Z perspektywy rodzica- Japonia

Dziś w ramach artykułu z serii „Z perspektywy rodzica” prezentujemy Wam Japonię. Ten azjatycki kraj od zawsze zajmował jedną z czołowych pozycji na naszej liście marzeń. Co prawda jeszcze parę lat temu wyobrażałam sobie, że polecimy tam we dwójkę, a nie jako rodzina. Jednak im więcej czytałam o tej części świata, tym bardziej byłam o tym przekonana, że podróżowanie z dzieckiem po tym państwie nie jest żadną czarną magią. Przyznam szczerze, że to co zastaliśmy na miejscu przerosło nasze oczekiwania. 

CZY WARTO WYBRAĆ KRAJ KWITNĄCEJ WIŚNI JAKO CEL RODZINNEJ WYCIECZKI?

  • Udogodnienia

Udogodnień, które oferuje Japonia dla podróżujących rodzin nie spotkaliśmy dotąd w Europie.  Wszystkie toalety, które mieliśmy okazję „odwiedzić” posiadały przewijaki. Nieważne, czy było to na dworcu, w pociągu, w parku, czy na terenie kompleksu świątynnego. Po pewnym czasie przestaliśmy się zastanawiać nad tym, czy w danym miejscu będzie WC i czy będzie, jak wygodnie zmienić pieluchę. Co ciekawe, przewijaki znaleźć można było także w większości męskich toalet oraz w pomieszczeniach dla niepełnosprawnych. Najwyraźniej Japończycy, tak samo jak Kanadyjczycy wpadli na to, że ojciec też jest w stanie przebrać dziecku pampersa.

Dodatkowym punktem zasługującym na wyróżnienie jest siedzonko toaletowe (Przynajmniej ja to tak nazywam. Nie wiem, czy ma jakąś oficjalną nazwę). Co to takiego? To żaden kosmiczny wynalazek.  To krzesełko, które przymontowano do ściany  kabiny, aby rodzic mógł posadzić w nim dziecko. Pozwala to opiekunowi małej pociechy na bezstresowe załatwienie swoich potrzeb. Nie trzeba się zastanawiać nad tym, gdzie postawić wózek albo   jak utrzymać malucha na rękach tak, żeby móc się w miarę komfortowo skorzystać z toalety. Banalne, a jakie praktyczne, prawda?

toaleta

W każdym kraju, który odwiedzamy napotykamy mniejsze lub większe problemy. W Kraju Kwitnącej Wiśni to właśnie podróżowanie z wózkiem stanowi pewnego rodzaju wyzwanie. Nie wszędzie się z nim zmieścicie, np.: w restauracjach ze względu na wąskie wejście lub brak miejsca w środku. Osoby z wózkami mogą zapomnieć o przejażdżce autobusami w Kioto w godzinach szczytu.  Na szczęście to nie jedyny środek transportu w tym mieście. Istnieje jeszcze metro i pociągi. Inaczej nie dotarlibyśmy do Arashiyama.

W dużych japońskich miastach na peronach głównych stacji dostępne są windy lub ruchome schody. W niektórych kompleksach świątynnych znaleźć można rampy. Zdarzały się jednak dni, kiedy musieliśmy nosić wózek. Wtedy zawsze nie wiadomo skąd pojawiała się przy nas jakaś dobra dusza, która była chętna nam pomóc.

Przed wyjazdem warto zastanowić się nad wyborem odpowiedniego dzieciowozu. O tym, jak wybrać odpowiedni model dowiecie się tutaj.

W większości restauracji wieczorem ciężko znaleźć wolne miejsce. Zadanie to jest utrudnione, gdy jest się w towarzystwie dziecka w dzieciowozie. Trzeba to mieć na uwadze planując porę kolacji.  W niektórych miastach (nie dotyczy to Tokio i Osaki) między 14:00 a 17:00 nie serwuje się jedzenia. W Japonii nie grozi Wam jednak ani głód ani pragnienie.

japonia stoiska.jpg

Liczne sklepy czy stoiska z przekąskami oraz automaty z napojami pozwolą w każdej chwili zaspokoić pierwsze potrzeby Waszych małych towarzyszy.

Automat.jpg

  • Środki transportu

O środkach transportu moglibyśmy napisać wiele. Doceniliśmy punktualność i czystość  pojazdów, częstotliwość połączeń oraz toalety z przewijakami na stacjach i w pociągach. Pamiętajcie jednak, że poruszanie się z wózkiem w godzinach szczytu może nie być łatwe. Kilka razy nie mogliśmy wyjść z autobusu, ponieważ nie zmieściliśmy się z wózkami w przejściu. Wywołaliśmy tym złość u kierowcy. Powód: przyczyniliśmy się do 30 sekundowego opóźnienia względem rozkładu jazdy! Jednak z wyjątkiem paru takich sytuacji, nie mieliśmy większych problemów.

Komunikacja publiczna zarówno między miastami jak i w mieście spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników. Turyści nie tracą czasu na transport z punktu A do punktu B, co pozwala na zwiedzenie wielu zakątków Japonii w dość krótkim czasie.

Zastanawiacie się pewnie, jak wyglądała nasza podróż  pociągiem. O dziwo odległości między fotelami pozwalają na bezproblemowy przejazd wózkiem przez wagon oraz ustawianie go  w rzędzie, w którym siedzimy. Oczywiście to też zależy od szerokości Waszego wózka. Nasz Quinny dawał radę.

Więcej o tym, jak wygląda przejazd pociągiem z dziećmi w Japonii dowiecie się z kolejnego postu.

  • Asortyment dziecięcy

Produktów dla dzieci nie znajdziemy ani w małych sklepach typu 7-eleven ani drogeriach (w nielicznych widzieliśmy pieluchy).

Słoiczki i innego rodzaju przysmaki dla małych podróżników dostępne są w większych supermarketach, np. Seiyu. W Japonii nie brakuje również sieciówek typu Babies r us lub ich japońskich odpowiedników. O niektórych z nich nie można powiedzieć, że są to  zwykłe sklepy. Byliśmy w takich, które wyglądały jak mini parki rozrywki  z automatami do gier, kącikami zabaw i  basenami z kulkami. Wasze dzieci na pewno nie będą się tam nudzić. 

WP_20170531_10_11_10_Rich_LI.jpg

W wymienionych sklepach nadaremnie możecie szukać znanych marek słoiczków. Dostępne są tylko lokalne produkty. Niestety ich jakość nie zachwyca. Nasza szkrab wolał kurczaka lub ośmiornicę z naszego talerza. Oczywiście nie oznacza to wcale, że Wasze pociechy nie pokochają japońskich przetworów. Córka naszych przyjaciół zjadała dzielnie wszystko, co jej podano.

Jako fani praktycznych gadżetów dla dzieci również podczas tego wyjazdu rozglądaliśmy się za jakimś ciekawym produktem. Osobiście spodziewaliśmy się większego wyboru, ale być może trafiliśmy do nie najlepiej wyposażonego sklepu. Naszym highlightem były specjalne pałeczki do nauki posługiwania się nimi.  

Ceny niektórych produktów (np.: mleka modyfikowanego) wypadają zdecydowanie niekorzystnie. Pieluszki w przeliczeniu na sztukę również wychodzą drożej niż w Polsce. Natomiast przystępne ceny zabawek zachęcają do przywiezienia jednej z nich w ramach pamiątki lub prezentu, np. zabawkowy pociąg shinkansen.

