczka czy wyparzenia butelek. Jeżeli jednak planujemy nocleg w guesthouse´ach czy hotelach, to proponuje mieć go ze sobą. W takich miejscach nie zawsze będziemy mieli dostęp do wrzątku czy mikrofali. Warto wybrać małe modele 2 w 1. My zdecydowaliśmy się akurat na produkt firmy Nüby. Nie zajmuje dużo miejsca, do tego jest lekki i szybko podgrzewa jedzenie.

  • Etui na łyżeczki

Pomysł genialny w swojej prostocie. Ten niepozorny kawałek plastiku przyda się nie tylko na wyjazdach, ale też w domu.  Zamiast korzystać z niepraktycznych jednorazowych reklamówek w celu przechowania łyżeczek, warto zaopatrzyć się w specjalne etui, do którego można schować potrzebne sztućce. Producenci często dołączają je jako gratisy do innych swoich produktów. Wypatrujcie promocji marki Hipp. Kilka miesięcy temu udało się nam wymienić etykietki  z jej produktów na taki właśnie  zestaw turystyczny. Bądźcie czujni.

II. Na dobranoc

  • Elektroniczna niania

Podejrzewam, że każdy rodzic posiada elektroniczną nianię, więc wystarczy ją tylko spakować do torby.  My korzystamy z niej tylko w podróży. Nie po to jeździmy na wakacje, aby nerwowo nasłuchiwać, czy dziecko obudziło się i czy płacze. Urządzenie zapewnia rodzicom komfort psychiczny i pozwala miło spędzić wieczór bez konieczności ciągłego doglądania śpiącego malucha. Słyszeliśmy też historię o tym, jak rodzice na urlopie zostawili dziecko w pokoju i poszli do baru po drugiej stronie ulicy. Tak się składa, że zasięg elektrycznej niani wystarczył…Ludzka wyobraźnia nie zna granic:-).

  • Turystyczne łóżeczko

Wiadomo, że małe dzieci gdyby miały wybór, to najchętniej spałyby w łóżku rodziców. Nie każdy ma na to ochotę. Dlatego wyjeżdżając warto zabrać ze sobą łóżeczko turystyczne. W internecie znajdziemy  wiele różnych wariantów, które dobrać można w zależności od swoich potrzeb. Jedne nadają się, aby zabrać je  w podróż samolotem, inne nie. We wpisie „Łóżeczko turystyczne” dowiecie się, który model my wybraliśmy.

  • Mała poduszka

wp_20160720_20_33_12_moment

Czy do spania w łóżeczku, w samolocie czy do wygodnej jazdy wózkiem warto mieć ze sobą małą poduszkę dla najmłodszego towarzysza wyjazdu.  My zdecydowaliśmy się na podusię podróżną firmy Mammilla, która towarzyszy nam podczas naszych wycieczek. Jest nie tylko praktyczna, również atrakcyjnie się prezentuje ze względu na gustowny wzór i ładny kolor.

III. W drodze

  • Nosidło

Wózek wózkiem, ale na wakacjach zdarzają się takie momenty, kiedy czterokołowiec musi zostać w domu. W takich sytuacjach sprawdza się nosidło. Osobiście nie jestem fanem  zastępowania nosidłem dziecięcego wózka. Jednak podczas pieszych wycieczek po górach, kamienistym terenie czy wąskiej ścieżce lub trekkingu przez dżunglę jest to dla nas niezbędny sprzęt.

DSCN19971.JPG

Mamy nadzieję, że rodzice, którzy właśnie zastanawiali się nad pytaniem: „Co zabrać na wakacje z dzieckiem”, znaleźli tutaj kilka przydatnych wskazówek. To tylko parę małych gadżetów, ale wpłyną one znacząco na komfort podróży z bobasem. Wiadomo, dalibyśmy radę bez nich, tylko po co?

Jakie są wasze ulubione podróżnicze gadżety? Może wśród Waszych pomysłów znajdziemy jakiś wymarzony prezent dla siebie :).

Podczas posiłku

Posiłki bobasów stanowią bardzo istotną część ich dnia. Pierwszy etap życia, kiedy dziecko karmione jest tylko piersią lub mlekiem modyfikowanym nie wymaga od nas zbyt intensywnego planowania. Schody zaczynają się wtedy, gdy do diety naszych małych głodomorów zaczynamy wprowadzać urozmaicone posiłki. Jak poradzić sobie z tym w podróży? Na rynku dostępnych jest wielu „pomocników”, z których pomocy sama chętnie korzystam i które z czystym sumieniem mogę polecić.

