Jak się spakować, aby nie zwariować?

Podróżowanie to moja pasja. Niestety wiąże się z nią czynność, za którą nie przepadam – PAKOWANIE. Uwierzycie, że po 10 latach zbierania doświadczeń w podróżach małych i dużych wciąż nie wypracowałam sposobu na szybkie i efektowne spakowanie bagażu?!  Niezależnie od tego czy jadę z walizką na krótką wycieczkę czy z plecakiem na miesięczną wyprawę.  Po prostu nie lubię się wykonywać tej czynności. Też tak macie czy jestem jakimś  odosobnionym przypadkiem?

Najlepszym rozwiązaniem dla osób z tego rodzaju problemem byłby plecak „ready for action”. Znajdowałyby się w nim wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Stałby w szafie i czekałby na odpowiednią okazję. Znajomy zgarnął milion w totolotka i zaprasza na wspólne popijanie drinków z palemką na drugim końcu świata, wygrałeś/-aś wycieczkę lub po prostu wybierasz się na długo planowany urlop? Nie ma problemu – bagaż już spakowany. Trzeba go tylko uzupełnić o czystą bieliznę. Oczywiście cały urok tego wynalazku polegałby na tym, że wystarczyłoby go zakupić, a nie samemu przygotować.

Póki jest to jednak produkt niedostępny, trzeba radzić sobie inaczej. Niestety do tej pory nie znalazłam złotego środka, który sprawiłby, że byłabym w stanie spakować się szybko i bezboleśnie.  Wypróbowałam wiele polecanych metod, ale żadna z nich nie spowodowała, że akcja pt.: „Spakuj torbę swą ” nie wyssała ze mnie energii.

Najpopularniejsze sposoby:

1. „Przygotuj listę z potrzebnymi rzeczami” 

Jaką listę? To głównie od rodzaju wyjazdu zależy, co ze sobą zabiorę. Uważam, że spisywanie wszystkich podróżniczych przyborów przed każdą wycieczką mija się z celem. Nad taką listą też trzeba chwilę pomyśleć. Równie dobrze mogę rozmyślać nad potrzebnymi mi rzeczami w trakcie pakowania. Oczywiście część mojej wycieczkowej wyprawki towarzyszy mi podczas każdej podróży i to właśnie ją przygotowuję w pierwszej kolejności. Nie muszę tworzyć żadnej rozpiski, aby o nich pamiętać.  Natomiast o całą resztę troszczę się później.  Analizuję, co mi się przydało w trakcie ostatniego wyjazdu lub jakie ciuchy czy gadżety się zupełnie nie sprawdziły. Prawda jest taka, że czy z listą czy bez i tak o czymś zapomnę lub wezmę czegoś za dużo. Poza tym do ostatnich minut przed wyjściem z domu dopycham plecak drobiazgami, jak dodatkową koszulką czy chustą. Warto też pamiętać o tym, że dopóki nie planujemy miesięcznego pobytu w dżungli, to większość, przynajmniej tych podstawowych produktów, można dokupić na miejscu. Zdefiniowałabym jednak pojęcie „podstawowego produktu”. W 2007 r podczas naszej podróży po Indiach wypatrywałam w sklepie tamponów… Wydawać mogłoby się, że jest to rzecz łatwo dostępna. Niestety w trakcie poszukiwań zmuszona zostałam do zmiany zdania. Zakup tamponów okazał się prawie że misją niemożliwą. Znalazłam je dopiero w luksusowej drogerii w Dehli.

2.      ” 1 para majtek i 1 para skarpetek wystarczy”

Wizja podróżowania z jednym kompletem bielizny w ogóle do mnie nie przemawia. Z doświadczenia wiem, że trzeba się przygotować na każdą ewentualność i lepiej wziąć ze sobą odpowiedni zapas. Zawsze może się zdarzyć, że danego dnia nie znajdziemy umywalki z czystą wodą, gdzie moglibyśmy zrobić pranie; o pralce już nie wspominając.  Podczas naszego drugiego wyjazdu do Indii spędziliśmy większość nocy w autobusach. Gdyby nie nasze dobre przygotowanie, bylibyśmy w kropce. Chociaż w takich sytuacji ani jedna ani nawet dwie pary majtek nie rozwiązują problemu. Jeżeli jesteście fanami tej metody i uważacie, że dramatyzuję, to może przekona Was powiedzonko babci naszej przyjaciółki: „I zdejmuje strój bogaty, a tam same szmaty łaty.” Szanowna starsza pani uważa, że czysty i schludny komplet bielizny to podstawa i zaoszczędzi nam wstydu np.: gdybyśmy niespodziewanie trafili do szpitala lub gdybyśmy znaleźli się w innej sytuacji, która wymagałaby od nas rozebrania się.

3.      „Nie odwlekaj wszystkiego na ostatnią chwilę“

Oczywiście, że można spakować się na 2-3 dni  lub nawet tydzień przed wycieczką.  Niestety udaje mi się to tylko w 40%. Co prawda jestem w stanie przygotować sobie jakąś część podróżniczej wyprawki wcześniej. Póki jednak nie mam gotowego całego kompletu rzeczy, nie mogę wsadzić ich do torby. Wszak pakuje swoje wyjazdowe graty w kolejności ich przydatności. Cały psikus polega na tym, że do ostatniej chwili głowię się nad tym, czego mogłabym jeszcze potrzebować. Na cóż zda się nam zresztą wcześniej spakowany bagaż, jeżeli już w dniu wyjazdu nie będziemy pamiętali, gdzie wsadziliśmy przewodnik i czy na pewno zapakowaliśmy ulubione spodnie.