  • Atrakcje dla całej rodziny

Japonia ma do zaoferowania wiele atrakcji, które znajdują się na łonie natury. Należą do nich położone w urokliwych parkach lub sąsiadujące z pięknymi ogrodami świątynie czy zamki.

Dla oszałamiających widoków i świeżego powietrza warto wybrać się w japońskie Alpy.

japonia widoku.JPG

Polecamy przeprawę szlakiem Tateyama Kurobe Alpine Route.  Dla starszych dzieci dodatkową atrakcją będzie przejazd różnymi środkami lokomocji, które oferowane są na tej trasie.

DSCN5687.JPG

W Osace warto wybrać się do Kaiyukan. To jedno z największych oceanariów na świecie, gdzie każdy członek rodziny będzie się dobrze bawił. Natomiast w Tokio rozrywką dla Was i Waszych pociech będzie odwiedzenie Kawaii Monster Café. Więcej o tym miejscu przeczytacie tutaj.

Nara oferuje bliskie spotkanie z nachalnymi sarenkami na zielonej łące. Szczerze powiedziawszy nie pochwalamy tej atrakcji.  Szkoda mi tych zwierzątek, za którymi uganiają się turyści, a gdy tylko zwierzaki stają się zbyt natarczywe i role się odwracają, to człowiek przejawia wobec nich niezbyt miłe zachowanie… Dla samych zwierzaków byśmy nie odwiedzili tego miejsca. Kto wie, może akurat Wam się spodoba 😊.

sarenki.JPG

Dopiero sarenki napotkane w lesie wzdłuż ścieżki do kompleksu świątynnego robią wrażenie i pozwalają na spokojne przyjrzenie się tym mieszkańcom Nary. One z odpowiednim dystansem obserwują przechodniów spomiędzy drzew i tylko od czasu do czasu wychodzą odwiedzającym naprzeciw.

DSCN6316.JPG

Do tej miejscowości wybrać się jednak warto głównie ze względu na zachwycającą świątynie Tōdai-ji.

W miastach znajduje się wiele parków oraz placów zabaw. To idealne miejsce, aby odpocząć od zgiełku ulic oraz poobserwować, jak spędzają czas japońskie rodziny.  Chętnie piknikują w cieniu drzew. W sumie spożywają posiłki zawsze, kiedy tylko nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. W końcu jedzenie to również japońska rozrywka. Gdy tylko skosztujecie pierwszych dań, zrozumiecie Japończyków. Zapomnieć nie można również o licznych wesołych miasteczkach.

  • Nastawienie wobec dzieci

Japończycy nie tylko nie przewracają oczami, gdy wchodzisz z dziećmi do restauracji, sklepu czy muzeum, ale wręcz nie mogą powstrzymać zachwytu na ich widok.  Są zawsze uśmiechnięci i próbują stanąć na głowie, aby zadbać o komfort małej pociechy i jej opiekunów. Ta wypowiedź nie dotyczy tylko pracowników danego miejsca, ale także innych gości. To powoduje, że człowiek nie siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na oburzone spojrzenia, gdy dziecko krzyknie, zapłacze lub będzie zachowywało się głośniej niż inni. Zresztą nawet płaczący szkrab jest dla nich kawaii (pol. urocze).                                                                                

W niektórych restauracjach obsługa ma przygotowany zestaw miseczek i sztućców dla najmłodszych gości, które przynosi zawsze bez względu na to, czy zamówiony został dla nich posiłek. Poza tym często podarowuje dzieciom małe upominki. Konduktorzy w pociągach rozdają naklejki najmłodszym pasażerom.  

Kraj Kwitnącej Wiśni to naszym zdaniem idealna destynacja na rodzinne wakacje. Nie trzeba się zastanawiać nad jakością wody czy spożywanych posiłków ani obawiać ewentualnych nachalnych naganiaczy czy oszustów. Nie musząc martwić się o dodatkowe stresogenne faktory podczas wycieczki mamy więcej siły na „walkę” z małymi towarzyszami, które nie każdego dnia dostałaby dyplom za wzorowe zachowanie. Po Japonii podróżuje się łatwo i przyjemnie. Wszelkiego rodzaju udogodnienia ułatwiają zwiedzanie z małymi podróżnikami, a liczne atrakcje nie pozwalają na nudę. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to odpowiedni wózek, aby nie utknąć w jakimś przejściu… 😊.

 

Podoba Ci się ten tekst? Zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

10 ogrodów świata w jednym miejscu. Zapraszamy na wycieczkę po Gärten der Welt.

Ciekawi jesteście kolejnej propozycji na jednodniową wycieczkę? Tym razem chcielibyśmy Was zaprosić do Berlina, a dokładniej do dzielnicy Marzan-Hellersdorf. Znajduje się tutaj kompleks znany jako  Gärten der Welt  – Ogrody Świata. Na jego terenie zwiedzić można 10 ogrodów z najodleglejszych zakątków świata – od angielskiego po orientalny  – oraz skorzystać z wielu innych atrakcji.

Obecnie na terenie parku odbywa się Międzynarodowa Wystawa Ogrodnicza – IGA 2017, która trwać będzie do 15 października 2017. Wiąże się to niestety z podniesieniem cen biletów wstępu. W związku z imprezą wybudowano jednak dodatkowe atrakcje, które urozmaicają pobyt i rekompensują wyższą cenę. Należą do nich m.in.: kolejka linowa, platforma widokowa oraz tor bobslejowy. Poza tym w ramach imprezy IGA architekci krajobrazu z różnych państw stworzyli międzynarodowe gabinety ogrodowe. Kolejne niespodzianki znaleźć można idąc wzdłuż tzw. Aqua Promenady.

gärten der welt 67.jpg

My się tak trochę śmiejemy, że dzięki szczecińskiemu projektowi „Floating Garden 2050” doczekamy się jakiegoś bezpośredniego połączenia z tego parku do Szczecina, aby goście Ogrodów Świata mogli zobaczyć również innowacyjny pływający ogród z Polski. W końcu z Marzahn to już bliżej do polskiej granicy niż do zachodniego Berlina…:-).

Do głównych ogrodów tej atrakcji zalicza się:

  • chiński
  • japoński
  • koreański
  • orientalny
  • włoski
  • balijski
  • angielski
  • labirynt
  • chrześcijański
  • bylinowy

Każdy z nich jest piękny i interesujący. W labiryncie zarówno dzieci jak i dorośli będą się dobrze bawić. Po około 8 minutach poszukiwaczom przygód udaje  się odnaleźć małą wieżę widokową, która znajduje sie w sercu labiryntu.  Pilnujcie tylko swoich pociech, aby nie pomyślały, że naprawdę zabłądziły :-). Jedyny ogród, który znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu to ogród balijski, gdzie podziwiać można tropikalną roślinność.

Do moich ulubionych zakątków należy ogród chiński z dość dużym jeziorem, kamiennym mostem i tradycyjnymi pawilonami.  Jego nazwa „Ogród odzyskanego księżyca” nawiązuje do zjednoczenia niegdyś podzielonego Berlina. Odwiedzający mają tutaj szansę skosztować drobnych smakołyków z Państwa Środka, napić się różnych rodzajów chińskiej herbaty oraz wziąć udział w ceremonii jej parzenia.

ogrody.jpg

Chcecie spojrzeć na park z trochę innej perspektywy? Przejedźcie się kolejką linową. Kursuje między wejściami na teren IGA na trasie „Kienbergpark“ – Gärten der Welt” z jednym stopem po drodze. Zatrzymuje się przy platformie widokowej, z której można podziwiać panoramę wschodniej części Berlina.

gärten der welt 56.jpg

gärten der welt 11.jpg

W Ogrodach Świata znajdziecie również zwierzątka, małą plażę z leżakami i dużo  zielonych terenów, gdzie odwiedzający spragnieni ciszy i spokoju mogą zaszyć się z książką.