  • Siateczka do pokarmu dla niemowląt

Siateczka do pokarmów dla niemowląt przypomina wyglądem smoczek. Jednak zamiast gumowej części, którą dziecko wsadza do buzi, wyposażono ją w siateczkę. Ze spokojem można wsadzić do niej większe kawałki np.: owoców czy warzyw. Dziadkowie będą zachwyceni możliwością podania pierwszego stałego pokarm swoim ukochanym wnukom bez ryzyka zakrztuszenia się nim przez bobasy. Produkt idealnie sprawdzi się podczas pierwszych prób podawania stałego pokarmu. Docenią go także fani BLW, a także rodzice dzieci, których pierwsze zęby nie spieszą się z pojawieniem się na świecie. Polecam wybrać taki model, który do zestawu oferuje specjalny kapsel chroniący siateczkę przed zabrudzeniem.

wp_20160504_13_14_06_pro-11

Siateczkę zaczęliśmy używać w  5 m. ż. córki. Głównie dostawała w niej owoce i warzywa. Nie stwierdziliśmy żadnych wad tego produktu. Ostrzegam jednak przed podawaniem w siateczce banana, ciężko ją potem domyć.

U nas bardzo dobrze sprawdził się produkt firmy Munchkin. Przydał się przede wszystkim w sytuacjach, gdy dziecko domagało się tego samego jedzenia, które widziało na naszych talerzach, a także podczas jazdy samochodem oraz w restauracjach.

  • Silikonowy talerzyk-podkładka z przyssawkami

Kolejny na liście jest silikonowy talerzyk  z funkcją podkładki, który umieszcza się na stole za pomocą odpowiednich przyssawek. Świetnie sprawdza się także jako nakładka na blaty krzesełek dla dzieci czy stoliki w samolocie.  Dzięki niemu zadbamy o higieniczne i bezpieczne podanie  naszemu malcowi przekąsek. Talerzyk-podkładka nie zajmuje dużo miejsca- po zwinięciu zmieści się prawie w każdej torebce. Również łatwo o utrzymanie jego czystości – wystarczy trochę wody i płyn do naczyń. Ze względu na swoją poręczność i małą wagę jest idealnym towarzyszem posiłków w trakcie podróży.

WP_20161127_21_16_37_Pro1.jpg

Praktyczne zastosowanie ma też w domu. Nakładając ten produkt na blat krzesełka naszego dziecka unikniemy mycia całego stolika. Zmniejszymy także ilość naczyń – jedzenie (pod warunkiem, że nie będzie to zupa) można ułożyć bezpośrednio na podkładce. My wybraliśmy produkt firm Summer Infant i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

  • Silikonowy śliniak z rynienką

Nie wiem jak to wygląda u Waszych dzieci, ale nasza córka przechodziła etapy, gdy jadła całą sobą. Karmienie jej bez odpowiedniego zabezpieczenia w ogóle nie wchodziło w grę. Średnio po każdym posiłku śliniak lądował w praniu. Jest to dosyć problematyczne, gdy jesteśmy z dala od domu. Kto ma na wakacjach ochotę i czas na codzienne pranie?! Nie mówiąc już o tym, że nie wszędzie znajdziemy pralkę, a przecież nie wypakujemy naszego bagażu tylko śliniakami. Na pomoc przychodzą nam produkty wykonane z silikonu. W naszym przypadku świetnie sprawdza się śliniak firmy Baby Björn. Towarzyszy nam zawsze – czy w terenie czy w domowym zaciszu, a także  podczas weekendu u Dziadków. Jest lekki i nieduży, a gdy się zabrudzi można go umyć w zmywarce lub  pod bieżącą wodą. Wyposażony jest ponadto w rynienkę, do której spada wszystko, co nie trafiło do buziaka naszego maleństwa.  Nie sugerujcie się ceną. Ten śliniak wart jest  każdych pieniędzy. Jako jedyny mankament wytknąć mu można zbyt sztywne zapięcie, które może być dla niektórych dzieciaczków dość niewygodne. Silikonowy śliniak to „must have” każdego rodzica.

wp_20160706_17_11_32_rich_li

Łóżeczko turystyczne

Jedno z moich ulubionych pytań kierowanych do nas, kiedy jedziemy na wakacje jest: „Gdzie będzie spała wasza córka?”