Doświadczenie nauczyło mnie, że te trzy sposoby zupełnie nie sprawdzają się w moim przypadku.

14706792_1778445382429776_5722177786125361377_o1.jpg

Muszę przyznać, że z każdą podróżą stajemy się mądrzejsi i pakujemy co raz mniej niepotrzebnych rzeczy. Większą uwagę przykładamy do praktycznych „niezbędników” (a przynajmniej staramy się). Na pierwszy wyjazd z plecakiem w  2006 r do Chin zabraliśmy wszystko, co mogliśmy… Towarzyszyły nam nawet polskie konserwy, które przejechały  z nami przez całe Państwo Środka. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze,  że jedzenie w tym kraju kupić można wszędzie i na dodatek w bardzo atrakcyjnej cenie. Nauczeni doświadczeniem nigdy więcej nie popełniliśmy tego samego błędu. Sugerując się wskazówkami pracowników indyjskiej linii kolejowych na naszą pierwszą wyprawę do Indii zabraliśmy ze sobą łańcuchy i kłódki. W ten sposób kazano nam zabezpieczać główny bagaż. Prawdę mówiąc, nie wiem jak ktoś miałby wyciągnąć mój ciężki plecak spod siedzenia, jeżeli sama go tam ledwo wsadziłam. Zresztą w głównym bagażu nigdy nie wozimy nic wartościowego z wyjątkiem zakupionych pamiątek i ładowarek do telefonów. Ostatecznie ukradziono nam nasz mały podręczny plecak z paroma istotnymi dla dalszego wyjazdu przedmiotami. Nie muszę chyba dodawać, że nie był on w żaden sposób przywiązany… Cóż za złe wykorzystanie dostępnych zasobów! Tak, po tym wydarzeniu również my zastanawialiśmy się nad tym, po co w takim razie woziliśmy to żelastwo ze sobą. Przez jakiś czas śpiwory stanowiły nieodłączny element naszych wycieczek. Co prawda nie jest to najgorszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść, ale też nie  do końca trafiony. Indie nauczyły nas tego, że nie wszędzie na świecie definicja czystej pościeli pokrywa się z naszą. Śpiwór dawał nam możliwość  odgrodzenia się od kołdry czy poduszki pełnej plam. Podczas naszego pobytu w Cuzco, kiedy myślałam, że zamarznę w nocy, ten kawałek materiału wspomógł hostelowy koc i kołdrę w ogrzaniu mnie. Z drugiej strony w krajach, gdzie temperatura nie spada poniżej 25 stopni spanie pod ciepłym śpiworem jest dość niekorzystnym rozwiązaniem. Już nie wspominając, że są to dodatkowe i w tym przypadku zbędne kilogramy. Z tego względu z czasem zastąpiliśmy go lekką i bawełnianą wkładką do śpiwora firmy Cocoon:  http://www.cocoon.at/products/index.php/p/travelsheet_mummyliners_en .

Jedna zasada nie zmienia się jednak od lat. Zawsze biorę ze sobą trochę ubrań, które w większości na końcu podróży zostawiam w hostelu/hotelu. W ciągu roku odkładam w szafie ciuchy, które nie są już pierwszej młodości, przestały mi się podobać lub mają jakieś drobne wady. Ja już ich nie potrzebuję, a może przydadzą się obsłudze hotelu/ hostelu pracującej za głodową stawkę. Wiem też, że gdyby się tak zdarzyło, że zgubię te ubrania, to nie będzie mi przykro (tak właśnie pozbyłam się sweterka na wulkanie w Panamie). W moim plecaku ląduje również trochę „wyjściowo-wycieczkowych” ubrań, m.in.: dżinsy. Mają szerokie zastosowanie, dlatego tak idealnie nadają się na wyjazd z ograniczonym bagażem. Są długie, odpowiednio ciepłe i można w nich pójść na dyskotekę, a także pojeździć na rowerze. Pasują na prawie każdą okazję.

WP_20170106_11_48_24_Pro_LI1.jpg

Z roku na rok staramy się ulepszyć nasz system pakowania. Kiedy myślałam, że jesteśmy już na dobrej drodze podniesiono nam poprzeczkę. Od 15 miesięcy mamy dodatkową osobę do spakowania. Plecak z gumy nie jest, a rzeczy przybyło…Z tego względu staramy się zredukować nasze „niezbędniki” do minimum, a miejsce wyjętych rzeczy zajmują pieluchy i małe słodkie ciuszki.

Powoli zaczynam wierzyć, że emocje związane z tą znienawidzoną przeze mnie czynnością to naturalna sprawa i nie można z nimi walczyć. Mam jednak nadzieję, że się mylę. Jeżeli właśnie Ty, drogi Czytelniku, masz dla mnie dobrą radę, jak się spakować, aby nie zwariować, to nie wahaj się i skrobnij proszę parę słów. Może to właśnie dzięki Tobie zacznę się pakować szybciej, a przede wszystkim bez stresu.

                                                           

 

 

Jedna myśl na temat “Jak się spakować, aby nie zwariować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s