0E66C305-F931-4562-8C24-D8801C9A5B22.jpg

Liczne imbisy nie dadzą Wam umrzeć ani z głodu ani z pragnienia. Oczywiście  możecie też przynieść jakieś przekąski ze sobą.

Osoby, które kochają przyrodę i lubią spędzać czas na łonie natury docenią uroki tej berlińskiej atrakcji.

gärten der welt 76.jpg

Rodziny z dziećmi  zagospodarują odpowiednio swój czas  na placach zabaw i w innych przyjaznych dzieciom częściom parku.

gärten der welt 9.jpg

Ogrody Świata Marzahn to idealne miejsce na aktywną wycieczkę, leniwą niedzielę…lub sesję zdjęciową. Jako pasjonaci podróży stwierdziliśmy, że park, w którym możemy w ciągu jednego dnia przenieść się z Japonii do Chin, a następnie do Orientu będzie odpowiednią scenerią dla naszej sesji ślubnej.

sesja.JPG

sesja1.JPG

Na koniec parę wskazówek:

1. Teren parku jest dość rozległy i trzeba się trochę nachodzić, aby dotrzeć do bardziej oddalonych zakątków. Warto więc zabrać wózki,  rowerki czy inne sprzęty dla swoich pociech.

2. Oficjalny parking IGA, z którego bus dowozi odwiedzających do bramy wejściowej kosztuje 7€ za dzien. Możecie spróbować poszukać miejsc do parkowania na osiedlach, które sąsiadują z Ogrodami Świata.

3. Zwiedzanie parku polecamy zacząć od wejścia „Gärten der Welt” przy Blumberger Damm 44.

4. Poproście o mapę przy wejściu.

5. Koniecznie weźcie ze sobą aparat.

 

Więcej informacji znajdziecie na: https://gruen-berlin.de/en/gaerten-der-welt

oraz oficjalnej stronie IGA.

 

Podoba Ci się ten tekst? Zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

 

 

 

Kawaii Monster Café

Jakiś czas temu usłyszałam, że Azję dzieli się na kraje rozwijające się,  nowoczesne oraz Japonię. Kraj kwitnącej wiśni to nie tylko shinkanseny, manga, sushi i świątynie –  Japonia to stan umysłu. Miejsca i rzeczy, które można tam zobaczyć ciężko znaleźć w innych częściach świata.

Do ciekawych atrakcji należą kawiarnie tematyczne. Odnaleźć je już można nawet w Europie, ale te najbardziej specyficzne znajdują sie właśnie po drugiej stronie globu. Słyszeliśmy o kafejkach z kotami, sowami lub dla fanów wampirów. Popularne są również tzw. Maid Café, gdzie jedzenie serwują młode dziewczyny przebrane za pokojówki. W „serwis” wliczone jest klaskanie i wyśpiewywanie różnych piosenek  słodkim głosem, a goście witani są słowami „Witaj w domu, Goshujin-sama (Panie)”. Podczas naszego pobytu w Japonii postanowiliśmy odwiedzić jedną z tych nietypowych atrakcji.

Przed wyjazdem zupełnie przypadkowo znalazłam informację o otwartej w 2015 roku  tokijskiej kawiarni Kawaii Monster Café. Została zaprojektowana przez sławnego designera sztuki Sebastania Masuda´e, którego prace charakteryzują elementy kultury „kawaii”.

DSCN5444

W Kawaii Monster Café unikatowy wystrój wnętrza przyprawia o zawrót głowy, a personel przykuwa wzrok przebraniami. Menu dostępne jest na dotykowym tablecie w kształcie ciasta. Zarówno zimne, jak i ciepłe potrawy podawane są w stylu kawaii. W końcu wszystko musi wyglądać uroczo. Cuteness everywhere!

Kawaii1.jpg

Do lokalu wchodzi się przez paszczę wielkiego potwora. Nagle goście przenoszą się do świata intensywnych kolorów, kul dyskotekowych, błyszczących przedmiotów i klubowej muzyki. Na środku sali umieszczono wielką karuzelę w kształcie tortu, na której dwa razy dziennie odbywa się występ pań przebranych za urocze potwory.

kawaii2.jpg

Pomieszczenie zostało urządzone różnorodnie i dzieli się na następujące obszary:

·    Mel-Tea Room

·    Mushroom Disco

·    Milk Stand

·    Bar Experiment

Idąc do toalety nie zapomnijcie aparatu… :-). Podpowiem tylko, że nawet w tej części kawiarni nie zabrakło artyście pomysłów.

Warunkiem spędzenia czasu w Kawaii Monster Cafe jest zamówienie posiłku. Jedzenie nie należy do najtańszych. Nie spodziewajcie sie również wybitnych przeżyć kulinarnych, celem tego miejsca nie  są doznania smakowe. W weekendy warto zrobić rezerwację, aby uniknąć stania w kolejce. Wózki dziecięce trzeba  zostawić przed paszczą potwora.  

Kawaii3.jpg

Pobyt w kawiarni zaliczamy do bardzo udanych. Na początku byliśmy trochę sceptyczni, ponieważ nie wiedzieliśmy, czego mamy się spodziewać. Przekonaliśmy sie jednak, że warto odwiedzić Kawaii Monster Café. Dodatkowym zaskoczeniem  był zachwyt naszego dziecka i córki przyjaciół, którzy towarzyszyli nam podczas wyjazdu. Z zainteresowaniem zwiedzały wszystkie zakamarki, wdrapywały się tam, gdzie to było tylko możliwe, podziwiały karuzelę i pijącego z butelki jednorożca oraz kołysały się w rytm muzyki.

Kawaii.jpg

Nasza córka oglądała show z takim zafascynowaniem, że nawet nie mogłam do niej podejść. Zostałam po prostu odepchnięta na znak tego, że przeszkadzam…

Kawaii Monster Café to zdecydowanie atrakcja dla wszystkich członków rodziny (z wyjątkiem czwartkowych wieczorów… ;-)). Choć po wyjściu zastanawiać się będziecie, gdzie Wy właśnie byliście… to zupełnie inny świat.

 Więcej szczegółów na:

https://www.facebook.com/kawaiimonstercafe/

http://kawaiimonster.jp/

 

 

 

 

Z jakim wózkiem na wakacje?

Planujecie intensywną rodzinną wycieczkę? Zabieracie ze sobą potomstwo, które nie wyrosło jeszcze z dzieciowozu? Zatem musicie poważnie przeanalizować temat wózka. Tysiące modeli, które są dostępne na rynku wcale nie ułatwią Wam wyboru.

Lecąc do  Kanady mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby zabrać ze sobą naszego wielkiego Stokke Trailz, ponieważ wiedzieliśmy, że na miejscu będziemy się  przemieszczać głównie samochodem. Naszym jedynym zmartwieniem było to, czy wózek na pewno zmieści się do bagażnika.