Jeżeli udajemy się w podróż samochodem, to bierzemy ze sobą tradycyjne łóżeczko turystyczne. Gdy środkiem transportu jest samolot, to wybieramy łóżeczko-namiocik.

  • Tradycyjne łóżeczko turystyczne  

Na rynku jest dostępnych tak wiele rodzajów łóżeczek turystycznych, że nasz wybór nie kończy się na kolorze. My zdecydowaliśmy się na produkt firmy Baby-Coo, model Malibu. Po ponad roku intensywnego używania mogę powiedzieć, że był to bardzo dobry zakup. Łóżeczko nadal wygląda jak nowe. Nie należy ono może do najlżejszych, bo waży aż 14 kg, jest za to bardzo praktyczne. Przede wszystkim jest ono dwupoziomowe, co daje możliwość dopasowania wysokości do wieku dziecka. Dzięki temu rodzice nie muszą nadwyrężać kręgosłupa podczas wyjmowania go ze środka.   Dodatkowo posiada dwa kółka, które ułatwiają jego przemieszczanie. Ja korzystam z nich przede wszystkim podczas usypiania malucha, gdy ten się przebudzi. Łóżeczko rozkłada/ składa się w dość łatwy sposób, jednak chwilę to trwa. Do zestawu dołączony jest oprócz moskitiery i daszka z zabawkami, usztywniany przewijak. Nie należy on do najwygodniejszych, ale spełnia swoją funkcję. Korzystaliśmy z niego wielokrotnie.  Jak w przypadku wszystkich łóżeczek turystycznych w modelu tym brakuje porządnego materaca. Dlatego też zdecydowaliśmy się na zakup innego materaca, aby zwiększyć komfort snu naszego dziecka. Łóżeczko traktujemy również jako kojec, gdy musimy np.: spakować nasze bagaże i chcemy uniknąć w tym czasie jakiejś niespodziewanej akcji w wykonaniu malucha. Niestety ze względu na jego wagę oraz nieporęczność, która wynika z osobno pakowanego materaca nie nadaje się na ono do podróży samolotem.

img-20161115-wa0003-21

  • Łóżeczko namiocik

Wiedząc o tym jak nieporęczne jest nasze łóżeczko turystyczne, przed wylotem do Kanady intensywnie rozglądaliśmy się za jakąś alternatywą. W cenie biletu mieliśmy wózek i fotelik samochodowy, nie chcieliśmy dopłacać za kolejny sprzęt. Poza tym nie przekonywała mnie wizja targania ze sobą kolejnej niekoniecznie najlżejszej torby. Przez rozkładanie i składanie  co drugi dzień tego posłania uciekałyby cenne minuty naszych wakacji. Musieliśmy wymyśleć coś innego. Wtedy znajomi ze Stanów zasugerowali nam produkt KidCo. Co to takiego? Łóżeczko w kształcie mini namiotu. Sprawdza się świetnie podczas aktywności na świeżym powietrzu (oferuje idealne schronienie przed słońcem), jak i noclegów w hotelu.  Nasza córka chętnie bawi się w nim, wkładając do niego swoje zabawki i wyciągając je z powrotem…Najważniejsze jest to, że ten wynalazek waży tylko 1,4 kg, a jego rozłożenie/ złożenie zajmuje sekundę. Namiocik wyposażony jest w materacyk, dzięki któremu dziecko nie leży bezpośrednio na ziemi. Całość wykonana jest z wytrzymałego materiału. Do zestawu dołączona jest ponadto specjalna torba, dzięki której łóżeczko można doczepić do plecaka lub transportować na ramieniu. Po złożeniu mieści się w walizce. Podstawowy wariant przeznaczony jest dla maluchów do lat trzech, wersja plus pomieści nawet pięciolatka.

sleep

Łóżeczko-namiocik  stanowi idealne rozwiązanie w przypadku bagażowych i kilogramowych ograniczeń lub wycieczki w terenie . Na polskim rynku alternatywą do firmy KidCo jest produkt marki Deryan.