W przypadku wyjazdu do Japonii sprawa wyglądała inaczej. W związku z tym, że mieliśmy zamiar poruszać się tylko i wyłącznie publicznymi środkami transportu, wielkość wózka miała dla nas istotne znaczenie. Niektórzy mogą w tym miejscu pomyśleć: „Cóż to za problem. Wystarczy zabrać zwykłą spacerówkę typu parasolka”. Otóż wcale nie jest to takie proste, zwłaszcza jeżeli chcemy zapewnić dziecku i sobie komfort podczas jazdy. Nie zapominajmy, że na urlopie mali podróżnicy spędzają sporo czasu w swoich powozach.

Jak udało nam się wybrać idealny model?

Wypracowaliśmy kilka kryteriów, które powinien spełnić nasz nowy dzieciowóz, aby sprawdził się podczas wycieczki. Oprócz wspomnianych już wymiarów należą do nich:

·   waga – Podczas takiego wyjazdu trzeba nie tylko nosić bagaż, ale również wózek. Czy to po schodach, czy w niektórych atrakcjach, czy na nieprzejezdnej drodze. Im mniejsza waga pojazdu, tym mniej się umęczycie.

·   szerokość rozstawu kół – Dlaczego ten punkt jest istotny? W niektórych miejscach można się po prostu nie zmieścić, gdy wózek jest zbyt szeroki. Może się wtedy okazać, że wejście do windy, a nawet do mieszkania stanie się problematyczne i konieczne będzie złożenie pojazdu. W Japonii nawet nasz idealny model nie podołał w niektórych japońskich autobusach i mieliśmy czasem problem przy wysiadaniu. Poza tym w zatłoczonych miejscach łatwiej przejechać wąskim wózkiem. Ma się także większą szansę na znalezienie kawałka miejsca w metrze w godzinach szczytu.

·   nieskomplikowany i intuicyjny sposób składania wózkaWózek musi być prosty w obsłudze. Jeżeli macie problemy ze złożeniem go przy zakupie jeszcze w sklepie (po tym jak już Wam pokazano, jak to zrobić), to znaczy, że z podobnym problemem będziecie się zmagać także na wakacjach. Szkoda tracić czas na nerwy. W sytuacjach, kiedy trzeba szybko wysiąść z pociągu czy taksówki,  nie można sobie pozwolić sobie na walkę z dzieciowozem. Istotne jest także, aby wózek po złożeniu zajmował jak najmniej miejsca. Przydaje się to m.in. w zatłoczonych miejscach. Będąc w Japonii nie raz mieliśmy się okazję przekonać o tym, że dokonaliśmy dobrego wyboru. W tym kraju większość  restauracji, pokoi hotelowych czy mieszkań jest raczej niewielka i składnie naszego trzykołowca było nie do uniknięcia. W 2006 podczas naszej podróży po Chinach mieliśmy problem, aby wejść z plecakami w godzinach szczytu do pekińskiego metra. Pomyślcie sobie, jakie szanse mają w takim momencie osoby z wózkiem?

·   odchylane siedzisko do odpoczynkuDziecko powinno mieć możliwość nie tylko komfortowo siedzieć, ale również przyjąć wygodną pozycję podczas drzemki. Zapewni mu to tylko taki wózek, w którym można odchylić siedzisko do odpoczynku. Moje serce pęka, gdy widzę, jak niektórym dzieciaczkom w spacerówkach bez tej funkcji zwisa głowa.

·   materiał siedziskaUwagę warto zwrócić również na materiał, z którego wykonane jest siedzisko. Wiemy, że większość wykonana jest ze sztucznych tkanin, ale wśród nich można wyróżnić takie, przez które dziecko będzie się pocić dwa razy bardziej. Oczywiście można kupić wózek, którego tapicerka wykonana jest z przewiewnej tkaniny, jak np.: Quinny Yezz Air. Jednak sprawdzać się on będzie najlepiej tylko w tropikach, ponieważ przewiewna struktura tkaniny nie  idzie w parze z niższymi temperaturami.

·   jakośćWózek musi być dobrze wykonany, aby przetrwał każdą przygodę.  Pamiętajmy, że pojazd małych szkrabów jest podczas urlopu o wiele bardziej eksploatowany niż podczas codziennego użytku. Jeżeli chcemy, aby dłużej nam posłużył, powinniśmy się przyjrzeć jakości wykonania danego modelu.

·   cenaJeżeli ciężko podjąć nam decyzję, bo znaleźliśmy parę podobnych produktów, to nasze wątpliwości może rozwiać cena. Jak ze wszystkim, trzeba zachować zdrowy umiar. Jeżeli nie jest to jedyny lub główny wózek dla dziecka, to nie dajmy się zwariować…cena nie zawsze świadczy o jakości.

Wśród oferowanych na rynku wózków znaleźliśmy trzy, które wzbudziły nasze zainteresowanie: Quinny Zapp Xtra2, Quinny Yezz oraz Babyzen Yoyo.

Quinny Yezz należy do kategorii bardzo lekkich wózków, które można nosić na ramieniu jak torbę. Jednak patrząc na jego wykonanie naszym zdaniem raczej nie przetrwa intensywnej wycieczki. Chyba, że zamierzacie spędzać czas głównie przy basenie. Niestety brak w nim regulacji siedziska, więc dziecko siedzi, śpi i odpoczywa cały czas w tej samej pozycji. To zdyskwalifikowało ten model.

Babyzen Yoyo ma idealną wagę, jest zwrotny, a dziecko może się w nim wygodnie zdrzemnąć. Nie przekonało nas jednak siedzisko, ponieważ starszy maluch nie będzie miał gdzie położyć nóg. Zwisają w powietrzu…  Poza tym i przede wszystkim – cena. Spora jak za zwykłą spacerówkę, która nie posiada żadnych magicznych funkcji.  

Jak się już domyślacie ostatecznie zdecydowaliśmy się na Quinny Zapp Xtra2. Przyznajemy, że mógłby być ciut lżejszy. Poza tym aspektem spełnił większość naszych oczekiwań. Dlatego szybko wybaczyliśmy mu te dodatkowe kilogramy. Dobrze się go prowadzi –  jest zwrotny i stabilny. Chyba, że zawiesicie na nim  7 kg torbę…wtedy się przewraca…  :-). Siedzisko jest regulowane, nie tylko pod kątem nachylenia, ale również i kierunku jazdy. Tapicerkę można wyprać w pralce, więc żadna plama nie została z nami na dłużej. Łatwo i szybko się go składa, a koszyk zaskakuje pojemnością.  Dodatkowo składa się tak jak spacerówka typu parasolka. Transportować można go w specjalnej torbie, którą można zawiesić na ramieniu. Cena Quinny nie przeraża i nie sieje spustoszenia w portfelu. Wózek wrócił z naszej wycieczki po Japonii w jednym kawałku i czeka na kolejne wyjazdy w najbliższych tygodniach.

wozek japonia.jpg

Uważamy, że Quinny Xtra Zapp2 jest idealnym wózkiem na wycieczkę po Azji i nie tylko. Wiedzą też o tym Japończycy. Często mijali nas na ulicy prowadząc ten trzykołowiec. Modele sprzedawane w kraju kwitnącej wiśni są jednak zdecydowanie bardziej „kawaii” (urocze) niż u nas w Europie.   

Mamy nadzieję, że ten tekst pomoże Wam przy wyborze idealnego wózka na Wasz wyjazd.

 

Jak przygotować sie do podróży po Japonii?

Pytacie, ile czasu potrzebowaliśmy na przygotowanie naszej podróży po Japonii. Co załatwialiśmy wcześniej, a co dopiero na miejscu.

Planowanie naszej wycieczki podzielić można na 5 etapów:

  1. Zakup biletu lotniczego

Zdecydowanie najdłużej zajmuje znalezienie odpowiedniej promocji biletów lotniczych. Proces można oczywiście skrócić ignorując ceny i wybierając pierwsze lepsze połączenie do interesującej nas destynacji. Ten sposób pozbawia jednak radości, jaką daje samo szukanie.  Poza tym jeszcze nie wygraliśmy w lotto, dlatego staramy się być łaskawi  dla naszych portfeli. Doświadczenie nauczyło nas tego, że kupując bilety z dużym wyprzedzeniem mamy szansę na atrakcyjną cenę. Z reguły na 5-6 miesięcy przed planowaną wyprawą stajemy się szczęśliwymi posiadaczami potwierdzenia rezerwacji na wybrane połączenie lotnicze.  Wtedy wiemy już, że nie ma odwrotu i na pewno lecimy. Życie nauczyło nas, że im dłużej człowiek zwleka z zakupem, tym zwiększa się ryzyko, że z wyjazdu nic nie wyjdzie. Szczególnie jeżeli chcemy wyjechać w konkretnym miesiącu. Im dłużej czekamy, tym więcej dodatkowych terminów pojawia się w kalendarzu, które potem kolidują z wycieczką. Poza tym bez konkretnych dat wylotu ciężko planować kolejne kroki. Dla nas także sam okres oczekiwania na wyjazd jest ekscytujący. Dostarcza dodatkowej radości. Obowiązki w pracy też jakoś szybciej udaję się wypełnić, gdy przed oczami pojawia się perspektywa urlopu.

Bilet do Japonii zakupiliśmy na ponad 6 miesięcy przed datą odlotu. Dlaczego aż tak wcześnie? Musieliśmy się upewnić, że nasz przyjaciel, który deklarował gotowość wyjazdu, na pewno będzie mógł polecieć.

  1. Ustalenie trasy

Następnie – jednak dużo później niż zakup biletu – przychodzi czas na ustalenie trasy lub listę miast, które chcielibyśmy odwiedzić. Podróż z dzieckiem nie pozwala na taką spontaniczność, jak jeszcze parę lat temu. Wynika to z tego, że nie nocujemy już w hostelach, gdzie zawsze można trafić chociaż jedno wolne łóżko do spania (przynajmniej takie jest nasze doświadczenie). Wiemy, że rodzice z dziećmi nie mają tam czego szukać. Przecież żaden młody podróżnik, który oszczędza na wszystkim podczas swojego wyjazdu nie marzy o tym, aby słuchać za ścianą płaczu małej istoty… Jeżeli zależy nam na noclegu w rozsądnej cenie, to warto zająć się tym tematem wcześniej, a przede wszystkim najpierw wiedzieć, w jakim mieście będziemy nocować.

Zazwyczaj trasę planujemy na pierwsze dwa tygodnie. Resztę już w trakcie wyjazdu w zależności od samopoczucia naszej córki. Oczywiście wcześniej przygotowujemy parę pomysłów na pozostałe dni.

Japonia Sara

Do Japonii polecieliśmy na 2,5 tygodnia. Kraj kwitnącej wiśni ma wiele do zaoferowania, dlatego musieliśmy się dobrze zastanowić nad tym, co chcielibyśmy zobaczyć i gdzie chcielibyśmy spędzić najwięcej czasu. Wiązało się to z czytaniem przewodnika, a także różnych blogów i artykułów. Ostatnie dni planowaliśmy już na miejscu dopasowując intensywność wycieczki do naszego nastroju.

  1. Rezerwacja noclegów

Kolejnym krokiem jest rezerwacja noclegów. Tym tematem zajęliśmy sie na jakieś 3 miesiące przed wylotem. Mieliśmy jasno postawiony cel: gdy tylko będzie to możliwe NIE nocujemy w hotelach. W tę podróż wybrali się z nami nasi przyjaciele z 15-miesięczną córeczką. W grę wchodziły zatem tylko prywatne mieszkania, które dałyby młodym przestrzeń do zabawy, a nam miejsce do miłego spędzania wieczorów. Taka forma noclegu pozwala także na zakosztowanie życia prawdziwego Japończyka. Korzystasz z typowej japońskiej łazienki, śpisz na futonie w pokoju wyłożonym tatami. (O japońskim mieszkaniu przeczytacie w innym wpisie). Chodzisz do sklepu, aby kupić sushi, pierożki i piwo. Podziwiasz ciuchy sąsiadów rozwieszone na balkonie. Pozdrawiasz mieszkańców bloku słowami „Ohayou” lub „Konnichiwa. O i segregujesz śmieci! Jeżeli ogarnąłeś ten temat, to znaczy, że jesteś jak lokalni. Do dzisiaj zastanawiamy się, czy pojęliśmy ten nie do końca dla nas logiczny system.

japonia chata.jpg

Im wcześniej szuka się noclegów, tym lepsze i atrakcyjniejsze cenowo mieszkania można znaleźć. Prywatnych kwater szukaliśmy jak zwykle na portalu Airbnb.pl .

Podczas całego wyjazdu w pokoju hotelowym nocowaliśmy tylko raz i to nam wystarczyło. Malutki pokój, zwykła łazienka… co w tym egzotycznego?

Uważajcie tylko szukając hoteli… W Japonii (zresztą nie tylko tam) popularne są tzw. „love hotels”. Pojawiają się one często w internetowych wyszukiwarkach noclegów kusząc swoimi cenami i dość specyficznym wystrojem. Jak się możecie domyślać, idzie się tam zazwyczaj tylko w jednym celu. Oczywiście można tam też przenocować ;D.. Jednak z dziećmi nie liczcie na wejście… 🙂

  1. Zakup biletu na pociąg

Ostatnim etapem, który wiązał się z wydaniem większej sumy pieniędzy był zakup biletu na przejazdy (głównie) pociągami (Japanese Railway Pass). Zamówiliśmy go na miesiąc przed wyjazdem.

JPR.jpg

Kosztuje sporo, ale jeżeli mamy zamiar dużo jeździć, to inwestycja ta szybko się zwraca.  JR Pass można kupić poza terytorium Japonii  i do marca 2018  także w wybranych japońskich miastach. Pamiętajmy, aby bilety zamówić najwcześniej na 3 miesiące przed wylotem.

  1. Dogrywanie szczegółów

Na parę dni przed wyjazdem sprawdzaliśmy możliwości niedrogiego dojazdu z lotniska do centrum Tokio. Zamówiliśmy również tańszy bilet na przeprawę przez japońskie Alpy i ściągaliśmy przydatne aplikacje, np.: HyperDia.

Dowiedzieliśmy się również, że nie ma mapy Japonii w trybie offline na nasze telefony. Jak dobrze, że jechaliśmy z kimś, kto posiadał komórkę innej firmy. Zorientowaliśmy się też, że nasz bilet na pociąg kończy się dzień wcześniej niż zakładaliśmy…

Pod koniec przygotowań zawsze zdarzają się jakieś małe wpadki, to zapowiada początek dobrej przygody, prawda? 🙂

 

Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

 

Dzień dziecka nie tylko w Dzień Dziecka

Przygotowaliśmy dla Was kolejną propozycję na jednodniową wycieczkę. To ciekawe miejsce na pewno ucieszy Wasze dzieci nie rujnując przy tym Waszego portfela.

Słyszeliście już o parku rozrywki Germendorf? Znajduje się około 120 km od zachodniej granicy Polski i ok. 41 km na północ od Berlina. Położony jest w bardzo malowniczej okolicy, tuż nad samym jeziorem. Na zewnątrz wygląda dość niepozornie. Od strony drogi widoczny jest jedynie parking gotowy na przyjazd dużej liczby odwiedzających. Dopiero po przejściu bramy wejściowej widać ogrom tego terenu oraz jego atrakcyjne położenie. Oprócz krajobrazów, które cieszą oko,  wielką niespodzianką będą także ceny, na widok których portfele odetchną z ulgą.

(Parking za cały dzień 0,50 €, wstęp dla dorosłych 4,50 €, dla dzieci między 2-6 rokiem życia 1,50 €, a dla starszych pociech 2,00 €. Karuzele, ciuchcie itp. 0, 50€ – 1 €.)

Park oferuje wachlarz atrakcji, z których mogą skorzystać osoby w różnym wieku. Znajdziecie tutaj małe zoo, place zabaw i wesołe miasteczko.

Tierpark1

W przypadku złej pogody możecie się schować się w bawialni z kulkami. To jedyna atrakcja, którą umieszczono w budynku. Cała reszta znajduje się na świeżym powietrzu.  Trochę starsze dzieci mogą się wybrać z rodzicami na ryby lub skorzystać z dostępnych rozrywek wodnych. Jeżeli chodzi o gatunki zwierząt, które można podziwiać na miejscu, to biorąc pod uwagę cenę wstępu ich różnorodność jest dość zaskakująca. Znaleźć tu można flamingi,  zebry, strusie,  szopy pracze małpki i jeszcze więcej. Wszystko co ucieszy małego szkraba. Na samym terenie spotkać też można wolno biegające sarny czy karmić kózki.

Tierpark.JPG

Warto się również wybrać się do tej części parku, która stylizowana jest na czasy prehistoryczne. Oprócz placów zabaw przygotowano tutaj także element edukacyjny. W różnych miejscach umieszczono tabliczki z informacjami na temat stworzeń, które żyły w tym okresie.

Kolejną zaletą jest infrastruktura parku. Niczego tutaj nie brakuje. Przewijaki dla dzieci są w każdej (damskiej) toalecie. Małe punkty gastronomiczne zachęcają posiłkami w przystępnych cenach oraz wygodnymi stolikami. Spragnieni pamiątek mogą się zaopatrzyć w dobrze wyposażonym sklepiku i nabyć jakiś „kurzołap” upamiętniający spędzone tu chwile. Przygotowane zostały również miejsca na pikniki.

W Tierpark Germendorf Wasze duże i małe pociechy spędzą miło i aktywnie czas, a Wy nie zrujnujecie domowych finansów. Więcej informacji znajdziecie na: http://www.freizeitpark-germendorf.de/index.php/tipps-angebote.html.

Czyż nie brzmi to kusząco? Być może to właśnie tu spędzicie nadchodzący Dzień Dziecka lub jeden z letnich dni.

 

Jak przeżyć lot z małym dzieckiem i nie odlecieć?

Rodzice, którzy mają przed sobą pierwszy lot z małym dzieckiem często nie wiedzą czego się spodziewać. Zastanawiają się, czy i jak uda im się przetrwać  tę podróż.  Potwierdzają to także zapytania, które od Was dostajemy.

Pytacie głównie o to, czy istnieje jakiś złoty środek, który pomógłby ujarzmić brzdąca podczas (szczególnie długiego) lotu.

Być może zawiodę teraz niektórych rodziców, a jeszcze bardziej bezdzietnych współpasażerów, ale nie, nie ma żadnego uniwersalnego sposobu, ani magicznego zaklęcia, które gwarantowałoby spokojne spędzenie x godzin w samolocie, gdy na pokładzie  jest dziecko.

Każdy maluch jest inny i inaczej reaguje w takich sytuacjach. Nasza córka co prawda nie zapłakała ani razu podczas lotu do Kanady, nadrobiła jednak „straty”  podczas wycieczki do Sofii. Zatem czy dziecko będzie płakać NIE zależy od długości lotu. Wiadomo, wielogodzinna podróż zwiększa prawdopodobieństwo płaczu czy zniecierpliwienia ze strony potomstwa… Spójrzmy jednak prawdzie w oczy. Kto z nas sam nie miał czasem ochoty zawyć do księżyca, gdy lot dłużył się niemiłosiernie?

Na szczęście istnieje kilka metod, które na pewno ułatwią Wam przetrwanie podróży samolotem z własnymi dzieciakami. Przedstawiam Wam 8 sprawdzonych sposobów na „Jak przeżyć lot  z bobasem i nie odlecieć.”

1. Nie wychodź z domu bez nosidełka.

Moim zdaniem nosidło zalicza się do tzw. „must have” podczas podróży samolotem. Nadaje się nie tylko do usypiania dziecka podczas przechadzki po pokładzie maszyny, ale także do ujarzmiania go, gdy  zaczyna wydziwiać. Poza tym dzięki niemu poruszanie się po lotnisku staje się prostsze.

DSCN4080.JPG

2. „Polejcie mu.”

Niezależnie od tego czy karmisz piersią, podajesz dziecku mleko (zwykłe lub modyfikowane), czy wodę podczas startu warto mieć pod ręką butelkę lub cycka 😊. Gdy samolot się rozpędza, należy położyć dziecko na kolanach i wyciągnąć przygotowany „sprzęt”. Po pierwsze ułatwi to mu uporanie się ze zmieniającym się ciśnieniem. Po drugie maluch będzie miał zajęcie na czas, gdy zostanie unieruchomiony pasami. The last, but not least jest szansa, że zaśnie i prześpi część lotu.

dscn0031

3. Spanie dopiero w samolocie

W zależności od długości trwania podróży proponuję, przemęczyć dziecko i „pozwolić” mu zasnąć dopiero w samolocie. Maluch będzie tak zmęczony, że uśnie przy butelce lub najpóźniej przy kołysaniu w nosidle. Jeżeli naładuje baterie przed startem (czytaj: wyśpi się), to przy długim locie to Wam może zabraknąć sił, aby ujarzmić taką kulkę energii.

4. Przekupstwo

Podróż to idealny czas na prezent. Przed wyjazdem wybierzcie się na zakupy i wybierzcie dziecku odpowiednią wielofunkcyjną zabawkę. Mały towarzysz będzie się nią bawił dłużej niż znanymi mu już dotąd gadżetami z dziecięcego pokoju, a Wy będziecie mieli chwilę wytchnienia w trakcie lotu (może obejrzycie nawet 15 minut filmu ;D).

PS. Ze względu na pozostałych pasażerów jednym z kryteriów wyboru zabawki powinna być regulowana głośność.

5. Miejsce przy oknie

Kolejną formą urozmaicenia dziecku czasu w samolocie jest oglądanie widoków za oknem: czy to przy starcie, lądowaniu, czy nawet w trakcie samego lotu (nawet jeżeli przez większość trasy widać tylko chmury). Gdy podziwianie krajobrazów znudzi się naszemu małemu podróżnikowi, można zagrać z nim w grę „zamknij okienko”. Pokazujemy mu wtedy, że okiennicą można poruszać. Pod żadnym pozorem nie róbcie tego, gdy w samolocie akurat symulowana jest noc, a za oknem właśnie budzi się dzień. Inaczej Wasze dziecko zafunduje pobudkę promieniami wschodzącego słońca osobom, które siedzą obok Was.   Nie zapominajcie, że przedstawione metody mają Wam pomóc w zorganizowaniu dziecku czasu, a nie w zdenerwowaniu innych pasażerów.

6. Wycieczkę zacznij od zwiedzania samolotu.

Zwłaszcza w trakcie dłuższego lotu dziecko będzie chciało się ruszać i nie wysiedzi  ani na swoim miejscu, ani na Waszych kolanach. Ma do tego prawo. W tej sytuacji warto wybrać się z nim na spacer po pokładzie. Można też stanąć w tylnej części samolotu i poobserwować pracę załogi.

WP_20161125_19_17_01_Pro[1404] (3)1.jpg

7. Uspokojacze.

Jak w przypadku każdej wycieczki przygotuj ulubione snacki tzw. „uspokojacze”. Przydadzą się wtedy, gdy wszystko inne zawiedzie.

8. Keep calm and be patient.

Na którymś etapie podróży Wasze potomstwo może zacząć marudzić. To normalne, zdarza się nawet dorosłym pasażerom. Nie rozglądajcie się wtedy nerwowo dookoła szukając krytycznych spojrzeń. Nie dajcie się zestresować, a przede wszystkim zachowajcie spokój. Udawajcie, że to nie Wasze dziecko … ;-D.  A tak poważnie… Wiadomo, że niektórzy będą przewracać oczami i ostentacyjnie zaczną wyciągać stopery. Nie powinno być to dla Was istotne w tym momencie. Nie robicie nic nielegalnego zabierając swoje dziecko w podróż, oni też to kiedyś będą mieli to przed sobą. Nie zapomnijcie również o dużym zapasie cierpliwości, tego nie da się nigdzie kupić ;-).

Jeżeli twierdzicie, że „moje dziecko na pewno nie będzie płakało podczas lotu”, to cóż…mogę tylko rzecz, że oszukiwanie się, również stanowi jakaś metodę ;).

Podoba Ci się ten tekst? Zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

 

Gdy zwykły śliniak to za mało…

Ostatnie miesiące nauczyły nas tego, że wraz ze wzrostem dziecka, zwiększa się również powierzchnia, którą jest ono w stanie zabrudzić w trakcie spożywania posiłku. Gdy małe szkraby zaczynają na poważnie przygodę z samodzielnym jedzeniem,  wtedy śliniak nie do końca spełnia swoją rolę. Dzieci interesuje wtedy nie tylko smak, ale również konsystencja serwowanych im dań. Poza tym co czwarta łyżka nie trafia tam gdzie powinna.  Nagle sterta prania rośnie, a podłoga staje się najczęściej czyszczoną powierzchnią w całym mieszkaniu. Oczywiście żadne plamy nam niestraszne, gdy dziecko wcina obiad w domu.  Wszystko zmienia się, gdy jesteśmy w podróży. Wiadomo, nikt nie chce, aby jego pociecha chodziła w zaplamionych ubrankach,  niestety liczba ciuchów, które można spakować do bagażu jest ograniczona. Na szczęście mądrzy ludzie wpadli na pomysł, który rozwiązuje ten problem. Śliniak z rękawkami! 

WP_20170424_15_43_42_Pro.jpg

Pozwala  zachować „czystość i suchość” dziecka od szyi do kolan. Produkt marki Close Parent wykonany jest z poliestru z membraną TPU laminat. Materiał nie nasiąka, dzięki czemu resztki jedzenia czy ślady zabaw np.: farbkami można bez problemu zmyć wodą. Co ważne, śliniak nie wymaga prania po każdym użyciu. Na rynku dostępne są różne rozmiary i kolory.

Ten ułatwiający życie gadżet jest z nami dopiero od trzech tygodni i bardzo żałuję, że nie towarzyszył nam już podczas wcześniejszych wyjazdów. Jednak jak to mówią „lepiej później niż wcale”. Mam przeczucie, że przez najbliższe 1,5 roku będziemy często po niego sięgać. Dziękujemy Cioci Ali za dobry tip ;-).

O tym jakie inne gadżety warto zabrać w podróż z bobasem przeczytacie na:

https://bodychtravellers.com/2016/12/09/wakacje-z-bobasem-10-rzeczy-ktore-warto-zabrac-ze-soba/

Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

3 sposoby na niezapomniany Wietnam

Jakiś czas temu wspominaliśmy z Mężem podróż do Wietnamu. Przede wszystkim próbowaliśmy sobie przypomnieć co nas skłoniło do tego, żeby polecieć w ten rejon Azji. O dziwo nie znaleźliśmy odpowiedzi na to pytanie. Tak naprawdę nie wiem nawet, jakie mieliśmy oczekiwania w stosunku do tego kraju. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że ani kuchnia, ani ludzie, ani kultura Wietnamu  nie są wystarczającym powodem, aby udać się w to miejsce.

Ze wszystkich rejonów świata, które do tej pory widzieliśmy akurat ten zakątek Ziemi spodobał się nam najmniej. Podczas  naszej pierwszej wizyty w Indiach na początku również mieliśmy dość mieszane uczucia, jednak ostatecznie pokochaliśmy to państwo. Niestety w przypadku Wietnamu ten moment nie nastąpił. Kraj nie przekonał nas do siebie na tyle, żebyśmy za nim zatęsknili. Oczywiście to tylko nasza subiektywna opinia. Wiele osób twierdzi, że to wspaniałe miejsce. Wiadomo „de gustibus non est disputandum”, ale jednak trochę nam ulżyło, gdy spotkaliśmy na swojej drodze ludzi, którzy mieli podobne odczucia. Już się martwiliśmy, że jest coś z nami nie tak…

Bylibyśmy jednak niesprawiedliwi, gdybyśmy powiedzieli, że Wietnam nie oferuje ciekawych atrakcji. Jego piękna natura to zdecydowanie wystarczający powód, aby odwiedzić kraj sajgonek.

Poniżej przedstawiamy 3 miejsca, które koniecznie powinniście wpisać na swoją listę marzeń:

  • Trekking do jaskini Hang En

Należycie do aktywnych osób, lubicie się trochę spocić, nocować w namiocie i nie boicie się ciemności?  Trekking do Hang En  – trzeciej co do wielkości największej jaskini na świecie będzie zatem strzałem w dziesiątkę.

WP_20140706_0101.jpg

Przyznam, że na początku nie wiedzieliśmy czego spodziewać się po tej wycieczce. Jednak z każdym krokiem, który zbliżał nas do jaskini, nasz zachwyt był większy.

wietnam5

Nigdy nie zapomnimy wrażenia, jakie wywarło na nas Hang En zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz.

wietnam9

wietnam15

Możliwość noclegu w jaskini z dala od cywilizacji uczyniła naszą podróż niezapomnianą. Gorąco polecamy ten trekking, który okazał się highlight´em naszej podróży. Dla zachęty mogę dodać, że pierwszy dzień wyprawy kończy się kąpielą w znajdującej się wewnątrz jaskini lagunie. Po niej serwowana jest kolacja na plaży, która w pewnym momencie przeradza się w imprezę zakrapianą wietnamskim alkoholem.

dscf40281

Podczas spożywania tego wysokoprocentowego trunku zastanawialiśmy się, czy po przebudzeniu będziemy jeszcze widzieć… okazało się, że ani wzrok ani wyskokowy napój nas nie zawiódł i drugiego dnia też jeszcze niejedno zobaczyliśmy.

wietnam6

Dla mnie, jako osoby cierpiącej na klaustrofobie trekking był nie tylko przygodą, ale również walką ze swoimi słabościami. W nocy dostałam nagłego ataku paniki, przez który chciałam się  wspinać po głazach, aby tylko jak najszybciej móc się wydostać z jaskini. Dzięki postawie Męża i ulubionej muzyce, której słuchałam z telefonu w miarę szybko doszłam do siebie. Jeżeli macie podobne przypadłości lub np.: alergie nie zapomnijcie spakować do plecaka odpowiednich leków lub „uspokajaczy”. Jak już jesteśmy w temacie rzeczy, które warto zabrać ze sobą, to polecam spakowanie czołówki oraz jakiegoś okrycia głowy, aby ptaszki mieszkające w jaskini Wam nie narobiły na głowę…

wietnam12

Trekking zorganizowaliśmy przy współpracy z Oxalis Adventure Tours. To jedyny operator, który ma prawo organizować wycieczki do wnętrza Hang En. W tym samym czasie w jaskini i na szlaku przebywać może tylko jedna grupa. Dzięki temu nie trzeba obawiać się tłoku i hałasu, które są typowe dla miejsc z dużą ilością turystów. Plusem jest też to, że nikt nam nie przysłoni pięknych widoków.  

Szczegóły dotyczące trasy, wyprawy, dat i cen oraz alternatywnych wycieczek (np.: do największej jaskini na świecie) znajdziecie na stronie Oxalis: http://oxalis.com.vn/tour/hang-en-adventure-cave-camp/

  • Wyspa Cat Ba i rejs po zatoce Halong

Większość z nas na pewno chociaż raz w życiu zetknęła się z nazwą  Halong Bay. Ci, którzy mieli okazję ją zobaczyć potwierdzą, że jest przepiękna.

dscf41021

Przed wyprawą w to miejsce warto mieć na uwadze, że na jakość samej wycieczki dość istotny wpływ ma wybór miejsca rozpoczęcia rejsu. Start z wyspy Cat Ba spowoduje, że podróż będzie piękniejsza i bardziej interesująca. Decydując się na mniejszą łódź ma się możliwość dotarcia w bardziej odległe zakątki zatoki. Wiele osób startuje z miasta Halong i zwiedza to cudne miejsce w otoczeniu licznych statków i cruseir´ów. Szczerze to odradzam. Chyba, że czasowo nie możecie pozwolić sobie na dłuższy pobyt.  

Zatokę Halong można podziwiać nie tylko z pokładu statku, ale również pływając kajakiem po jej licznych lagunach z różnokolorowymi meduzami.

dscf42681Dodatkowe atrakcje stanowią spacer po Parku Narodowym Cat Ba, zwiedzanie  farmy pereł oraz pływanie w ciepłej i przejrzystej wodzie.

wietnam16.JPG

  • Plaże i miasteczko Hoi An

Biały piasek, błękitna woda, lokalne piwo i owoce morza w bardzo przystępnych cenach. Taka jest właśnie plaża w Hoi An. Z dala od przygotowanych pod zagranicznych turystów resortów w Da Nang czy Nha Trang z lokalnych touch´em w postaci drewnianego toitoi´a i trzech leżaków na krzyż.

Wietnam1

Przed południem plaża będzie należała tylko do Was. Spokój i piękne widoki gwarantowane. Mieszkańcy miasta gromadzą się na niej dopiero popołudniu, kiedy temperatura spada.

Wietnam2.JPG

Po mieście można się poruszać skuterami lub rowerami. Ten pierwszy środek transportu całkowicie odradzamy osobom, które nigdy nim nie jeździły. Oczywiście jest to super zabawa, ale dość  tragiczna w skutkach nawet przy niegroźnie wyglądającym wypadku. Zachowajcie rozwagę, mierzcie siły na zamiary i skorzystajcie z tego środka transportu, tylko jeżeli od lat jeździcie na motorze i niestraszne wam są tłumy na drogach. Inaczej przywieziecie ze sobą pamiątkę z wakacji o jakiej Wam się nawet nie śniło…

Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, like´a albo udostępnij!

Niezapomniany spacer wśród koron drzew – Beelitz

Przed nami coraz więcej ciepłych dni. Szkoda byłoby je zmarnować siedząc w czterech ścianach, dlatego zachęcamy do zaplanowania kilku aktywności poza domem. Uważamy, że nie trzeba jechać na drugi koniec świata, aby móc zobaczyć unikatowe zakątki Ziemi. Warto rozejrzeć się w swoim regionie za ciekawymi miejscami i udać się w przygodę w nieznane. Dziś prezentujemy Wam pierwszy wpis z nowej serii „Pomysł na jednodniową wycieczkę”.

120km od zachodniej granicy Polski i 50 km od Berlina  znajduje się  nieczynne uzdrowisko w Beelitz. Dziś pozostało po nim tylko wspomnienie w postaci opuszczonych budynków wyglądem przypominających  zamki. Ich mury były świadkami wielu wydarzeń, które miały miejsce nawet 100 lat temu. W 1944 roku doszło tutaj do wielkiego pożaru. Od tego czasu budowle zostały pozostawione same sobie, a miejsce ludzi zajęły drzewa i inne formacje roślinne tworząc w ten sposób nieco dziki krajobraz. Na dachach byłego sanatorium wyrósł najprawdziwszy las.

Beelitz1.jpg

Beelitz3.jpg

W tym miejscu historia, przyroda i architektura idealnie ze sobą współgrają. Budynki porośnięte dziś drzewami i pozbawione odgłosów mieszkających  w nich ludzi budzą ciekawość, ale i lekki niepokój. Udowadniają, że natura zawsze będzie starała się odzyskać  tereny, które zostały jej wydarte.  

Beelitz5.jpg

Aby ułatwić zwiedzającym podziwianie tej atrakcji wybudowano specjalną kładkę, która ciągnie się wśród koron drzew.

Beelitz2.JPG

Idąc nią można się przyglądać bujnej roślinności i opustoszałemu sanatorium.

Beelitz.jpg

Ze względu na ryzyko zawalenia wchodzić można jedynie do wybranych obiektów i tylko z przewodnikiem.

Beelitz4.jpg

Atrakcja  przystosowana jest zarówno dla rodziców z wózkami dziecięcymi, dla osób starszych, jak i osób niepełnosprawnych. Poszkodowani są jedynie właściciele psów, gdyż czworonogi nie mają tam wstępu. Na kładkę i 36-metrową platformę widokową dostać się można schodami lub za pomocą windy. Na terenie uzdrowiska znajduje się także restauracja z przebieralnią dla dzieci oraz plac zabaw. Istnieje również możliwość zorganizowania pikniku.

Kładka otwarta jest codziennie od kwietnia do października, w godzinach od 10:00 do 19:00, a zimą tylko w wybrane dni. Więcej informacji (dojazd, ceny, imprezy) znaleźć można na:  http://www.baumundzeit.de/informationen/polski.html.

Sanatorium w Beelitz to idealne destynacja na jednodniową rodzinną wycieczkę. Osoby w każdym wieku znajdą tutaj kąt dla siebie.

Muszę przyznać, że właściwości lecznicze klimatu uzdrowiska nadal działają, bo dzięki wczorajszej wyprawie pozbyliśmy się męczącego nas kataru ;-). To chyba dodatkowy atut tej atrakcji, prawda? 😉